OFERTY PRACYKONTAKT
rekrutuj 40ton665
Opublikowane 4 Lipiec, 2018

Muzeum Unimoga jako pomysł na sobotnią atrakcję w trasie, czyli mnóstwo ciekawostek za 4,90 euro

Sobota w trasie, rozpoczęta o godzinie 5 rano, dodatkowo w dzień ojca, wcale nie musi być dniem straconym. Może się bowiem zdarzyć, że spędzimy ją w pobliżu tak wspaniałego miejsca, jak niemieckie Unimog Museum. Coś takiego przytrafiło się Filipowi Mężyńskiemu, który opisał muzeum na swoim facebookowym blogu z trasy Filippo1618. Cały ten wpis, wraz ze zdjęciami, zamieszczam poniżej.


Pobudka wczesna, bo już o 5:00. Ale nie budzik czy coś w tym stylu. Kolega stojący naprzeciwko postanowił o tej porze wrzucić sobie paletę na naczepę i tak nią rzucił o podłogę że nie sposób było się nie zbudzić. Zasadniczo i tak miałem już wstawać, ale pomysł przyznacie średni w sobotni poranek.

Do Gaggenau dojechałem o 7:30. Już od zjazdu z autostrady wiedziałem co będę dziś robił, bo tam zauważyłem pierwszy drogowskaz kierujący na Unimog Museum.

Zaparkowałem sobie bezpiecznie pod firmą i po śniadaniu poszedłem do muzeum. Jak dzień ojca to chyba sobie zasłużyłem.

Unimog Museum usytuowane przy drodze 462 tuż przed Gaggenau (jadąc od strony Karlsruhe). Lokalizacja akurat tutaj nie jest chyba żadnym zaskoczeniem dla miłośnika marki Mercedes-Benz gdyż to właśnie Gaggenau jest miastem w którym Unimogi powstawały najdłużej. Fabryka w tym mieście jest najstarszą z motoryzacyjnych na świecie, bo powstała już w 1894 roku. Obecnie Unimogi produkuje się głównie w Wörth (choć np. kabiny we francuskim Molsheim), a Gaggenau wytwarza głównie podzespoły do innych modeli Mercedesów.

Samo muzeum nie mieści sie może w zbyt okazałym budynku ale myślę że minimalistyczne formy budynków muzealnych to teraz już norma. Poza tym przecież nie o budynek tu chodzi, a o chyba najbardziej zapracowany model marki Mercedes-Benz, czyli Unimoga. Choć warto zaznaczyć że nie tylko ten model jest tu prezentowany, bo ma swoje miejsce także MB Trac – bazujący na Unimogu specjalistyczny traktor produkowany do 1991 roku przez Mercedesa. Obecnie jego produkcją zajmuje się firma WF z miejscowości Trier, a sam pojazd nazywa się przez to WF Trac. Ciekawostka – firma Mercedes-Benz podaje że z wyprodukowanych przez nią ok. 30000 MB Trac’ów w użyciu pozostaje wciąż 20000 z nich.

Przed samym muzeum przed wejściem stoi pojazd sanitarny, zdaje się że biorący wcześniej udział w jakiś działaniach wojennych (lub tzw. Misjach stabilizacyjnych), bo jest cały opancerzony i nosi ślady przeróżnych przygód. Serio przypomina auta z filmów Mad Max. Po jego konstrukcji wywnioskowałem że ma on chyba więcej wspólnego z Zetrosem niż Unimogiem ale to przecież pojazdy mocno zbliżone konstrukcyjnie.

Tuż po wejściu do budynku zlokalizowany jest sklepik z przeróżnymi artykułami związanymi z Unimogiem. Można się tu zaopatrzyć tak w zabawki i gadżeciki jak i fachową literaturę dotyczącą tego modelu Mercedesa czy choćby w wino firmowane przez muzeum. Ceny są zróżnicowane, bo 10 euro za książkę czy 2.50 za przypinkę to nie drogo ale już 26e za koszulkę czy 60e za bluzę to raczej sporo. Ja skusiłem się na kolejną książkę z serii Schrader Typen Chronik do mojej kolekcji owych publikacji o Mercedesach.

Bilet wstępu kosztuje 4,90 euro za osobę dorosłą. W muzeum jest także restauracja i sala bankietowa.

W sali głównej znajduje się całkiem sporo aut jak na dosyć skromną powierzchnię. Nie znajdziemy tu oczywiście wszystkich możliwych kombinacji, bo tych ilość jest chyba nieskończona. Mamy za to spory przegląd historii modelu i tego jak przez wszystkie lata od topornego i prostego rolniczego traktoro-auta Unimog zmienił się w bardzo skomplikowany pojazd specjalistyczny mogący mieć dziesiątki przeróżnych zastosowań.

Każdy eksponat jest dobrze przedstawiony, a towarzyszy mu jak nie scenka rodzajowa w miniaturze to jakieś inne urozmaicenie w postaci plansz, filmów czy szczegółowych opisów. Oprócz aut znajdziemy tu także modele silników, napędów, skrzyń biegów czy samą ramę bez nadwozia. Szkoda jedynie że przy autach, z natury wysokich, nie ma żadnych podestów z których można byłoby zajrzeć do ich wnętrz. Wspinanie się na eksponaty jest oczywiście zabronione.

Lokalizacja muzeum:

Na zewnątrz znajduje się mały tor przeszkód po którym można się przejechać najnowszym Unimogiem. Oczywiście nie omieszkałem skorzystać z tej okazji. Tor jest wprawdzie krótki ale zawiera wszystkie przeszkody z których pokonywania konstruktorzy auta są szczególnie dumni. Na mnie największe wrażenie zrobił zjazd ze wzniesienia o nachyleniu 70%, a później wjazd nań tyłem. Kierowca pojazdu opowiada podczas jazdy o jego zaletach i możliwościach.

Na zewnątrz muzeum stoi również kilka innych eksponatów ale już nie opisanych. Jest wśród nich także jeden Zetros. Obok Muzeum znajduje się również warsztat w którym remontowane są kolejne eksponaty. Z informacji z ulotek wiem również że można w owym warsztacie naprawiać swojego Unimoga czy zamówić dowolną część.

Myślę że naprawdę warto odwiedzić to muzeum. Polecam.

Ten wpis ma 14 komentarzy

  1. Tomek napisał(a):

    Na weekend polecam również muzeum techniki w niemieckim Sinsheim. Jest umiejscowione przy samej autostradzie. I w dodatku nie ma problemu z zaparkowaniem ciężarówki na pobliskim autohofie lub na parkingu przy autostradzie. Samochody osobowe, ciężarowe, samoloty, lokomotywy, czołgi itp. Kilka godzin zwiedzania za 14 euro. (cena z przed kilku lat).

  2. Intruz napisał(a):

    Super! Ja byłem ostatnio w Muzeum techniki w Sinsheim bo zawsze mnie intrygowały te Concordy widziane z bany ale to jest tylko początek. Spędziliśmy tam 4h ale to zdecydowanie za mało, muszę jeszcze kiedyś poświęcić cały dzień bo to jest olbrzymi moloch o nie skończonej ilości imponujących eksponatów. Polecam!

  3. carrera369 napisał(a):

    Bardzo ciekawa relacja zachęcająca do odwiedzenia tego muzeum.

  4. fikus72 napisał(a):

    I to się nazywa Kierowca Międzynarodowy – ciekawy Świata i korzystający że może nigdy taka okazja się nie powtórzy ; a nie tylko piwo,bania…na parkingu.

    Podobnie zresztą jest z marynarzami , niektórzy w rozmowach twierdzą dumnie że widzieli ale… w necie. Choć możliwość mieli tylko po co się fatygować …??

  5. orys napisał(a):

    Z muzeów jednej marki to ja polecam muzeum Tatry w Koprivnicach, choc akurat tam ciezarowka nie jest tak latwo dojechac…

  6. Emil T. napisał(a):

    Jak ktoś jest konsekwentny i każdą wolną chwilę chciałby spędzić w Tatrach to polecam http://przewodnik-po-gorach.pl/ Ceperski przewodnik daje możliwość planowania podróży i uzupełniania datami, co umożliwia jakby rywalizację:)

    • orys napisał(a):

      No nie wiem, czy chciałbym iść w góry z przewodnikiem napisanym przez kogoś, kto jest tak średnio ogarnięty ze spamuje tylko dlatego, że wyszukiwarka odkryła słowo Tatry, nie sprawdzając wcześniej w jakim kontekście było ono uzyte 😀

  7. Emil T. napisał(a):

    niestety błąd, nie jestem spadkobiercą tego Pana, ani nie staram się na jego spuściźnie zarobić parę groszy. Wyjątkowo łatwo przychodzi panu ocenianie i wartościowanie ludzi. zalecam dystans. Mimo iż internet jest miejscem wyrażania opinii, to czasem warto np. ugryźć się w język bo “śmieszkowanie”, “cięta riposta” czy “pocisk” czasem nie przystoi.
    ale z odbiorem przesłania mojej wiadomości może problem, pisze w końcu do osoby która mieni się “dziennikarzem” a dawno straciła dystans angażując się politycznie. Ot zapomniana etyka dziennikarska

    • orys napisał(a):

      No, tego jeszcze nie było, żeby mnie spamer o etyce pouczał 😀

      Pobawmy się w dziennikarza i ustalmy fakty: zaspamowałeś linkiem do produktu, który absolutnie nie ma związku z tematem. Powiedz mi, tak chętnie pouczasz innych o etyce, słyszałeś kiedyś o netykiecie i o tym, że wykorzystywanie komentarzy w internecie do reklamowania produktów na krzywy ryj jest be? 🙂

      Mówisz, że nie masz żadnego interesu w tym spamowaniu, załóżmy że masz rację, w takim razie dlaczego piszesz komentarz, który zupełnie nie jest związany ani z treścią artykułu, ani z prowadzoną pod nim dyskusją? Brzytwa Ockhama sugeruje jednak, że interes w tym możesz mieć.

      • Emil T. napisał(a):

        Nie do końca. Nie muszę mieć związku żadnego z autorem, jego dziećmi czy spadkobiercami. Są różne motywy, ale pan nie trafił w żadnym przypadku.
        przeważnie nie odpowiadam na niemiłe zaczepki, ale w tym przypadku straciłem dystans. Nie lubię takich pseudozabawnych wywodów. ale mogłem ugryźć się w język i nie dać się sprowokować.
        żyj i daj żyć innym
        Co do linków. Od spamera wyzywa mnie ktoś, kto sam na krzywy ryj reklamuje się po użytkowniku i zbiera bieda ruch z kliknięć w nick 😉
        obrońco jakości dyskusji w sieci, jeszcze nie widziałeś chyba co znaczy spamowanie.

        • orys napisał(a):

          Szkoda, że nie podzielisz się tymi rewelacjami, bo jestem bardzo ciekaw, jakie mogą być motywy spamowania linkami reklamującymi do czegoś, z czym się nie ma żadnego związku w komentarzach do tekstu na zupełnie inny temat 🙂

          Co do linków: aby dodac komentarz trzeba się podpisać, podać e-mail i opcjonalnie linka do swojej strony, żeby każdy mógł sobie sprawdzić kim jest piszący. A zatem zgodnie z intencjami autorów strony podaję linka do swojej strony żeby każdy sobie mógł sprawdzić kim jestem (z czego skrzętnie skorzystałeś jak próbowałeś znaleźć coś na mnie, do czego mógłbyś się przyczepić). Nie wrzucam komentarza z linkami do moich tekstów czy, jeszcze lepiej, sklepu internetowego – tak jak Ty.

          Jak widać faktycznie nie bardzo rozumiesz czym jest spam 🙂 Albo na prawdę na siłę próbujesz przyczepić się do mnie, żeby odwrócić uwagę od faktu, że po prostu spamowałeś 🙂

Odpowiedz





Dane wpisane w formularzu będą przetwarzane w celu dodania komentarza zgodnie z naszą polityką prywatności.