Powyżej: nagranie z helikoptera przedstawiające skalę zniszczeń
Na europejskich, w tym także polskich drogach utrzymują się trudne warunki pogodowe. Dlatego, w ramach przestrogi, warto przyjrzeć się doniesieniom z dalekiej Azji, gdzie 26 grudnia doszło do tragicznego karambolu z udziałem samochodów ciężarowych.
Karambol miał miejsce w Japonii, w prefekturze Gunma, na autostradzie Kan-Etsu Expressway przechodzącej przez tereny górskie. W piątkowy wieczór odnotowano tam bardzo trudne warunki pogodowe, z opadami śniegu oraz lodem osadzającym się na nawierzchni. Do kierowców wydano wówczas ostrzeżenia, ograniczające prędkość do 50 km/h i zachęcające do powstrzymania się od jazdy. W efekcie na autostradzie pozostały głównie ciężkie samochody ciężarowe, zmierzające do celu, by dotrzymać transportowych zobowiązań. Dla wyjaśnienia dodam, że w Japonii są to zwykle 3- lub 4-osiowe solówki lub 2-osiowe ciągniki z bardzo krótkimi rozstawami osi.
Niestety, między dwiema z tych ciężarówek doszło do kolizji. W pierwszej chwili wydawała się ona niegroźna w skutkach, ale niestety zablokowanie jezdni szybko doprowadziło do kilkudziesięciu kolejnych najechań. Kierowcy nadjeżdżających ciężarówek nie byli w stanie wyhamować na śliskiej nawierzchni, co ostatecznie skutkowało karambolem z udziałem 67 pojazdów. Wraki pokryły jezdnię na dystansie około 300 metrów, a w końcowej części karambolu doszło też do wybuchu pożaru, który szybko zaczął rozprzestrzeniać się z jednego samochodu na drugi. Ostatecznie żywioł strawił aż 20 pojazdów, w tym 13 ciężarówek, a dogaszanie ognia trwało przez 7 godzin.
Akcja ratunkowa wymagała zamknięcia autostrady aż do niedzielnego popołudnia, 28 grudnia. Po jej zakończeniu nadszedł czas na podsumowanie skutków zdarzenia. Niestety, bilans okazał się tragiczny, obejmując dwie ofiary śmiertelne oraz 26 osób rannych, w tym pięć w stanie ciężkim. Podano też, że jedną z ofiar śmiertelnych był kierowca ciężarówki, który został uwięziony w spalonym wraku.











