Spanie w rowie przy przewróconej ciężarówce, za schronienie mając namiot, a za ogrzewanie ognisko, może brzmieć jak historia z jakiegoś dalekiego kontynentu. Ta historia wydarzyła się jednak o przysłowiowy „rzut beretem” od Polski, na Słowacji, z udziałem zestawu należącego do przewoźnika z Mołdawii.
Sprawa zyskała rozgłos za sprawą marcowego, słowackiego reportażu, zamieszczonego pod tekstem. W materiale poznajemy mołdawskiego kierowcę imieniem Vitalij, który wykonywał przewóz ładunku pestek słonecznikowych na Białoruś. Po drodze miał przejechać tranzytem przez Ukrainę, Słowację oraz Polskę, a na słowackim odcinku wpadł niestety w poślizg i położył zestaw w rowie. Kierowcy na szczęście nic poważnego się nie stało, z wyjątkiem niewielkiej, niegroźnej rany ręki. Za to Volvo FH16 z chłodniczą naczepą uległo niestety poważnemu uszkodzeniu i nie było w stanie kontynuować trasy.
Dalej można by się spodziewać historii z udziałem holownika pomocy drogowej oraz ekipy przeładowującej towar. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Pracodawca Vitalija postanowił bowiem osobiście zająć się przeładunkiem, ruszając z odsieczą za kierownicą drugiego zestawu. Sam Vitalij miał natomiast w tym czasie pilnować ładunku, pozostając przy przewróconym zestawie i zapobiegając próbom kradzieży. Tak też dotarliśmy do momentu nagrania reportażu, gdy kierowca już trzeci dzień czekał na przyjazd szefa, a ten wciąż miał do pokonania ukraiński odcinek trasy. Trudno było określić, ile czasu jeszcze to zajmie, wszak wszystko zależało od sytuacji na granicach.
Choć na miejscu pojawiła się policja, słowackie służby z jakiegoś powodu pozwoliły, by przewrócony zestaw pozostał na wiele dni w rowie. Najwyraźniej nie dopatrzyły się w tym zagrożenia dla ruchu. Za to okoliczni mieszkańcy zainteresowali się kierowcą, dostarczając mu doraźną pomoc. To właśnie od nich Mołdawianin otrzymał namiot do spania przy przewróconej naczepie, powerbanka do ładowania telefonu, a także żywność. Dlatego też mężczyzna wyrażał w reportażu dużą wdzięczność wobec Słowaków. Choć przyznał też, że pilnowanie ładunku szybko okazało się uzasadnione. W pewnym momencie, gdy sięgał akurat po coś z przewróconej kabiny, do naczepy podjechały bowiem nieznane mu osoby. Podjęły one próbę kradzieży i zdążyły zabrać dwa opakowania z towarem.
Od strony sprzętowej zwrócę jeszcze uwagę, że rozbity ciągnik wygląda na Volvo FH16 540 trzeciej generacji, niegdyś bardzo kosztowną konfigurację, a dziś ogromną rzadkość na europejskich drogach. Była to najsłabsza 16-litrowa wersja z okresu Euro 5, zamawiana głównie do zastosowań specjalistycznych lub też kupowana w krajach o górzystej topografii terenu. Poza większym silnikiem, oferującym dodatkowe 3 litry pojemności, samochód ten wyróżniał się fabrycznymi chromami na nadwoziu, ciemnymi obudowami reflektorów, a także bogatym wyposażeniem standardowym w kabinie. Wystąpienie właśnie tego modelu w towarzystwie namiotu i przydrożnego ogniska można więc uznać za niemała ironię losu…
Omawiany reportaż filmowy:












