Rutynowa kontrola może skończyć się zlicytowaniem polskiej ciężarówki na rzecz holenderskiego skarbu państwa. Wszystko przez nietypowy problem formalny, dotyczący zarejestrowania pojazdu.
Niebieska Scania R410 z naczepą kurtynową wykonywała trasę z Polski do Wielkiej Brytanii, z połączeniem promowym przez Holandię. W ten sposób pojazd znalazł się pod Hagą, gdzie został zatrzymany do rutynowej, policyjnej kontroli.
Podczas kontroli zauważono, że ciągnik siodłowy nie jest pojazdem dysponującym ważną rejestracją. Nie chodzi tutaj jednak o same tablice, bo te jak najbardziej znajdowały się na ciągniku, lecz o brak ważnego przypisania pojazdu do właściciela (po niderlandzku określono to w komunikacie „tenaamstelling”). Co natomiast może to oznaczać w praktyce? Ciągnik mógł być odnotowany w systemie jako tymczasowo wyrejestrowany lub wręcz na stałe wycofany z użytku.
Ten brak zrejestrowania prowadził do natychmiastowej konfiskaty ciągnika. Jak na razie była to konfiskata tymczasowa, ale jeśli w ciągu 14 dni kwestie formalne nie zostaną uregulowane, firma nigdy nie odzyska swojego pojazdu. Po tych dwóch tygodniach Holendrzy będą bowiem mogli zarządzić całkowity przepadek ciągnika, wystawiając go następnie na licytację, a uzyskane w ten sposób środki kierując do holenderskiego skarbu państwa.
Kierująca Scanią otrzymała mandat karny za prowadzenie pojazdu bez ważnej rejestracji. Zarzucono jej też 13 wykroczeń w zakresie czasu pracy, stwierdzonych po kontroli tachografu. Jeśli natomiast chodzi o jej dalszy los, to kobieta trafiła do hotelu przy autostradzie A12, w miejscowości Nootdorp, gdzie miała czekać na dalszy rozwój wypadków. Również pod tym hotelem wypięto i ustawiono naczepę, która nie została poddana konfiskacie.












