Gdzie przydzielono pierwsze Tesle – 680 km z lekkim ładunkiem, 160 km z napojami

Po ostatniej aferze w sprawie nadwozia, którego słabości na cały świat nagłośnił polski kierowca, Tesla Semi znowu wzbudza kontrowersje. Tym razem dotyczy to absolutnie najważniejszego parametru elektrycznej ciężarówki, czyli zasięgu w realnej pracy.

Zapewne ostatnio słyszeliście, że Tesla w końcu dostarczyła dwa pierwsze egzemplarze ciągników siodłowych, przekazując je do koncernu Pepsi. Kontrowersje pojawiły się natomiast w momencie, gdy wiceprezes Pepsi udzielił wywiadu agencji Routers, będąc zapytanym o wykorzystanie tych pojazdów oraz przydzielone do nich trasy.

Jak się okazało, Pepsi postanowiło uzależnić długość tras oraz masy ładunków. Gdy do przetransportowania są lekkie produkty żywnościowe, jak na przykład chipsy marek Lay’s lub Cheetos (należących do Pepsi), Tesle Semi wysyłane są w trasy o długości nawet 425 mil. W przeliczeniu to około 680 kilometrów. Gdy natomiast na naczepę trafiają ciężkie ładunki napojów, trasy ogranicza się do 100 mil, czyli około 160 kilometrów.

Warto tutaj podkreślić, że Pepsi odebrało Tesle z większym wariantem baterii, teoretycznie zdolne przejechać 500 mil (800 kilometrów) na jednym ładowaniu. Jest więc bardzo zastanawiające, dlaczego przy ciężkich ładunkach tak bardzo ogranicza się dystanse. A że Tesla nadal unika podania pełnych danych technicznych tego pojazdu, jak parametry baterii, czy chociażby masa własna, wszelkie znaki zapytania szybko się wyolbrzymiają. Nic więc dziwnego, że powyższy temat już omawia się w mediach z całego świata.