Miał czyste tacho, ale odpowie za jazdę z przemęczeniem – kwestia dojazdu do bazy

O przestrzeganiu norm czasu pracy kierowców napisano już naprawdę całe tomy. Jak jednak pokazuje historia z poniedziałkowego poranka, nadal może tutaj dojść do sytuacji, która może wzbudzać zaskoczenie i będzie wymagała dłuższego wyjaśnienia. Oto bowiem mamy postępowanie z udziałem polskiego kierowcy, który oficjalnie spełniał wszelkie normy czasu pracy, ale mimo to ma odpowiedzieć za prowadzenie w stanie przemęczenia. Co więcej, cały problem miał być wynikiem wielogodzinnego dojazdu do pracy, z użyciem auta osobowego, choć Niemcy potwierdzili, że dojazd ten nie musiał być uwzględniony w zapisach czasu pracy.

45-letni Polak prowadził Mercedesa Atego, należącego do niemieckiej firmy i opatrzonego niemieckimi rejestracjami. W poniedziałkowy poranek pojazd ten poruszał się autostradą A12, między Frankfurtem nad Odrą a Berlinem, a policja zwróciła na niego uwagę przez trudności z utrzymaniem się w pasie ruchu. Ciężarówka lawirowała od linii do linii, regularnie wjeżdżała na pas awaryjny lub też utrudniała ruch na lewym pasie. Co więcej, gdy policjanci podjechali na wysokość kabiny, kierowca zupełnie nie zwrócił na nich uwagi, a wręcz wydawał się mieć zamknięte oczy. Mężczyzna zareagował na radiowóz dopiero w momencie, gdy ten wykonał kilkukrotne trąbienie.

Kilka zdjęć z policyjnego rejestratora:

Już po wydaniu sygnału do zatrzymania, gdy Mercedes podążał za radiowozem, kierowca ciężarówki nadal nie potrafił utrzymać się w pasie ruchu. Jakie było więc dla tego wszystkiego wytłumaczenie? Kontrola potwierdziła, że 45-latek był trzeźwy i nie korzystał z żadnych środków odurzających, ale za to okazał się być skrajnie przemęczony i dosłownie zasypiał za kierownicą. Mężczyzna przyznał, że przemęczenie to wynikało z wielogodzinnego dojazdu do pracy na terenie Niemiec, wykonanego prywatnym autem osobowym. Choć więc tachograf ciężarówki wskazywał dopiero co ukończoną pauzę, zamiast jakiegokolwiek odpoczynku kierowca miał za sobą długotrwałą jazdę. I właśnie tutaj dochodzimy do spraw stwierdzonych już na wstępie…

Policjanci nie dopatrzyli się przekroczenia norm czasu pracy, ani też manipulacji tachografu, ale i tak zakazali kierowcy dalszej jazdy, z uwagi na stwierdzone przemęczenie. Firma musiała przy tym wezwać zastępczego kierowcę, który przejął ciężarówkę. Jak więc widać, i taką możliwość mają przy kontroli policjanci, nawet jeśli tachograf nie domaga się pauzy. Co więcej, wszczęto tutaj postępowanie, w ramach którego kierowca został oskarżony o spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym. To natomiast bardzo poważna sprawa, która w niemieckim sądzie może skończyć się karą grzywny, zakazem prowadzenia na terenie Niemiec lub nawet karą pozbawienia wolności.

Czy natomiast dojazd autem osobowym do pracy nie powinien zostać uwzględniony w zapisach czasu pracy, poprzez wpis manualny? Jak się okazuje, w tym przypadku nie. Unijne przepisy zawierają bowiem pewną furtkę, która akurat znalazła swoje zastosowanie. Otóż zgodnie z wyrokiem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, kierowca powinien uwzględnić dojazd do ciężarówki jako „inną pracę”, ale pod warunkiem, że pojazd stoi poza bazą zatrudniającego nas przedsiębiorstwa. Takie samo stanowisko pojawiło się też w oficjalnym instruktażu Państwowej Inspekcji Pracy (dostępnym tutaj). Gdyby więc kierowca zatrudniony był w Polsce, ale odbierał ciężarówkę na przykład gdzieś w Niemczech, dojazd do niej musiałby zostać uwzględniony w zapisach czasu pracy. Jeśli jednak kierowca mieszka w Polsce, ale zatrudniony jest w Niemczech i odbiera pojazd z niemieckiej bazy – tak jak na przypadku omówionym powyżej – dokonanie wpisu manualnego nie było już wymagane.

Źródło informacji: Polizeidirektion Ost