rekrutuj 40ton665
Opublikowane 22 gru, 2017

Jelcz C-424 z 1995 roku, z silnikiem Detroit Diesel – ten okręt flagowy ma zostać odrestaurowany

jelcz_c424_1995_2

Marcin to prawdziwy szczęściarz. Jest on właścicielem Jelcza C-424, czyli ciężarówki prawdziwie unikatowej, powstałej w prawdopodobnie kilku egzemplarzach. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że jego C-424 będzie wkrótce pięknym, odrestaurowanym klasykiem. Zanim jednak przejdziemy do ciężarówki Marcina, wyjaśnijmy o co w tym wszystkim chodzi…

Początek lat 90-tych to wyjątkowy okres dla polskich producentów samochodów. Z jednej strony, z czasów PRL-u odziedziczyli oni przestarzałe rozwiązania oraz ogromne problemy finansowe. W końcu nie da się ukryć, że polskie ciężarówki z końca lat 80-tych pod wieloma względami ustępowały zachodniej konstrukcji. Z jednak drugiej strony, po czasach gospodarki centralnie sterowanej polscy producenci odziedziczyli coś jeszcze – była to kompletna dominacja rynku pojazdów nowych, początkowo bardzo mocno ugruntowaną. Jeśli ktoś kupował nowe ciężarówki, jak na przykład państwowe przedsiębiorstwa, w znakomitej większości były to właśnie pojazdy polskiej produkcji. Zresztą, nie bez powodu – pojazdy zagranicznej produkcji były stosunkowo trudno dostępne, zostały objęte zaporowymi cłami i były po prostu wyjątkowo drogie.

W tej sytuacji firma Jelcz postanowiła podjąć walkę także o najbardziej wymagających klientów. Mowa tutaj o prywatnych firmach, masowo wchodzących na rynek transportu ciężkiego oraz międzynarodowego. Przedsiębiorstwa te szukały pełnowymiarowych ciągników siodłowych z mocnymi silnikami oraz przestronnymi kabinami. Zazwyczaj znajdowały je w ofercie używanych ciężarówek z Zachodu. W 1992 roku pojawiła się jednak także propozycja krajowa, właśnie ze znaczkiem Jelcza.

Propozycją tą był Jelcz C-424 – prawdziwy „okręt flagowy” z Jelcza, wyposażony w wiele renomowanych podzespołów. Silnik dostarczyła słynna amerykańska firma Detroit Diesel, opisywana ostatnio w artykule o dwusuwach (tutaj). Do tego doszła 12-biegowa przekładnia amerykańskiej marki Eaton Fuller, most napędowy od firmy Renault, typowo amerykański hamulec silnikowy Jake Brake, sprzęgło niemieckiej firmy Sachs oraz dolne elementy nadwozia wspólne z DAF-em 95 oraz Pegaso Troner.

Czterosuwowy silnik Detroit Diesel serii 60 liczył 12,7 litra pojemność i oferował 425 KM. Mieć taką moc w Polsce początku lat 90-tych to jak jeździć dzisiaj ciężarówką około 600-konną. Ponadto amerykańska jednostka mogła spełnić normy emisji spalin Euro 2 i wyposażono ją w elektronicznie sterowany układ wtryskowy. Nad tym wszystkim pracowała zaś podwyższona kabina sypialna, mająca wewnątrz do 180 cm wysokości. Jelcz przygotował tutaj czteropunktowe zawieszenie, a wyposażenie mogło przewidywać dwa łóżka oraz lodówkę.

Poniżej: film z prezentacji modelu C-424

I właśnie taki okręt flagowy kupił we wrześniu bieżącego roku Marcin. Samochód trafił do niego w celach typowo kolekcjonerskich, jako że Marcin jest miłośnikiem marki Jelcz. Zresztą, Marcin sam tego Jelcza znalazł i przekonał gliwicką firmę, aby mu go sprzedała. A było o co walczyć – wyprodukowany w 1995 roku ciągnik siodłowy C-424 Max pochodził z 1995 roku, był kompletny i oryginalny, a do tego miał jedynie 460 tys. km przebiegu. Do auta dołączono też pełen komplet oryginalnych dokumentów, wraz z fakturą zakupową. Widniała na tym nim cena 280 tys. złotych.

Taka kwota wydaje się być dzisiaj stosunkowo atrakcyjna. Pamiętajmy jednak, że w ciągu ostatnich 22 lat wartość pieniądze uległa ogromnej zmianie. Po pierwsze, za takie 280 tys. złotych, w 1995 roku, można było kupić około 10 nowych Polonezów, wówczas jeszcze będących marzeniem niejednego Polaka. Po drugie, według przelicznika wartości nabywczej, zapłacić 280 tys. złotych w 1995 roku to jak wydać dzisiaj 930 tysięcy! Swoją drogą tłumaczy to dlaczego model C-424 nigdy nie odniósł w Polsce większego sukcesu – z uwagi na cenę musiał on bezpośrednio konkurować z pojazdami „wielkiej siódemki”.

Wróćmy jednak do egzemplarza Marcina. W momencie zakupu ciężarówka wymagała tylko niezbyt poważnych napraw – na jednym ze sworzni wykryto luz, a z układu pneumatycznego uchodziło powietrze. Dzisiaj natomiast Jelcz jest w pełni sprawny, parkuje pod dachem i powoli przygotowuje się do generalnego remontu. Ten ostatni ma przywrócić ciężarówce całkowicie fabryczny stan, właściwy dla tak unikatowego pojazdu. Tym samym dalszą przyszłością C-424 będzie więc cieszenie oka i przypominanie o historii Jelczańskich Zakładów Samochodowych.

A jeśli chcecie śledzić losy ciężarówki Marcina, polecam Wam facebookową stronę Jelcz C424 MAX. Właściciel ciężarówki regularnie zamieszcza tam jej fotografie, a i zdjęcia z remontu powinny pojawić się właśnie tam.

jelcz_c424_1995_5 jelcz_c424_1995_1jelcz_c424_1995_6jelcz_c424_1995_7jelcz_c424_1995_3

WYKOP ten tekst!

Ten wpis ma 30 komentarzy

  1. Diabeł pisze:

    Dobry dzik! Trza kibicować temu wydarzeniu!

  2. Gratulacje, chłopie dbaj o niego bo to żywy dowód na to, że Polacy mieli jakiś potencjał jeśli chodzi o ciężarówki.

  3. Użytkownik* pisze:

    Detroit diesel to chyba teraz grupa Daimler

  4. Zorro pisze:

    Witam pamiętam dobrze te czasy w 89 zaczynałem przygodę z kierownicą i tak mam do dziś bo poprostu kocham ta robotę i nie interesuje mnie robota 3/1 5/1 i inne takie tam systemy pracuje w polskiej firmie mam swój zestaw wyjeżdżam i wracam na baze średnio jestem 10 dni w trasie i to mi pasuje ta robotę trzeba kochać bo inaczej jak to było : z niewolnika niema pracownika i proponuje tym wszystkim co to robią tylko dla kasy to niech szukają czegoś innego bo się wykańcza psychicznie pozdrawiam i życzę wesołych Świąt

  5. Krzysztof pisze:

    Moje początki jako kierowca były właśnie na takim jelczu ale niestety silnik był z jelczu turbo intercooler 280 KM skrzynia zf 6 i połówki a most chyba beriet. Szef miał dwie takie lalki nowizny, wspominam te auta do dziś super to jechało i nie miało ogranicznika prędkości.pozdrawiam szczęśliwego właściciela, a jakby co szef nlma jeszcze jednego jelczu perełke w garażu.

  6. Tomciosz pisze:

    Wow, a jednak to jest pojazd z Gliwic! Jeszcze większa niespodzianka, bo raz go już widziałem na żywo. :) Teraz tylko czekać na efekt odbudowy.

  7. Janusz pisze:

    Super, gratuluje zakupu.

  8. Lukikuki pisze:

    Mam nadzieje ze doczekamy nowoczesnych jelczow ktore beda silna konkurencja dla mana dafa mer edesa i innych ciezarowek a jest to mozliwe

  9. Madmike pisze:

    W filmie młode wilki 1/2 był taki sam tylko żółty,zacny wóz.

  10. pix81 pisze:

    zajefajny projekt juz go widze zrobionego na MT, napewno bedzie wokół niego gęsto od podziwiających

  11. Saimon pisze:

    To chyba bryka z gliwickiego pruimu :))

  12. dawid pisze:

    Pozazdrościć zakupu.Trzymam kciuki i na efekt końcowy.

  13. Sinecod pisze:

    Marcin powinien jeszcze pochwalić się że oprócz Jelonków ma też 2 świetnie odpicowane kombajny Bizon typu BS Z110. :)

  14. Kuba pisze:

    Jeśli ten maniak chciałby kupić Jelcz serii 300 po remoncie w 2004 roku to zapraszam na @ j.suchodola@gmail.com

  15. Rafał pisze:

    Lustro o Magnum-ki założone:)

  16. Pawel pisze:

    To już Jelcz z późniejszego wypustu, pierwsze egzemplarze miały silniki 400 KM, dopiero w późniejszych było 425 KM.

  17. Emmet pisze:

    Był bardzo długo wystawiony na sprzedaż. Nikt normalny za taki sprzęt nie zapłaci czterdziestu tysięcy złotych a tyle było w ogłoszeniu..

  18. Jasny pisze:

    Emmet to nie ten Jelcz. Jelcz o którym piszesz to Jelcz z geofizyki Toruń. Tamten poszedł za niecałe 40tyś i z przebiegiem 900 tyś czyli raz taki niż w tym opisywanym tutaj

    http://40ton.net/unikatowy-jelcz-c-424-z-silnikiem-detroit-diesel-i-skrzynia-biegow-eaton-fuller-czeka-na-wlasciciela/

  19. egon pisze:

    ten model był bardzo drogi w 1996r kosztował niewiele mniej od wchodzącej na rynek scani 4 , w latach 90 tych auta były bardzo drogie -fh 420 ponad 200 000 dm ale i transport wyglądał inaczej , paliwo 1,5 zł / l , brak opłat , a w niemczech wineta dobowa 8,30 dm , na białorusi paliwo w cenie 30 dm za 100 l a frachty z niemiec do moskwy po 6,000-7000 dm sprawe utrudniały kolejki i odprawy ale własnie wtedy powstawały duze firmy

  20. Tomasz pisze:

    „w latach 90 tych auta były bardzo drogie -fh 420 ponad 200 000 dm” -czyli biorac przelicznik wymiany 1e-2dm to wychodzi fh420 kolo 100000e czyli praktycznie tyle co dzis …

    • Filip (autor 40ton.net) pisze:

      Pamiętajmy o inflacji. Według przeliczników inflacji oraz euro do marki, siła nabywcza 100 tys. euro z 1995 roku to na dzisiejsze warunki 135 tys. euro. Czyli mniej więcej dwa razy tyle, co dwa egzemplarze dzisiejszego FH.

Odpowiedz