Rozkręcona „czwórka” uratowana po ponad rocznym postoju – Sesja Miesiąca 02/26

Witam w lutowym artykule z serii „Sesja Miesiąca”, przygotowywanej we współpracy z fotografem Heńkiem Anielskim (Ciężarówki w obiektywie spottera). Staramy się tu prezentować samochody ciężarowe od jak najciekawszej strony, wyszukując egzemplarzy z interesującą historią lub wyróżniającymi się modyfikacjami. Zwieńczeniem projektu są doroczne kalendarze ścienne, a wszystkie dotychczasowe sesje możecie przejrzeć tutaj. Jeśli natomiast macie swoją kandydaturę pojazdu do opisania, zachęcamy do przekazania jej mailowo, pod adresem [email protected].

Dzisiejszy tekst pozwolę sobie rozpocząć od pewnej prywatnej anegdotki. Otóż w 2022 roku byliśmy z Bartłomiejem Basiem, jednym z bohaterów dzisiejszego artykułu, gośćmi na ślubie naszego bliskiego kolegi Michała, kierowcy i przewoźnika. Bartek dotarł tam dosłownie na ostatnią chwilę, ale za to zrobił to w pięknym stylu i z bardzo dobrym wyjaśnieniem. Otóż wpadł pod urząd swoją Scanią R420 z pierwszego roku produkcji, przy pięknym akompaniamencie „euro trójki” na „przelocie”. Następnie wysiadł z kabiny i wyjaśnił, że przeprasza za spóźnienie, ale do późnej nocy spawał w Scanii trójnik wydechu, specjalnie na tę okazję. To natomiast najlepiej określa poziom jego zamiłowania do ciężarówek.

Niestety, krótko po tym ślubie Bartek musiał pożegnać się ze swoją „R-ką”, posiadaną jeszcze od 2014 roku i pieszczotliwie nazywaną „babcią”. Samochód ten służył mu bowiem do pracy głównie w rodzinnym Krakowie, często rozładowując się w ścisłym centrum miasta. Przez to bezpośrednio dotknęły go zapowiedzi wprowadzenia krakowskiej Strefy Czystego Transportu, ogłoszonej na przełomie 2022 oraz 2023 roku i mającej wyeliminować ciężarówki starsze niż Euro 5. Dlatego też Bartek musiał sprawić sobie nowsze narzędzie pracy, decydując się na Scanię R450 z 2019 roku, oczywiście z osprzętem Euro 6 i z nadwoziem nowej generacji.

„Euro szóstka” okazała się jak najbardziej wdzięcznym samochodem, ale słabość do starszych Scanii, zwłaszcza tych z analogowymi tachografami, wciąż u Bartka została. Wyniósł ją jeszcze z domu, wszak w rodzinnej firmie, założonej przez jego ojca Władysława, przez lata pracowały autokary turystyczne Scania Irizar, technicznie oparte na ciężarówkach z serii 3 oraz 4. Gdy więc na początku 2025 roku pojawiła się możliwość okazyjnego kupienia Scanii 164L 480 Topline, wyposażonej w silnik V8 Euro 3 i pochodzącej z ostatnich tygodni produkcji tego modelu, nie trzeba było go długo namawiać. Postanowił zakupić ten samochód wspólnie z Pawłem Bieleckim, bliskim współpracownikiem, również prowadzącym firmę transportową. Haczyk był tylko jeden – ich nowy nabytek wymagał uprzedniego wyciągnięcia z trawy, w którą wrastał już od ponad roku…

Zdjęcia z momentu zakupu:

Zdjęcia z prowadzonych prac:

Jak wiadomo, model 164 to już dzisiaj poszukiwany klasyk, poszukiwany przez miłośników i chętnie odrestaurowywany.  Tak też los miał spotkać omawianą „czwórkę” jeszcze u poprzedniego właściciela, który poczynił nawet ku temu bardzo konkretne kroki. Korzystał przy tym z usług dwóch warsztatów, z których pierwszy miał zająć się rozłożeniem pojazdu na części, natomiast drugi miał zająć się odnowieniem poszczególnych podzespołów, wymianą brakujących części i złożeniem pojazdu w całość. Jak to jednak z takimi historiami bywa, drugi z mechaników przepadł w połowie prac, nigdy nie dokańczając swojego zadania. Niekończona Scania wylądowała więc pod płotem, a gdy jej właścicielowi skończyła się już cierpliwość, sprzedał projekt właśnie Bartkowi oraz Pawłowi, za raczej symboliczną cenę.

Oficjalny wyjazd spod płotu nastąpił 17 stycznia 2025 roku. Zdekompletowany ciągnik, z mostem napędowym przypiętym pasami i wypiaskowaną ramą pokrytą samym pokładem, został wciągnięty na naczepę niskopodwoziową, podpiętą do wspomnianej Scanii R450. Następnie zestaw odjechał do wynajętej hali warsztatowej, w której Paweł i Bartek wspólnie serwisują swoje pojazdy, używane w codziennym transporcie. Tam rozpoczęła się wielka akcja składania 21-letniej Scanii, oparta na dziesiątkach elementów, które zostały zakupione wraz z pojazdem. Wszystkie te prace właściciele ciężarówki prowadzili osobiście lub z udziałem znajomych, zarówno w zakresie mechaniki, jak i lakieru.

Na szczęście zestaw części okazał się kompletny, więc w tym zakresie obyło się bez poszukiwań. Miłym zaskoczeniem był też układ napędowy, niewymagający jakiegokolwiek remontu. Prace przy 15,6-litrowej „V-ósemce” mogły się więc ograniczyć do położenia na nią nowego lakieru, złożenia wszystkich elementów osprzętu i wstawienia pod kabinę. Manualna skrzynia biegów pozostała w oryginale, podobnie jak most napędowy. Potwierdziło to przy okazji informacje o przeszłości pojazdu, według których „czwórka” miała wieść raczej spokojne życie, przejeżdżając przez dwie dekady tylko 1,2 miliona kilometrów. Z tego przez pierwsze osiem lat i 800 tysięcy kilometrów miała jeździć u przewoźnika z Francji, a następnie obsługiwała potrzeby własne w polskiej pieczarkarni, dokręcając tam tylko 400 tysięcy.

Proces składania ciągnika szybko zaczął się przeplatać z tuningiem. Co rusz w warsztacie pojawiały się nowe akcesoria i sam tylko zakup dodatków na dach – z orurowaniem, oświetleniem oraz trąbami kultowej marki Hadley – okazał się droższy niż koszty pozyskania bazowego pojazdu. Do tego doszły motywy greckie, z przywiezioną z Grecji osłoną przednią, napisami „καλημέρα” na szybach bocznych (po grecku „dzień dobry”) oraz tak zwanym „greckim wydechem”. Ten ostatni to potężny labirynt zawieszony pod podwoziem, bez jakiegokolwiek tłumika, nadający ośmiocylindrowemu silnikowi bardzo głębokiego dźwięku. Ponadto nadwozie całe zostało polakierowane, zamiast niebieskiej całości stawiając na biały z niebieskimi dodatkami, niczym grecka flaga. I tutaj od razu zapowiem, że temat Grecji jeszcze nam w tym artykule powróci.

Najważniejsze prace udało się ukończyć do czerwca 2025 roku. Samochód, który niecałe pół roku wcześniej wrastał jeszcze w ziemię, był już wówczas kompletny, sprawny i naprawdę atrakcyjny z wyglądu. Choć nadal nie znaczy to, że projekt został ukończony. Przed Pawłem i Bartkiem wciąż jest ukończenie wnętrza, tapicerowanego samodzielnie, z użyciem skóry i pluszu. W warsztacie czeka też dalsza lista wyposażenia i akcesoriów, jak większy wariant oryginalnych schowków na tylną ścianę kabiny, lodówka ze Scanii serii R oraz pełna zabudowa tylnego podestu. Wszystkie te prace pozostają w toku, ale codzienne obowiązki oczywiście nie ułatwiają sprawy. Ponadto właściciele „czwórki” muszą teraz dzielić czas i miejsce na dwa projekty, stając się ostatnio właścicielami Scanii 143 450 z 1990 roku, będącej niegdyś ciągnikiem z polskiej straży pożarnej.

Co natomiast dzieje się z prezentowanym ciągnikiem na co dzień? Gdy tylko został przywrócony do sprawności, Bartek i Paweł zaczęli używać go zgodnie z przeznaczeniem, a więc po prostu do ciągania naczep. Od czerwca, do momentu pisania tego artykułu, pojazd przejechał już 40 tys. kilometrów, służąc za ciągnik dodatkowy, zabierany w trasy dla przyjemności lub ratujący sytuację, gdy standardowa flota okaże się niewystarczająca. Tutaj dodam, że w firmie Pawła jest to 25 współczesnych ciągników marki Scania, natomiast Bartek posiada pięć ciągników tej marki oraz jeden autokar. Pojazdy te jeżdżą głównie w krajowym transporcie przesyłek kurierskich i tutaj też „V-ósemka” może się wykazać, z racji posiadania starszego, analogowego tachografu. Musi się za to obejść smakiem regularnych tras do Grecji, które są drugą specjalnością obu firm, ale wymagałyby już tachografu cyfrowego najnowszej generacji. To swoją drogą można uznać za sytuację mocno absurdalną, wszak do greckiego transportu ciągnik ten pasowałby wprost idealnie, zarówno pod kątem okresu produkcji, jak i charakterystyki układu napędowego oraz wyglądu.

Pełna sesja zdjęciowa: