Ameryka znosi część norm emisji spalin – ciężarówki mogą być kanciaste i palić więcej

Powyżej: Kenworth W900

Świat obiegają doniesienia ze Stanów Zjednoczonych, mówiące o sensacyjnej decyzji Donalda Trumpa. Amerykański prezydent zdecydował się na deregulację przepisów dla branży transportowej, znosząc wymogi ekologiczne wprowadzone jeszcze w 2009 roku. Czy więc oznacza to, że amerykańskie ciężarówki cofną się teraz do czasów wyjątkowo prostego osprzętu, sprzed filtrowania cząstek stałych i wtryskiwania roztworu mocznika? Nie do końca.

Amerykańska zmiana objęła tę część przepisów środowiskowych, która narzucała stopniowe ograniczanie emisji gazów cieplarnianych przez samochody osobowe i ciężarowe. Zasady te weszły w życie właśnie w 2009 roku, miały przeciwdziałać ociepleniu klimatu i skupiały się głównie na dwutlenku węgla, którego emisja jest wprost proporcjonalna do zużycia paliwa. W praktyce można więc powiedzieć, że zniesione teraz przepisy narzucały producentom projektowanie bardziej ekonomicznych pojazdów, czego przejawem było między innymi instalowanie systemów start-stop w samochodach osobowych lub narzucanie bardziej aerodynamicznych nadwozi w przypadku ciężkich ciągników siodłowych. Tak dla przykładu, skutkowało to sytuacjami, gdy na jeden sprzedany ciągnik z klasyczną, kanciastą kabiną musiało przypadać kilkaset sprzedanych ciągników aerodynamicznych, by normy emisji gazów cieplarnianych się zbilansowały.

Te zasady z 2009 roku nie będą już obowiązywały, a więc amerykańscy producenci znowu otrzymają dowolność w kwestii paliwożerności ich pojazdów, nie musząc dostosowywać swojej oferty do walki z ociepleniem klimatu. W przypadku samochodów ciężarowych może się to przełożyć na mniejsze wysilenie silników w kwestii ekonomii paliwowej, z powrotem do bardziej dynamicznych oprogramowań i wyższych przełożeń w napędzie. O ile oczywiście na rynku pojawią się sygnały, że klienci chcą powrotu do takich ofert. Teoretycznie mogłoby to też skutkować przedłużeniem życia najmniej aerodynamicznych modeli, z klasycznymi modelami, nadwoziowo wywodzącymi się jeszcze z lat 60-tych ubiegłego. Rodzi się więc pytanie, czy Kenworth nie zrezygnuje w ostatniej chwili z wycofania modelu W900? O planach zakończenia jego produkcji pisałem w ubiegłym roku: Koniec ciężarowej legendy: po 65 latach Kenworth W900 ma zniknąć z oferty

Co natomiast w Ameryce się nie zmieni? Decyzja administracji Trumpa nie objęła przepisów regulujących czystość spalin, a więc zawartość najbardziej szkodliwych dla człowieka, toksycznych substancji. Regulacje w tym zakresie wciąż będą obowiązywały, utrzymując restrykcyjne limity dla cząstek stałych oraz tlenków azotu. Dlatego takie elementy osprzętu, jak filtr cząstek stałych lub wtrysk AdBlue, pozostaną w amerykańskich ciężarówkach obecne i jak najbardziej obowiązkowe.

W ramach komentarza dodam, że u nas również wprowadzono normy emisji gazów cieplarnianych. W branży transportowej znamy je głównie za sprawą systemu Vecto, który przyporządkowuje konkretne egzemplarze ciężarówek do klas emisji CO2. Następnie te klasy wyznaczają, jakie będziemy płacili opłaty drogowe. System ten obejmuje europejskie ciężarówki od rocznika 2019, a pionierami w powiązaniu tego z opłatami drogowymi byli Niemcy, dokonując tego pod koniec 2023 roku. Od tamtego czasu podobne decyzje zapadały w wielu innych krajach, a w najbliższych miesiącach ma to objąć także Polskę. Chyba że Bruksela zainspiruje się Białym Domem… 😉