Powyżej: filmowy materiał z miejsca zdarzenia
Aktualizacja, 16 marca 2026 roku: Ratunek po pięciu dniach czekania – ciężarówka zjechała z zarwanego mostu
Dostawa paszy dla zwierząt na jeden z holenderskich polderów, czyli sztucznie osuszonych obszarów, zakończyła się bardzo poważnym problemem. Ciągnik siodłowy zapadł się na moście z betonowych prefabrykatów, dopuszczonym tylko do użytku pieszego i rowerowego.
Do zdarzenia doszło w czwartek rano, 12 marca. DAF XG+ z kurtynową naczepą, należący do jednej z największych holenderskich firm transportowych, dotarł wówczas z ładunkiem paszy do Parku Narodowego De Biebosch, położonego właśnie na polderze. Sam kierowca wyjaśnił wówczas mediom, że zupełnie nie znał tego specyficznego terenu i całkowicie zdał się na wskazania nawigacji satelitarnej. W ten sposób trafił na drogę, która miała utwardzoną nawierzchnię i szerokość całkowicie wystarczającą dla pełnowymiarowego zestawu, ale była też objęta zakazem ruchu pojazdów innych niż rowery.
Satelitarny widok na miejsce zdarzenia:
Wspomniany zakaz nie był jedynie ograniczeniem formalnym, służącym wyeliminowaniu z parku samochodów. Ustawiono go tam z bardzo konkretnej przyczyny, jaką były betonowe mosty z lekkich, ażurowych prefabrykatów, ułożone nad ciągami wodnymi przecinającymi polder. Konstrukcje te zostały przygotowane z myślą o obciążeniach do 2,5 tony. Załadowany zestaw zdołał pokonać dwie takie konstrukcje, aż w końcu dotarł do mostu, który nie wytrzymał jego ciężaru. Ażurowe płyty zarwały się pod osią napędową, mającą najwyższy nacisk z całego zestawu, a w efekcie pojazd uległ całkowitemu zablokowaniu.
Kierowca zdołał bezpiecznie opuścić kabinę i nie został ranny. Udało się też uniknąć całkowitego wpadnięcia pojazdu do wody. Niemniej sytuacja okazała się bardzo problematyczna, z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze, betonowe płyty uszkodziły zbiorniki paliwa w ciągniku, doprowadzając do ich rozszczelnienia. W efekcie olej napędowy wydostał się do wód parku narodowego. Strażacy musieli interweniować poprzez rozłożenie specjalnych zapór i sprawą będą się teraz zajmowali specjaliści od ochrony środowiska. Drugi zasadniczy problem okazał się natomiast taki, że zestaw został odcięty od tradycyjnych metod ratunku.
Jak poinformował lokalny portal „Digitaalbrug.com”, zestaw utknął w miejscu, w które nie da się dojechać jakimkolwiek holownikiem pomocy drogowej lub ciężkim żurawiem. Problemem może być nawet wywiezienie ładunku paszy, który utknął na pozostałościach mostu wraz z naczepą. Choć więc od zdarzenia upłynęła już ponad doba, wciąż nie ma żadnych doniesień o rozpoczęciu akcji ratunkowej. Wymowny jest też komentarz lokalnej straży pożarnej, mający następujące brzmienie (w tłumaczeniu z języka niderlandzkiego): Po zabezpieczeniu sytuacji mogliśmy skonsultować się z odpowiednimi władzami w sprawie możliwych metod ewakuacji. Będzie to nie lada wyzwanie, ponieważ miejsce jest niedostępne dla ciężkiego sprzętu. Po ustaleniu, że nie będziemy w stanie jakkolwiek w tym pomóc, mogliśmy wrócić do koszar.
Zdjęcia opublikowane przez strażaków:













