Zestaw z megą kontra trzy wiadukty z zakazem 3,1 metra – pułapka na obrzeżach Zabrza

Zabrzańska policja opublikowała dziś historię, która opowiada o spotkaniu ciężarówki ze zbyt niską skrajnią. Nie jest to jednak typowa historia, w której oznaczenia na wiadukcie były na granicy przejezdności, lecz sprawa o szczególnym charakterze. Wystąpił w niej bowiem zestaw z naczepą typu mega, aż trzy różne wiadukty oraz bardzo niskie ograniczenie wysokościowe.

Cała sprawa dotyczy ulicy Drzymały w Zabrzu, która może stanowić dla kierowców pewną pułapkę. Znajdują się tam bowiem trzy kompletnie różne wiadukty, każdy o innym kształcie i innej wysokości, a jednocześnie z takim samym zakazem wysokościowym, ograniczającym ruch pojazdów wyższych niż 3,1 metra. Na pierwszym z tych wiaduktów może się to wydawać zakazem bardzo mocno przesadzonym, ale za to już na dwóch kolejnych cała sprawa mocno się komplikuje.

52-letni obywatel Turcji, prowadzący Iveco S-Way, dotarł do tej pułapki we wtorek, 4 sierpnia. Zignorował znak zakazu ruchu pojazdów wyższych niż 3,1 metra, znajdujący się 300 metrów przed pierwszym wiaduktem, a następnie dojechał do tej konstrukcji i spróbował się pod nią przecisnąć. I choć jego zestaw nie należał do niskich, gdyż S-Way ciągnął naczepę typu mega, Turek zdołał przejechać dalej, zapewne spodziewając się, że to koniec przeszkód. Problem jednak w tym, że po około 100 metrach przed ciężarówką pojawiły się dwa kolejne wiadukty, umieszczone tuż obok siebie i poprzedzone bardzo ostrym zakrętem. Już pod tą drugą konstrukcją S-Way mega nie była w stanie swobodnie przejechać, natomiast trzeci wiadukt zapowiadał się jeszcze gorzej, mając bardzo ciasną budowę z zaokrąglonym sklepieniem. Tutaj się więc wyjaśniło, skąd ten zakaz ruchu wyznaczony na zaledwie 3,1 metra (zapewne z uwzględnieniem ustawowego, 50-centymetrowego zapasu).

Widok na drugi wiadukt z trzecim w tle:

Iveco pod drugim wiaduktem:

Widok na trzeci wiadukt z Iveco w tle:

Na szczęście Turek zachował na tyle ostrożności, by nie uszkodzić trwale swojej naczepy. W porę zrezygnował z próby wjechania pod drugi wiadukt, skręcił w leśną uliczkę i spędził tam kilkanaście godzin, szukając sposobu na wybrnięcie z problemu. I tak oto dotarliśmy do środowego przedpołudnia, godziny 9, gdy ulicą Drzymały przejeżdżał patrol policji. Funkcjonariusze zwrócili uwagę na ciężarówkę zaparkowaną przy wiaduktach i poprosili kierowcę o wyjaśnienia.

Cała sprawa skończyła się na wezwaniu mobilnego serwisu, wypuszczeniu powietrza z opon i poduszek pneumatycznych, a następnie precyzyjnym przeprowadzeniu zestawu pod wiaduktami. Policjanci wystawili też kierowcy mandat, nałożony za złamanie warunków wyznaczonych na znakach zakazu. Jako że nie doszło przy tym do kolizji oraz zablokowania ruchu, był to mandat na minimalnym poziomie, wynoszącym 150 złotych.

Na koniec, dla osób nieznajomionych z tym terenem, zwrócę jeszcze uwagę na pewną przestrogę. Otóż przy wjeżdżaniu na ulicę Drzymały, przy skrzyżowaniu z ulicą Ziemską, nie ma informacji o tym, że wjeżdżamy na ulicę z tak rygorystycznym ograniczeniem wysokościowym. Odpowiedni znak pojawia się dopiero za skrzyżowaniem, a więc gdy może być już za późno. Co gorsza, gdy już na te ulicę Drzymały wjedziemy i miniemy znak z zakazem, przed pierwszym wiaduktem nie znajdziemy żadnego miejsca do zawracania. Oto mamy więc kolejny przykład na to, jak wielki bałagan potrafi panować w polskich oznaczeniach wysokościowych.

Ulica Ziemska, przed skrzyżowaniem z Drzymały:

Początek ulicy Drzymały (znak przysłonięty przez liście):

Znak, gdy już się do niego zbliżymy: