Możesz wjechać w tył samochodu wjeżdżającego na rondo – tak twierdzi policja z Tarnowa Podgórnego

Czas na historię, której doświadczyłem dzisiaj osobiście. Będzie w niej mowa o niegroźnej stłuczce, do której musiał zostać wezwany helikopter ratowniczy. W roli głównej wystąpią zaś policjanci, których wiedza… a zresztą, zaraz o wszystkim się dowiecie.

Wielu z Was na pewno kojarzy rondo na drodze krajowej nr 92, w Tanowie Podgórnym, na wyjeździe od Poznania w kierunku Pniew. To właśnie tam doszło do opisywanego zdarzenia, dzisiaj, po godzinie 15.

Przejeżdżałem akurat przez to rondo, aby zwrócić testową Scanię P280 do wspomnianego serwisu. Moją uwagę zwrócił zaś helikopter ratunkowy, który najwyraźniej przyleciał do niegroźnej stłuczki. Stał on na trawie przy nieznacznie uszkodzonym Fiacie Punto, a także przy jedynie zarysowanym Mercedesie Sprinterze. Co więcej, okazało się, że to Mercedes jak najbardziej znajomy, bo należący do firmy PTP-Trans i opisywany przeze mnie tutaj.

Gdy tylko oddałem ciężarówkę, postanowiłem wrócić na rondo i dowiedzieć się co w tej sytuacji chodzi. W końcu nieczęsto widuje się helikopter ratunkowy przy tak niegroźnym zdarzeniu. I oto co się okazało – Sprinter wjeżdżał na rondo od strony Pniew i gdy już znalazł się na nim praktycznie całym nadwoziem, w jego tylny lewy narożnik uderzyło Punto. To ostatnie oczywiście wjechało na rondo jednym z wcześniejszych wjazdów.

W to zarysowane miejsce wjechał Fiat:

Tuż po zdarzeniu kierowca Punta (sądząc po ubraniu, był to lokalny dostawca pizzy) uskarżał się na bóle. Na miejsce wezwano więc pogotowie ratunkowe oraz straż pożarną. A że kierowca zachowywał się jak bardzo poważnie poszkodowany, podczas gdy na drodze nr 92 stoją ogromne korki, dla szybszej reakcji oddelegowano helikopter ratunkowy.

Gdy ja przejeżdżałem przez rondo, widziałem już tylko ekipę helikoptera, która nie bardzo wiedziała co z sobą zrobić. Dodam, że po całym zdarzeniu widziałem kierowcę Punta, który normalnie chodził, wsiadał do auta, schylał się i wyglądał na człowieka po prostu sprawnego. W każdym razie, na pewno nie wyglądał jak osoba, która potrzebuje pilnego przetransportowania do szpitala. Zresztą, jego Fiat był na tyle delikatnie uszkodzony, że przy mnie o własnych siłach wjechał na lawetę.

Kolejna sprawa to kwestia winy. Kierowca Fiata był całkowicie przekonany, że dostawczy Mercedes wymusił na nim pierwszeństwo. Na miejsce wezwano więc policję, która stawiła się po bodajże 1,5 godziny. Swoją drogą, pomimo tak dużego czasu oczekiwania oraz niegroźnej sytuacji, radiowóz przyjechał na miejsce na sygnale.

Policyjna KIA przywiozła dwóch sierżantów sztabowych z Komisariatu Policji Tarnowo Podgórne, podlegającego pod Komendę Miejską Policji w Poznaniu. Omówili oni sprawę z uczestnikami zdarzenia i stwierdzili, że wszystkiemu winny jest kierowca Mercedesa. Dlaczego? Do zderzenia doszło w momencie, gdy wjeżdżał on na rondo. Musiał więc wymusić pierwszeństwo na kierowcy Fiata Punto, który w momencie zderzenia znajdował się już na rondzie.

Innymi słowy, załadowany samochód dostawczy o długości 7,5 metra, z zaledwie 2,1-litrowym silnikiem, zdążył wjechać na rondo praktycznie całym swoim nadwoziem, a lekki Fiat Punto uderzył w niego, bo nie był w stanie tego uniknąć. Co więcej, rzekomo miał ku temu prawo.

Poniżej widzicie tego samego Sprintera. To najdłuższa możliwa wersja.

Co w tej sytuacji z zasadą, że „niezaniechanie też jest działaniem”? Sądząc po miejscu, w które uderzył Fiat, jego kierowca mógł jedynie delikatnie przyhamować, a do zdarzenia by nie doszło. Co też z zasadą, że „wymuszenie pierwszeństwa przejazdu” następuje w sytuacji, gdy zwolnić musimy „gwałtownie”? Przecież Fiat nie mógł jechać po rondzie z ogromną prędkością, zwłaszcza w tak gęstym ruchu. Dodam też, że omawiane rondo nie ma na środku wysokiego nasypu, a krzewy docięto na tyle nisko, że nie zasłaniają podwyższonego Sprintera.

Idąc tokiem myślenia policjantów z Tarnowa Podgórnego, gdy ciężarówka lub długie auto dostawcze powoli wjeżdża na rondo, możecie po prostu wjechać w tył jego nadwozia. Bo skoro mielibyście hamować, to znaczy, że ktoś właśnie wymusił pierwszeństwo. A skoro ktoś wymusił pierwszeństwo, to na niego należy zrzucić winę za spowodowanie kolizji drogowej.

Postanowiłem porozmawiać z policjantami i poprosić ich o wyjaśnienie tej sytuacji. Jednego z nich zapytałem też, jak miałbym wjechać na rondo pełnowymiarowym samochodem ciężarowym, skoro inny samochód rzekomo ma prawo wjechać w tył mojej naczepy, zrzucając wszystko na wymuszenie pierwszeństwa. Odpowiedź, którą otrzymałem od jednego z funkcjonariuszy, jeży włos na głowie. Było to mniej więcej tak:

Jeśli samochód ciężarowy nie jest w stanie wjechać na rondo bez utrudniania ruchu pojazdom już się na rondzie znajdującym, należy zorganizować mu pilotaż i zablokować rondo na czas jego przejazdu.

Serio.

Nie wspominając już o całej sprawie z lotniczym pogotowiem ratunkowym. Miejmy tylko nadzieję, że helikopter nie był w tym czasie potrzebny w jakimś prawdziwym wypadku, gdzie jego obecność mogłaby decydować o czyimś życiu lub zdrowiu.

Co natomiast będzie dalej? Kierowca Mercedesa Sprintera nie przyjął mandatu, kierując sprawę do sądu. Gdyby więc ktoś z Was był świadkiem zdarzenia, byłbym wdzięczny za zgłoszenie się do mnie, a ja przekażę sprawę gdzie trzeba.

A jakby ktoś nie dowierzał w sprawę ze śmigłowcem, to zapraszam do następującego artykułu ePoznan.pl, zawierającego odpowiednie zdjęcia: Kolizja na rondzie w Tarnowie Podgórnym. Lądował śmigłowiec LPR