baner665x124 665

Opublikowane 24 lut, 2015

Trujący żel rzucany na samochody ciężarowe – nowy sposób na kradzież ładunków i całych zestawów?

polizei_policja_niemcy_radiowoz

Ledwie opublikowałem artykuł zatytułowany Transport na Zachodzie – ładunki masowo giną, kabotażu robi się na potęgę, a mandaty gonią mandaty, a w skrzynce mailowej już czekała na mnie wiadomość przesłana przez jednego z jego Czytelników. Pragnąca pozostać anonimową osoba postanowiła podzielić się swoimi bardzo przykrymi doświadczeniami z próbami kradzieży ciężarówki, chcąc w ten sposób przestrzec innych kierowców.

Ów Czytelnik, będący na co dzień właścicielem małej firmy transportowej i jednocześnie kierowcą własnej ciężarówki, porusza się po Europie nowym ciągnikiem siodłowym jednej z droższych marek. I właśnie prawdopodobnie ten ciągnik siodłowy, albo po prostu wyjątkowy pech kilkukrotnie miał sprowadzić na niego niebezpieczeństwo. Kilkukrotnie próbowano go bowiem otruć, na szczęście nieskutecznie.

Pierwszy tego typu wydarzenie miało miejsce kilka miesięcy temu na południu Niemiec, gdzie wyprzedzająca go ciężarówka po zakończeniu manewru zjechała lekko na pobocze i jej kierowca rzucił czymś przez okno w kierunku kabiny Czytelnika. Była to jakaś lepka substancja, która przykleiła się do przedniej szyby jego ciężarówki i najwyraźniej była trująca. Już chwilę później zaczął on bowiem odczuwać nudności, suchość w gardle oraz drgawki, więc musiał zjechać na najbliższy parking, gdyż po prostu nie był w stanie kierować. Na szczęście zdołał zadzwonić wcześniej po pomoc, więc prosto z parkingu trafił do szpitala, gdzie przesłuchała go przy okazji policja, do której oczywiście sam się zgłosił i której podał tablice rejestracyjne wyprzedzającej go ciężarówki.

Oczywiście policja niczego szczególnie nie zdziałała, a za to próby otrucia miały się powtórzyć. Kolejny raz miał miejsce z udziałem samochodu osobowego, który najpierw kręcił się wokół ciężarówki, a następnie wyprzedził ją, po czym powtórzyły się opisane powyżej objawy. Co więcej, auto osobowe dalej towarzyszyło ciężarówce i najwyraźniej miało zamiar zjechać z nią na najbliższy parking. Na szczęście wówczas Czytelnik jechał razem z kolegą i razem poradzili sobie razem z dojechaniem do kolejnego miejsca postoju. Podobna historia miała zresztą powtórzyć się nawet kilkukrotnie, spotykając także jednego z kierowców jeżdżących dla Czytelnika.

O co jednak w tym wszystkim chodziło? Podobno mowa tutaj o rzucanym na maskę ciężarówki żelu, który ulatniając trujący gaz ma zmusić kierowcę do zjechania na parking. Tam wymiotująca i osłabiona ofiara ma zostać oczywiście okradziona nawet z całego „zestawu”.

To może Cię zainteresować:

WYKOP ten tekst!

Ten wpis ma 9 komentarzy

  1. Janusz pisze:

    To na pewno jest glutoplazma, którą rozrzuca Hultajhohla. Pomóc mogą jedynie super cyfry :)

  2. marian pisze:

    Jeszcze bym był w stanie w to uwierzyć jak by mu się to przytrafiło raz.. a nie parę razy bo w takie zbiegi okoliczności to ja nie wierzę. Może ma zdechłego szczura w filtrze, a że firma mała, koszty tnie to i filtrów nie wymienia.. 😛

  3. aaaaaa pisze:

    I co policja nie znalazła nic na wozie? Bzdura na resorach.

  4. Janusz2 pisze:

    Kolejna parkingowa legenda… Przy prędkości 90km/h nie wykonalne wydaje się być rzucenie czymś przez kierowcę za siebie tak, żeby „coś”, a zwłaszcza żel, doleciało i trafiło w ciężarówkę za sobą. Nawet jeśli rzucający prowadził krótką 10-paletówkę. Bardziej już uwierzę w teorię o szczurze w filtrach :). Ewentualnie panu autorowi zdarza się imprezować dosyć mocno z trunkami nie koniecznie zakupionymi na tankszteli to potem zbiera go na wymioty następnego dnia.

  5. biedronka pisze:

    ciekawe czy w 7 sekundzie po zatruciu słychać strzały

  6. Myślicie ,że może „Obcy” znowu atakuje ?

  7. Arek pisze:

    To jest sprawa dla Pana Macierewicza, on i jego ekipa to na bank wyjaśnią :)

  8. Mniodek pisze:

    Bo pić to trza umić.

Odpowiedz