OFERTY PRACYKONTAKT
665
Opublikowane 9 Październik, 2018

Jak woziło się dostawy z RFN do Berlina Zachodniego, czyli wyjątkowa historia czterech autostrad

Niemieckie autostrady A2, A4, A9 oraz A24 to niewątpliwe jedne z najważniejszych dróg w całej Europie. Każdego dnia przejeżdżają po nich tysiące samochodów ciężarowych, łączących Niemcy z Europą Południową, Wschodnią oraz z Morzem Północnym.

Wystarczy jednak cofnąć się o 30 lat, by zastać sytuację zupełnie odmienną. Wówczas wschodnie odcinki A2, A4, A9 oraz A24 były jednymi z najdziwniejszych drogowych tworów na świecie. Ich sytuacja finansowa oraz polityczna zasługiwała na miano jednej wielkiej ciekawostki, a zamiast łączyć, autostrady miały przede wszystkim dzielić.

Z racji ulokowania Polski w byłym bloku wschodnim, wiele osób może sobie nie zdawać sprawy z zakulisowych stron tej historii. Uznałem więc, że warto przygotować historyczny artykuł, który rozpocznie się – a jakże by inaczej – w 1945 roku.

Jak wiadomo, po II Wojnie Światowej Niemcy zostały podzielone. Granica stanęła zarówno w poprzek całych Niemiec, jak i w samym Berlinie. Powstała przy tym wyjątkowa eksklawa w postaci Berlina Zachodniego, z każdej strony otoczonego przez NRD. Szybko pojawiło się więc bardzo istotne pytanie – w jaki sposób zaopatrywać Berlin Zachodni i jak zorganizować jakikolwiek transport pasażerski?

Aż do lat 70-tych sprawa ta była tak naprawdę jednym wielkim problemem. Szczególnie trudne okazały się lata 1948-1949, gdy Związek Radziecki odciął Berlin Zachodni od jakichkolwiek dostaw lądowych. Trzeba było wówczas zorganizować “most powietrzny”, czyli masowy transport przy pomocy samolotów. Następnie, przez całe lata 50. oraz 60., transport lądowy pozostawał możliwy, ale wiązał się z wieloma problemami. Władze NRD stale zaostrzały wymagania formalne, samochody poddawano czasochłonnym kontrolom, a przewoźnicy stale spotykali się z niepewnością. Trudnością było też uzyskanie wiz, wydawanych niczym dla najzwyklejszego ruchu międzynarodowego.

Ciężarówki na granicy Berlina Zachodniego w 1969 roku:

W 1971 roku wszystko się jednak odmieniło. Wówczas Zachodnie i Wschodnie Niemcy popisały umowę tranzytową, będącą gigantycznym krokiem do przodu. Zgodnie z nowym dokumentem, transport osób oraz towarów między Niemcami Zachodnimi a Berlinem Zachodnim miał odbywać się na specjalnych warunkach. Wyznaczono w tym celu trasy tranzytowe, na których obowiązywały uproszczone procedury. Wizy tranzytowe wydawano na preferencyjnych warunkach, a drobiazgowe kontrole można było prowadzić tylko w sytuacji, gdy zachodziło uzasadnione podejrzenie złamania przepisów. Powstała też dwustronna komisja tranzytowa, który nadzorowała przestrzeganie nowych zasad.

Ciężarówki, autobusy oraz auta osobowe zmierzające do Berlina Zachodniego mogły teraz korzystać z czterech dróg. Była to autostrada A2, autostrada A4, autostrada A9 oraz trasa B5 od strony Hamburga. Ponadto, w 1982 roku, ta ostatnia została zastąpiona nową autostradą A24.

Dlaczego Niemcy Wschodnie zgodziły się na taki układ? Chodziło przede wszystkim o pieniądze, i to w silnej, zachodniej walucie. Dla przykładu, tylko w 1972 roku Niemcy Zachodnie musiały wypłacić 235 milionów marek za możliwość korzystania z ułatwionego tranzytu. W roku 1990 suma ta sięgnęła zaś 890 milionów marek. Jednocześnie to Niemcy Zachodnie miały finansowo odpowiadać za utrzymanie oraz rozbudowę autostrad. Koszt te były naprawdę ogromne, a sama tylko budowa autostrady A24 pochłonęła 1,2 miliarda ówczesnych marek. Można więc powiedzieć, że NRD otrzymało swoje najważniejsze autostrady za darmo, a nawet im do tego prezentu dopłacono.

Co więcej, jeśli na autostradach dało się zarobić, zyski trafiały do Niemiec Wschodnich. Przy wszystkich wschodnich odcinkach A2, A4, A9 oraz A24 to właśnie Niemcy Wschodnie miały swoje stacje benzynowe. Przestrzegania przepisów pilnowała wschodnioniemiecka policja, a mandaty trafiały do wschodnioniemieckiego budżetu.

Te mandaty były swoją drogą bardzo ciekawym zjawiskiem. Otóż Niemcy Wschodnie zażyczyły sobie ograniczenia prędkości do 100 km/h, skrupulatnie pilnując go w przypadku wszystkich samochodów z Zachodu. Dzięki temu roczny zysk z mandatów potrafił sięgnąć nawet 7 milionów zachodnich marek. Dla budżetu NRD był to istotny przychód.

Tranzytowy przejazd autostradą A2 w 1987 roku:

Warto też wyjaśnić, dlaczego wszystko oparto na autostradach i dlaczego zainwestowano tak duże pieniądze w ich rozbudowy. Zachodniemu RFN zależało oczywiście na usprawnieniu transportu, czyniąc go szybkim i bezpiecznym. Dla NRD było zaś istotne, że autostrada ułatwiała oddzielenie zachodniego tranzytu oraz wschodniego społeczeństwa.

Zadbał o to cały zestaw przepisów. Dla przykładu, samochód jadący w tranzycie mógł zjechać z wyznaczonej autostrady tylko w związku z wypadkiem lub problemami zdrowotnymi kierowcy. Dla autobusów z Niemiec Zachodnich wyznaczono specjalne parkingi, ograniczając ryzyko ucieczki z NRD. Wszelkie miejsca postoju oraz stacje paliw były natomiast monitorowane i pilnowane przez policję. Dokładano przy tym wszelkich starań, by kontakt między mieszkańcami Niemiec Zachodnich oraz Wschodni był ograniczony, krótkotrwały i pozbawiony wymiany jakichkolwiek przedmiotów. Co więcej, by realizować swoje zadania bardziej efektywnie, wschodnioniemiecka policja dysponowała nawet nieoznakowanymi radiowozami na zachodnioniemieckich rejestracjach.

A na koniec kilka słów warto poświęcić samej granicy w Drewitz, znanej jako Checkpoint Bravo i odgrywającej w tej historii szczególnie duża rolę. Aż trzy z czterech autostrad tranzytowych prowadziły właśnie do Drewitz, ulokowanego na południe od Berlina Zachodniego. Dojeżdżało się tam drogami A2, A4 oraz A9, by przejść uproszczone procedury kontrolne.

Już na samym początku obowiązywania umowy tranzytowej, przez granicę w Drewitz przejeżdżało po 140 samochodów ciężarowych dziennie. Ruch aut osobowych bywał zaś kilkunastokrotnie większy. Jednocześnie władze NRD potrafiły dać przy tym wszystkim popalić. Choć procedury były uproszczone, funkcjonariusze ze Wschodu słynęli ze swojego wrogiego podejścia. W efekcie przechodzenie nawet krótkiej kontroli potrafiło być wyjątkowo stresujące.

Prawdziwie krytyczny moment miał miejsce w roku 1983, gdy mieszkaniec Niemiec Zachodnich zmarł w czasie kontroli, mając atak serca. Sprawa wywołała międzynarodową aferę, a władze NRD zostały zmuszone do ograniczenia swoich kontroli. W roku 1990 roku zaś ostatecznie się skończyło. Począwszy od 1 stycznia zniesiono konieczność posiadania jakichkolwiek wiz. 1 lipca zupełnie zniesiono zaś kontrole i ruch między Zachodem a Wschodem został całkowicie uwolniony.

WYKOP ten tekst!

Ten wpis ma 15 komentarzy

  1. voss napisał(a):

    no pamiętam te sławne mandaty na tranzycie, w 1988 r zapłaciłem za przekroczenie szybkości o 11km na ograniczeniu do 40 ( dosłownie 5m za znakiem ustawili radar a 400m na parkingu cale biuro tzn. maszyny do pisania sekretarka itd ) 350 Marek. Dzisiaj to wydaje się nie za dużym mandatem, wtedy musiałem na to prawie trzy dni pracować:-).
    nie było śmiechu

  2. matrix02 napisał(a):

    Odbiles to sobie zapewne przyworzac ,z Berlina produkty

  3. Konvi napisał(a):

    “lata 1948-1949, gdy Związek Radziecki oddział Berlin Zachodni od jakichkolwiek dostaw lądowych” – przydała by się mała korekta – raczej odciął 🙂

  4. .Bartosz napisał(a):

    I za takie tematy lubię ten portal!!!

  5. Czyściciel napisał(a):

    Niestety, działania obecnego rządu a właściwie dyktatury jednego gościa spychają nasz kraj w kierunki takiej właśnie izolacji. Straszne.

    • Kiziu napisał(a):

      Nie przesadzaj. Powiedz chłopie gdzie tu masz dyktaturę. Nie daj sobie robić wody z mózgu i już nie słuchaj tych lewackich doniesień medialnych

      • PiotrFr napisał(a):

        Faktycznie nie ma dyktatury a to, że prezydent i premier mają ciągle audiencję u jakiegoś posła to nic. A juz to, że gdy zwykły poseł jest chory to przez dwa tygodnie cisza i nikt żadnej decyzji w państwie nie podejmuje to zwykły przypadek

  6. Dawid napisał(a):

    Ciach bajera o polityce, “czyszczyciel” to troll, niech idzie czytać konstytucję. A ty Piotrusiu martw się o miłośnika starszych pań zasiadającego nad Sekwaną. Dyktatura!? Pusty śmiech mnie ogarnia jak coś takiego czytam.

  7. marcin jan napisał(a):

    @Tomek
    dlaczego używasz przymiotnika “totalna”? Powtarzasz to za TVP czy za PiS?
    Przecież psim obowiązkiem w DEMOKRACJI jest opozycja. Dlaczego rządzący muszą ją tak dewaluować? Czyżby jednak dyktatura?

  8. Tomek napisał(a):

    Określenie “totalna opozycja” wymyśliła sama opozycja. Chyba ktoś z PO, nie jestem pewien. Miała to być odpowiedź na “dobrą zmianę”. Wiadomości w TVP nie oglądam, bo uważam że są prorządowe, tak samo jak TVN jest anryrządowy. A w ogóle to nie mam czasu na TV więc opieram się na audycjach radiowych i Internecie.

Odpowiedz





Dane wpisane w formularzu będą przetwarzane w celu dodania komentarza zgodnie z naszą polityką prywatności.