Norweski Instytut Polarny pochwalił się swoim nowym zestawem do przewozu kontenerów morskich. Okazał się to pojazd naprawdę jedyny w swoim rodzaju, poruszający się na płozach i gąsienicach, a przy tym wykorzystujący rozwiązania znane z transportu drogowego.
Wszystko z myślą o Antarktydzie, czyli biegunie południowym, gdzie Norwegowie posiadają swoją stację badawczą Troll. Ośrodek ten znajduje się około 250 kilometrów od linii brzegowej i potrzebuje regularnych dostaw, sprowadzanych na Antarktydę statkami, z udziałem kontenerów morskich. Stąd też zapotrzebowanie na transport kontenerów między wybrzeżem a stacją, odbywający się po bezkresnych lodowcach, na bardzo nierównym terenie, przy temperaturach sięgających nawet -50 °C.
Widok na sam ciągnik z naczepą:
Ze swoim projektem Norwegowie zgłosili się do włoskiej firmy Prinoth. Przedsiębiorstwo to ma olbrzymie doświadczenie z pojazdami gąsienicowymi, dostarczając między innymi popularne ratraki do pracy na stokach narciarskich. Tym razem firma musiała jednak stworzyć znacznie cięższą i bardziej skomplikowaną konfigurację, w dużej mierze przypominającą samochody ciężarowe. Wszystko przybrało bowiem formę gąsienicowego ciągnika siodłowego z gąsienicową naczepą, wyposażonego w system bocznego rozładunku kontenerów. Do roli napędowej wybrano 18-litrowy, 800-konny silnik marki Caterpillar, znany między innymi z wywrotek kopalnianych, a na wyposażeniu znalazło się między innymi pneumatyczne zawieszenie kabiny oraz tempomat do pokonywania dalszych odległości.
Zarówno ciągnik, jak i naczepa, mają tutaj charakter napędzany. Firma Prinoth określa to swoim opatentowanym „napędem na cztery gąsienice”. W połączeniu z 800-konnym silnikiem zapewnia to wystarczające parametry, by ciągnąć platformy i kontenery ważące łącznie 150 ton. Dlatego poza główną naczepą z napędem przewidziano tutaj także trzy przyczepy, zawieszone na prostych płozach i przystosowane do przewozu pojedynczych kontenerów. I co więcej, Norweski Instytut Polarny zdecydował się nie na jeden, lecz na dziesięć takich zestawów, noszących nazwę Prinoth Panther XL. Pierwszy z nich został już zaprezentowany, a trzy kolejne mają pojawić się do końca bieżącego roku. Wszystko w ramach umowy na 175 milionów koron norweskich, czyli 64 miliony złotych lub 15 milionów euro.














