rekrutuj 40ton665
Opublikowane 6 paź, 2017

Orkan Ksawery przeszedł przez Polskę i Niemcy – drzewa oraz przyczepy przewracały się na drogi

orkan_ksawery_ciezarowki_2

Orkan Ksawery, który przeszedł w ostatnich godzinach przez Polskę oraz Niemcy, nie obył się bez wpływu na transport. Na drogi przewróciły się bowiem dziesiątki drzew, czego zresztą sam byłem wczoraj świadkiem, na jednej z ulic w centrum Poznania. Ponadto szczególnie narażone były samochody z lekkimi zabudowami, w tym przede wszystkim zestawy przestrzenne.

Przykład zagrożenia dla takich pojazdów widać powyżej, na zdjęciu wykonanym na trasie A31 w Niemczech, w okolicach Leer. Wiatr był tam na tyle silny, że przewrócił jednoosiową przyczepę ciągniętą przez Mercedesa Atego. Przyczepa zajęła przy tym oba pasy ruch, zahaczając przy okazji o samochód osobowy.

Podobne zdarzenia miały miejsce także w Polsce, na przykład na trasie S3 nieopodal Świebodzina. Również i tam wiatr przewrócił przyczepę ciągniętą przez ciężarówkę. Poniżej zaś macie kolejny przykład z Niemiec, z miejscowości Arnsberg. Drzewo przewróciło się tam w kierunku jezdni tuż przed nadjeżdżającą ciężarówką. Szczęśliwie jednak kierowca jechał powoli i zdążył się zatrzymać.

orkan_ksawery_ciezarowki_1

WYKOP ten tekst!

Ten wpis ma 8 komentarzy

  1. pete379 pisze:

    Serio meteorolodzy nie znają innych imion? Ksawery ostatnio nawiedzil zimą 2012 roku bodajże, wtedy to był hardkor a nie te wczorajsze pierdniecia.
    Wtedy prądu tydzień nie było, do tego u mnie w rejonie jakiś cymbal nie umiał użytkować agregatu prądotwórczego i spalił cały zakład meblowy, pożar 3 dni szalał, a strażacy w pierwszy dzień pobrali tyle wody że wodociągi nie dały rady. To był orkan a nie przywrócony mautkiller i złamane drzewo w Niemczech.
    Aha i przy okazji wyszło, że Mercedes Zetros to marne terenowo auto, szczególnie, że jakiś geniusz zamówił wersje 4×4 i 6×6 na pojedynczym ogumieniu. I matolki z energetyki 2 dni odkopywali swoje wynalazki i musieli wynająć poczciwego Jelcza Jelonka żeby im transformatory przez pola przywiózł i zamontowal.

    • El Pieso pisze:

      Jean Pierre, francuski policjant patrolujący autostrady był jakiś poddenerwowany już od 4:30 rano. Nie spał. wiercił się. Czuł niepokój…
      Gonzo zapinał biegi, rozpędzając jelonka do granic możliwości – silnik jęczał sympatycznie, skrzynia wołała o pomstę do nieba, michelin się kulił na desce i jakby mógł, to by się zesrał ze
      strachu… no ale nie mógł, to się tylko kulił. Do granicy PL-D dotarli po 2 dniach walki.

      Niemcy, jak zobaczyli jelonka, myśleli, że cofnęli się w czasie – podobno jak mówił kumpel, który jechał tam 3 dni później, dwóch z nich stało jeszcze z całkiem wyschniętymi gębofonami… nie potrafili ich już zamknąć. Nie będą już nigdy tak miłymi gestapowcami, jakimi byli.

      Jelonek łapał oddech na ałtobanie. Michelinowi odechciało się srać, a Gonzo bał się, że bez dziur i trzęsawki zaśnie za szybko, a jelonek mu zgłupieje.
      Darli prawym pasem do przodu, pożerając kilometry. Klepsydra nazywana Tacho pomału się kończyła… a wiec czas na postój. Zaparkowali na grzędzie wśród elity transportu… same scanie, many, volva… Gonzo rozstawił kuchnię gazową, co ją wziął z domu (czteropalnikowa z piekarnikiem), podłączył butlę i pichci.

      Ludzie się zbierają, patrzą… i doszli do wniosku, że to jakiś film wojenny kręcą, albo jakaś kamera ukryta. Pobiegli więc się przebrać w najlepsze ciuchy i zarzucić pomadę na kudełki.
      Gonzo zjadł bigos, co go sobie przygotował na parkingu – lekko przedłużył pauzę, ale niewiele – i dalej w trasę.
      Jean Pierre już o 10 rano miał sraczkę… a nic nie jadł jeszcze. Czuł jakby… kapustę? Nieee… na pewno mu się wydawało. Przecież nie jada kapusty. Czuł jakiś niepokój…

      Jelonek leciał z góry już 2 km, budziki pozamykane na 90 km/h… szybka decyzja, czy zmieniać pas na lewy… Wyprzedzać? Wyprzedzał… wyprzedzał… wyprzedzał… aż do końca góry. Potem szybki remoncik. Nieduży. Nie takie remonciki się robiło na drodze. Jean Pierre miał zamiast zwieraczy jakiś syfon… to NERWY… ale skąd??? Gonzo już pędził w stronę francuskiej granicy.

      Znów pauza. Tym razem bigosik na zimno. Znów gapie. Znów fani myślący, że kręcą film i to coś, co tutaj stoi, to właśnie wyjechało na moment z muzeum, i że to musi być jakaś podpucha albo żart. Po bigosie był mały remoncik i dętka.

      Cały parking ludzi i wszyscy przyszli zobaczyć, jak się to robi. Było 4 wulkanizatorów… ale oni bez maszyny, na parkingu, to co najwyżej umieją przebić dętkę. Ale żeby naprawić? McGyver? Były zdjęcia z jelonkiem. Jak odjeżdżał, wszystkie kobiety płakały. Dwie wpadły w histerię – jedna otworzyła sobie żyły, a druga poprzysięgła, że albo Gonzo w jelonku, albo żaden inny. Klasztor. Jelonek mknął w stronę granicy D – F.

      Jean Pierre miał skurcze brzucha i już 6 raz stawał na poboczu i wylatywał w krzaczory ze ściśniętymi pośladkami… Co jest??? – myślał. Od 3 dni nic nie jem, a sram na wiadra. Lekarz powiedział że to nerwy, ale przed czym? Gonzo dał prztyczka michelinowi. Co się bujasz, michelin? – zagaił przyjacielsko. Jean Pierra gryzła ściółka w dupie. Jelonek ryczał wydechem. Jean Pierre nie miał już Reginy. Igliwiem się nie da… Gonzo dał głośniej Kaję Paschalską. Jechał…

      Tymczasem właściciel firmy przewozowej – Kermit, który wysłał Gonza jelonkiem do Francji, był bardzo zdenerwowany. Nie miał żadnych informacji od Gonza. Musiał wiedzieć, co się dzieje, bo jeszcze przegra zakład…
      „Ty, a może się założymy, że twoja najnowsza Scania nie dotrze na Kazachstan?” – podpuszczał kumpel Kermita.
      „A może puszcze jelonka do Czech, co?” – przebijał Kermit.
      „Do Czech? Hehehe”.
      „Dobra, do Niemiec” – postawił się Kermit.
      „Ale do Francji nie dasz rady, spękasz Kermit!”.
      „Co?? JA spękam?! JA nigdy nie pękam!! Jelcz poleci do Francji! I jeszcze wypakuję go fajkami! I jeszcze pojedzie Gonzo!”.

      „Jezuuu… Kermit, nie przesadzaj… Już wiem, że masz jaja. Fajki to pół biedy, ale Gonzo??? Przecież on nie ma prawa jazdy!” – wystraszył się kumpel.
      „Właśnie dlatego!” – Kermit jak coś powiedział, to powiedział. Z tego był znany.
      Gonzo beknął. Oho, ktoś mnie wspomina – pomyślał. Jakie to miłe. Za pół godziny granica… Jean Pierre nie miał już czym srać. Nerwy go zżerały. Nie poznawał siebie.

      Jelonek ciągnął ostro pod górę. Na jedynce. Gonzo się odprężył – i tak do końca góry nic nie zrobi. W lustra nie ma co patrzeć, bo tam dym jak po Hiroszimie. Euro 7 ostro przerabiało szkodliwe substancje na z pewnością przyjazne dla środowiska. Tylko czarno jak po pożarze fabryki gumy.
      Granica. Jean Pierre zemdlał. Gonzo zajarał blanta. Muszę się odprężyć… dobre zioło zabucham i wjeżdżam. Kermit pił z nerwów. Kumpel Kermita dał na mszę. Michelin się gibał na desce. Wjeżdżają. Francuski posterunek wygasił światła. Jak za okupacji…

      Strażnik wyszedł. Zobaczył jelonka… Wrócił się. Wyszli we trzech. Podeszli do Jelcza, trzymając się za ręce – odważni, jak to Francuzi – popatrzyli w górę.Michelin! Francuskie uśmiechy rozjaśniły francuskie twarze.

      Gonzo wyjął dokumenty i podał im. Trochę się denerwował, czy prawo jazdy, które sobie wydrukował w domu na drukarce atramentowej przejdzie kontrolę. No i certyfikat EURO 7. Sam wymyślił druk. Był dumny. Francuzi udają, że czytają – kłuje ich tłusty napis EURO 7. Jean Pierre wymiotuje. Kermit zakąsza śledzikiem. Kolega Kermita biczuje plecy łańcuchem z poczucia winy. Gonzo zapala następnego blanta. Zaciąga się. Francuz patrzy… i kiwa, żeby mu dać macha. Zaciąga się. Podaje dalej. Francuzi buchają i uśmiechają się. Gonzo się uśmiecha. Michelin się giba na desce. Jest zajebiście. O to chodzi, o to chodzi… luzik.
      Francuzi śmieją się i kiwają – wjeżdżaj…
      Gonzo wbija bieg, jelonek rusza. Dym wydobywający się z rury pod obciążeniem silnika zabija dwóch Francuzów. Trzeci na zawsze pozostanie głuchoniemy.
      Wjechał. Jelonek zdobył Francję! Kurwa! Gonzo się śmieje. Jean Pierre wydaje ostatniego bąka i umiera. Jelcz dotarł do Francji. Udało się. Gonzo zajechał na najbliższy parking. Bigosu już nie ma.

      Znów gapie i fani. Francuzki robią tak językiem do Gonza… jakoś tak dziwnie. Jakby coś lizały. Gozno myśli, że to jakaś tutejsza forma powitania, to też wywala jęzor i trzepocze. Francuzki mdleją. Gonzo wziął z kabiny nóż i małego wypchanego chomika i ruszył z parkingu w stronę lasu.
      Znalazł błoto i wypaćkał sobie twarz i ręce. Zaczyna się polowanie… Dwie godziny się kręcił po lesie szukając zwierzyny. Znalazł francuską kunę leśną drzewną. Zastygł… Kuna żre żołędzie i nie wie, co ją spotka… jeszcze.. Gonzo się przyczaił jak wąż w pomidorach. Kuna żuje. Michelin się przestał gibać. Gonzo powoli wyciąga wypchanego chomika ze swojej myśliwskiej torby… powoli… Kunie się odbija. Kurwa – myśli kuna. Gonzo powoli się podnosi.

      Kuna kątem oka go dostrzega… włos się jej jeży na klacie (francuskim kunom leśnym drzewnym zawsze się jeży włos na klacie, w przeciwieństwie do kun właściwych – im na grzbiecie). Kuna zastyga. Gonzo nagle jednym szybkim ruchem – jak mieczem samuraja – podnosi chomika i krzyczy „puuu!!!” – zawsze jak się poluje z chomikiem na francuską kunę leśną drzewną należy krzyknąć „puuu!!!”.
      Kuna mdleje. Gonzo spokojnie podchodzi i pukając ją kijem w główkę gasi ją do końca. Dla pewności żeni jej kozika pod żebro i podrzyna gardło. Nie będąc jeszcze pewnym czy francuska kuna leśna drzewna na 100% już odeszła, zatyka jej palcami nozdrza na 5 min.
      Potem zabiera kunę na barana i wraca. Tłum szaleje. Francuzki już 7 razy miały orgazm, a teraz mają następny.

      Gonzo wyciąga kuchenkę czteropalnikową i opala kunę nad gazem. Przyrządza ją szybko w żołędziach co je znalazł w żołądku kuny… i zaprasza 3 Francuzki na obiad. Wszystkie mdleją.
      Gonzo pochłania kunę, a Francuzki wstają i mówią, że chcą zawsze być z Gonzem i jego
      wiernym jelonkiem i móc pyrkać michelina, żeby się gibał i w ogóle…
      Gonzo się zgadza.
      Francuzki mdleją.
      Tłum szaleje.
      Gonzo rusza z trzema Francuzkami nimfomankami, które już się ocknęły. Kierunek: Paryż.
      Kermit dowiedział się z wiadomości co się dzieje i pije, ale teraz już z radości. Jelonek dogina na Paryż. Jest booosssssssko!

      Remoncik… kurwa! Jelonek musiał w tej chwili… Ale przyzwyczajony Gonzo nie załamuje rąk – wyciąga Małego Naprawiacza Jelczy w Trasie – MNJWT i zabiera się do działania. Francuzki są najarane blantami, na Gonza, a nawet na michelina. Gonzo uporał się z tą drobną usterką w 16 godzin i już są gotowi gnać dalej… Gonzo postanowił przed Paryżem zdrzemnąć się troszkę. Zawinął na parking. Francuzki ciągle to samo wywijają językami… Michelin już się świeci cały. Gonzo też. A im mało.
      Gonzo mówi – „a teraz idę spać. a wy będziecie cicho i dość lizania, jasne?”
      „Łi, łi”.
      Gonzo walnął się na wyrko, zamknął oczy… spokój… cisza… Śni mu się jakiś francuski policjant z rozwolnieniem… Głupi sen. Sra i sra… co jest? Nigdy mu się nie śnił srający francuski policjant! Sra na mokro.. bryzga… Gonzo czuje, że też jest mokry… Wilgotno wszędzie, a ten sra…Gonzo otwiera 1 oko – policjant już nie sra, ale dalej wilgotno…
      A 3 Francuzki znowu go liżą… o ja pie**olę! W sumie fajnie… ale ile można? W sumie można… Gonzo zamyka oko i udaje, że śpi. Nie będzie przeszkadzał. Jest bossssko… Rano przyrządza resztę kuny i… Paryż!

      Gonzo odpala maszynę, Francuzki coś szwargoczą i się jak zwykle liżą, michelin zaczyna się gibać, Wiraż nadaje Kaję Paschalską, proporce się kołyszą… i dupa. Dętka.
      Francuzki przechodzą do konkretów, a Gonzo bierze Małego Wulkanizatora i też bierze się za konkrety. Ruszają.
      Paryż.
      Gonzo po 8 godzinach kluczenia, 2 dętkach i 17 hamburgerach podjechał pod bramę, gdzie miał oddać towar. Podjeżdża do budki wartownika… podobny do tego ze snu, co srał.
      „Otwieraj, kmiocie, bo mam towar, a nie mam czasu!” – huknął Gonzo, a Francuzki zrobiły po 3 młynki językami. Strażnik popatrzył i pojawił się strach w jego oczach – pobiegł podnieść szlaban.

      Jelonek wjeżdża, a strażnik za telefon i do prezesa: „Szefie, jakiś ostry herbatnik przyjechał, fura dla prawdziwego twardziela, 3 nimfomanki i michelin!”.
      „To on” – szepnął szef i zbladł.
      Gonzo postawił jelonka, klepnął michelina, a potem każdą Francuzkę i poszedł zanieść papiery. Przyszli kolesie rozładować towar. Uklęknęli, jak zobaczyli jelonka. Otworzyli naczepę. Gonzo uklęknął.
      CAŁA NACZEPA FAJEK!
      PO DACH!
      A on skręca blanty…
      Zaczęli rozładowywać, a Gonzo poszedł do kibla… rozwolnienie po tym, co zobaczył na naczepie przyszło jak tajfun. Megatajfun.
      Michelin, gdyby mógł, też by się zesrał, ale nie może. Francuzki znów jarają i się liżą. Skończył się zapas Reginy. Czas wracać do kraju.

      Gonzo załatwił papierki, naprawił dętkę, klepnął michelina i w drogę z powrotem. W tym magazynie do dziś są zdjęcia jelonka z michelinem i Gonzem… i z Francuzkami. Do dziś nie wierzą.
      Wartownik do dziś powtarza to, jak go opierdolił Gonzo. Jest gwiazdą każdego przyjęcia. Nikt mu nie wierzy. Tymczasem Gonzo popędzał konie na wschód. Kermit liczył kasę, co ją wygrał w zakładzie z kumplem. Kumpel się powiesił na łańcuchu do biczowania. Francuzki… no co mogą robić? Michelin się giba. Wracają.
      Na pusto jelonek pod górę idzie na dwójce. NA DWÓJCE! Szaleńsssstwo. Dymu jest 5 razy więcej, ale jak idzie! Na dwójce! Francuzki tak się podnieciły tą informacją, że jedna się od lizania odwodniła.
      Michelinowi aż się zakrciło od gibania.
      NA DWÓJCE!
      Jak Gonzo powie to na bazie… nikt mu nie uwierzy.

      Gonzo zawija na parking szybko. Raz, że trzeba coś zjeść, a dwa – ratować
      Francuzkę, która się od lizania odwodniła. Szybko ją wywleka na asfalt, poi wodą i robi usta-usta. Pozostałe Francuzki znów się podjarały. Michelin się giba z radości. Gonzo robi usta-usta, a potem opiera ręce na klatce Francuzki i chce zacząć masaż serca. Coś nie gra…
      Kurwa, ona ma włosy na klacie!
      Gonzo sprawdza niżej – pyton. O ja pie**olę. To facet!
      Michelin zastyga bez ruchu
      Dwie Francuzki przestają się lizać.
      Gonzo wstaje, podchodzi do nich i sprawdza, czy to faceci, czy kobiety.
      Kobiety.
      Fajnie…
      Znów się podjarały..
      Michelin w szoku dalej nieruchomy.

      Gozno wyciąga zupki chińskie, dodaje tyrolską i już są kotlety schabowe. Francuzki się zajadają, a Gonzo kombinuje, co zrobić z ciałem. Na parking wjeżdża czarne BMW, wysiada 4 kolesi i zapala fajki. Gonzo skręca blanta i podchodzi do nich. Francuzki miękną w kolanach.. Michelin się poci. Gozno idzie. Kolesie patrzą i zaciągają dym w płuca.
      „Haj” – mówi Gonzo.
      „Hałarju” – kolesie.
      „Aj mam łan body ludzkie na sold” – Gonzo.
      „Ooo” – miłe zdziwienie kolesi.
      „Jes, jes” – Gonzo podaje blanta.
      „Wifil kostet to body” – kolesie z zainteresowaniem.
      „Trochu staff oraz ten tałsend w keszu drahmy” – rzuca Gonzo i wali uśmiech.
      „Wparjatku” – kolesie są zachwyceni.

      Gonzo inkasuje należność, kolesie biorą faceta-Francuzke, który zdążył się ocknąć i obiecują mu zabawę. Francuz nieświadomy, nie znając rosyjskiego uśmiecha się. Będzie bossssko…
      Gonzo pakuje harem i odpala jelonka.
      Kurwa!
      Dętka.
      Już się łatki kończą.
      Mały Wulkanizator znów w akcji…

      Spocony Gonzo wskakuje do wyklimatyzowanej kabiny z wylizanymi Francuzkami i wygibanym michelinem i odpala jelonka. Czas się już wypełnił – dość pierdół, czeka droga.
      Poszczególne biegi wchodzą niemal gładko… niemal wchodzą. No dobra, trzeba przyjebać ze 100 niutonów, żeby weszły… ale jest git. Proporce się huśtają… Kaja wykrzykuje z Wiraża, że „Chinka cziki cziku linka” to jej największa przyjaciółka, Francuzki jarają zioło i coś gadają.
      Gonzo się uśmiecha…
      Jelonek drze na wschód.
      Gonzo postanawia nie zwalniać na granicy F-D, jak nikt nie będzie się patrzył. Michelin nadal przeżywa, że tamta Francuzka to był jednak Francuz.

      Gonzo też przeżywa i się zastanawia czy ją/jego przeleciał, czy nie. Jednej nie przeleciał… chyba jej/jego. A może… raz był seks analny. Nie pamiętam, nie pamiętam – myśli Gonzo – za dużo jaram. A zresztą… michelin nie umie mówić, a Francuzki komu mają opowiedzieć? – pociesza się Gonzo.
      Jelonek pochłania kilometry.
      Granica.
      Nikogo nie ma.
      Walimy na chama.
      Nikogo nie ma.
      Nikogo…
      Przelatują granicę.
      Niemcy.
      Gonzo oddycha z ulgą.
      Michelin się chyba gibnął… może wróci do siebie.
      Nagle wyskakuje z krzaczorów jakiś koleś w czapce i macha lizakiem.
      Kurwa!
      Gonzo staje na pe**ale hamulca!
      Jelonek jedzie…
      Zanim tarcie okładzin zrobiło swoje, minął z 5 słupków po 100 m każdy. Jelonek ma dobre hamulce… jak na Jelcza i lata 70.
      Z tyłu dyskoteka… niebiesko.
      Gonzo wysiada i patrzy.
      BAG.
      Bundes Autobahn Gestapo.
      O Boże…
      Z pewnością ich dziadkowie służyli na wieżyczkach wartowniczych. Gonzo postanawia pokazać, kto wygrał pod Grunwaldem.
      „Guten Tag” – gestapowiec.
      „Dzień dobry” – twardy Gonzo.
      „Dzień dobry” – gestapowiec.
      „Jezu, on mówi po polsku” – Gonzowi szczęka odbija się od śródstopia.
      „Jestem Polakiem – uśmiecha się polski gestapowiec – proszę o dokumenty”.
      Gonzo wyciąga papiery, certyfikat EURO 7 itd. i podaje. Dwóch pozostałych Niemców coś sobie pokazuje na jelonku. „Strasznie długo pan hamował”.

      „Wystraszył mnie pan i chciałem uciec. Mój dziadek był powstańcem, mam taki tik, że jak widzę niemiecki mundur, to wieję” – Gonzo wali głupa.
      „Rozumiem. Wie pan, że EURO 7 nie ma?” – pyta z zaskoczenia inspektor.

      „W Polsce już jest – mamy tyle mocznika i nawozu, że już mamy, dawno pana w kraju nie było. Teraz Jelcz produkuje najbardziej zaawansowane technologicznie ciężarówki – tylko specjalnie i dla kamuflażu tak wyglądają”.
      „??? Dlaczego specjalnie?”.
      „Wie pan… UE daje kasę, a przecież nie da, jak Niemcy będę zamykać własne fabryki i kupować polskie ciężarówki. A tak… rozumie pan” – Gonzo galopuje w rozmowie.
      Polski Niemiec patrzy i nie wie, czy kazać go aresztować, czy się śmiać. A może to prawda…
      Napina twarz myśleniem.
      Postanawia…
      Wezmę go na najbliższy serwis Jelcza i sprawdzę – myśli błyskotliwy polski Niemiec.
      Gonzo odpala blanta, zaciąga się – „Chcesz?” – mówi do inspektora.
      „Ja?? No coś ty… coś pan… ja nie mogę” – denerwuje się.
      „Albo daj…”

      Po chwili blant krąży wśród inspektorów. Po jeszcze jednej chwili są śmichy-chichy i wymiana nr. telefonów. Po 4 machu pada propozycja, czy nie odeskortować jelonka do granicy.
      „Miałem cię skierować na najbliższy serwis” – mówi polski inspektor, klepiąc Gonza po plecach.
      „Gdzie? W Niemczech?” – Gonzo uśmiecha się pobłażliwie.
      O kurwa – myśli inspektor – faktycznie…
      Niemcy kończą palić i bawią się czapką jednego z nich i śmieją jak niemieckie dzieci.
      Gonzo odpala maszynę. Michelin zaczął się gibać… wrócił do siebie. Francuzki zakochały się jeszcze mocniej. Znów jadą…
      Dupa blada.
      Dętka.
      Mały Wulkanizator… rachu ciachu, dwie godziny i gotowe.
      Niemcy palą i uśmiechają się przyjacielsko.
      Ruszają.
      Niemcy machają na pożegnanie i ślą całusy.

      Gonzo patrzy na gadżety, które podarowali mu ci mili panowie z BAG – 4 bezrękawniki, 2 czapki z daszkiem, 3 lizaki, neonówka, kartonik naklejek, laptop do obsługi programów BAG i czytnik tarczek, i jedna bluza mundurowa inspektora BAG… Bardzo sympatyczni kolesie.
      Muza dudni, zimny łokieć…na pusto to bajka.
      Jednak te gładkie drogi nie służą jelonkowi – nie został stworzony do takich prostych nawierzchni.
      Kurwa!
      Remoncik…
      O ja pie**olę.
      Po 6 godzinach, co zleciały jak z bicza strzelił, znów jadą.
      Przygoda się kończy…
      Na granicy znów tłum i szczęśliwy Kermit, płacząc i łkając radośnie rzuca się w ramiona Gonza
      „Ni.. ni…nigdyyy…wię.. ceeejjjj!! – szlocha – Gon…zo… nigdy wię…ceeeejjjj!”
      Gonzo wie, że dokonał niemożliwego.
      Ekipa z Orlen Team klaszcze i płacze.
      Hołowczyc już wie, że za rok nie wystartuje w Paryż Dakar.
      Ekipa Orlenu za to wie, kto wystartuje… Gonzo też już wie. Widzi to w ich oczach.
      Michelin giba się jak szalony.
      Francuzki zemdlały.
      TVN24 kręci na żywo.
      Wiadomo, kogo zaproszą do następnej edycji Tańca z Gwiazdami…Euro 2012 ma już swoja maskotkę – Jelonka.
      Kermit trochę żałuje… ale kto mógł przypuszczać.

      W niemieckiej TV pokazują film nagrany przez jakiegoś kierowcę, jak naćpani funkcjonariusze BAG puszczają Jelcza i jeszcze dają mu prezenty i machają. Wybucha afera…
      Kanclerz A. Merkel podaje się do dymisji. Są zwolnienia w BAG i poważne zmiany proceduralne.
      Gonzo odpala fajkę i uśmiecha się.
      Dokonał niemożliwego…

  2. Łużyczek pisze:

    A tymczasem władze regionu Górne Łużyce chcą rozbudowy BAB 4 pomiędzy Goerlitz a Dreznem do trzech pasów w każdą stronę, gdyż po zniesieniu wymogu wizowego dla Ukraińców, ruch na tej autostradzie zwiększył się wielokrotnie, aż codziennością są korki.

  3. 1234 pisze:

    Xero z kota……

    To były czasy….nie to co teraz …”ćwierćinteligentneplejstejszyny”

  4. 1234 pisze:

    El Pieso – dzięki za przypomnienie !

Odpowiedz