
Obserwując branżowe doniesienia z ostatnich miesięcy, trudno nie zauważyć całej serii niezwykle niebezpiecznych zdarzeń, do których doszło na pasach awaryjnych. W miniony weekend dołączył do tego niestety kolejny przypadek, w którym śmierć poniosło aż dwóch zawodowych kierowców.
Do zdarzenia doszło w sobotnie popołudnie, 20 września, na drodze ekspresowej S61 między Ełkiem a Łomżą. Na pasie awaryjnym zatrzymał się wówczas zestaw, w którym doszło do uszkodzenia opony. Jego kierowca postanowił dokonać wymiany na drodze, a jeden z kolegów po fachu postanowił mu pomóc. Obok uszkodzonej ciężarówki stanął więc drugi pojazd i panowie wspólnie ruszyli do pracy.
Niestety całej tej sytuacji nie zauważył kierowca Scanii serii R z naczepą, jadący trasą S61 w tym samym kierunku. Pozostał on na prawym pasie ruchu, nie oddalił się od stojących pojazdów i potrącił obu mężczyzn wymieniających koło. Odnieśli oni śmiertelne obrażenia i zmarli już na miejscu zdarzenia. Ponadto Scania trafiła w naczepę chłodniczą należącą do jednego ze stojących zestawów, przez co oba pojazdy uległy poważnemu uszkodzeniu.
Jak podał lokalny portal „elk.naszemiasto.pl”, kierującemu Scanią nic poważnego się nie stało i okazał się on w pełni trzeźwy. Prokuratura ma prowadzić dochodzenie badające pełne okoliczności wypadku, a tożsamość zmarłych kierowców nie została podana z uwagi na dobro ich bliskich.
Jakie następstwa mogą grozić sprawcy tego zdarzenia? Tutaj przypomnę sprawę sprzed zaledwie trzech tygodni, z drogi ekspresowej S17. Wówczas autotransporter na podwoziu marki Scanii najechał na dwóch mężczyzn, którzy zmieniali koło w dostawczym Renault Master. Robili to po zmroku, częściowo na pasie awaryjnym, a częściowo na prawym pasie ruchu. Również i tutaj stwierdzono dwie ofiary śmiertelne, a kierowca Scanii krótko później usłyszał zarzuty spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Prokuratura zagroziła przy tym karą do 8 lat pozbawienia wolności, a ponadto zawnioskowała o natychmiastowe zamknięcie mężczyzny w areszcie. Szerzej opisywałem to w następującym artykule: Potrącenie mężczyzn zmieniających koło na S17: areszt dla kierowcy ciężarówki
Na koniec przypomnę, że jedną z głównych różnic między autostradami oraz drogami ekspresowymi jest szerokość ich jezdni, w tym także pasów awaryjnych. Na „S-kach” zwykle stosuje się 2,5-metrowe pasy awaryjne, a więc o pół metra węższe niż na autostradach (to oczywiście nie dotyczy autostrady A4 na zachód od Wrocławia, która z technicznego punktu widzenia nadaje się co najwyżej na zwykłą „krajówkę”). W efekcie bezpieczne zatrzymanie pełnowymiarowego zestawu na pasie awaryjnym „S-ki” jest właściwie niemożliwe, zawsze wiążąc się z wystawaniem pojazdu na linię ciągłą lub nawet na prawy pas ruchu.












