Zabierz do ciężarówki rower, zwiedzaj świat i popraw swoją kondycję – zachęta od jednego z Czytelników

Poniżej oddaję głos Czytelnikowi Michałowi:

Witam mam na imię Michał. Jeżdżę ciężarówką po Europie od kilku lat. Praca kierowcy ciężarówki często wiąże się z niezdrowym trybem życia. Rozmawiam z kierowcami na parkingach, promach, rozładunkach i w większości mają oni problemy ze zdrowiem: nadciśnienie, cholesterol i inne. Prawie każdy ma saszetkę z lekami, a z wiekiem te saszetki robią się coraz bardziej zaopatrzone.

Znalazłem rozwiązanie, które praktykuję, zachęcam i polecam! Tym jakże prostym a zarazem doskonałym pomysłem jest… rower, który zabieram w każdą trasę. Opowiem o bardzo dużych zaletach i właściwie jednej małej niedogodności, ale zacznę od zalet. Jeżdżąc ciężarówką jest się w rożnych ciekawych miejscach Europy, lecz w większości co można zobaczyć to parkingi i ruch na autostradzie, a szkoda omijać fajne miejscówki będąc często bardzo blisko.

Barcelona:

W tygodniu przeważnie nie ma czasu na jeżdżenie rowerem, chyba że wypadnie jakieś święto i związane z nim zakazy. Ale w weekendy jest czas właśnie na zregenerowanie sił i nabranie odrobiny kondycji. Pauzy 24 h lub 45 h dają dużo czasu by zrobić obiad, posprzątać w ciężarówce i pojeździć rowerem. Gdy zaparkuję auto na weekend na parkingu czy strefie przemysłowej, wchodzę w internet i szukam jakiejś miejscówki mniej lub bardziej ciekawej do zobaczenia. Prawie zawsze w okolicy jest coś wartego do zobaczenia i związana z tym historia lub ciekawostka.

 

Nie jestem sportowcem i zaczynałem od małych odległości po parę kilometrów do sklepu lub do pierwszego miasteczka i z powrotem. Z czasem, gdy wiedziałem, że mogę zobaczyć coś interesującego, była motywacja żeby tam jechać, a przy tym pokonywałem coraz więcej kilometrów. I tak na przykład  stałem 35 km od Barcelony, a miałem cały dzień od rana na jazdę rowerem. W dwie strony zrobiłem więc 70 km plus po Barcelonie 15 km. Razem 85 km, w jeden dzień, spokojnym tempem.

Rzym i Watykan:

Rowerem zwiedziłem nie tylko Sagradę Familie ale także park Gaudiego, Casa Mila, Casa Batllo, dzielnicę Gotycka i inne. Będąc na Węgrzech do Budapesztu miałem już bliżej bo 17 km do centrum. Stojąc 70 km od Rzymu niestety było trochę za daleko by pedałować, ale znalazłem rozwiązanie by się tam dostać. 10 km od parkingu był dworzec kolejowy. Zrobiłem zdjęcie z nazwą stacji, na której wsiadałem i pociągiem razem z moim rowerem pojechałem do Rzymu. Bilet u konduktora z rowerem to koszt 9 euro, w drodze powrotnej w okienku 7 euro. Zwiedziłem Rzym i sąsiadujący Watykan.

Zamiast siedzieć w kabinie warto się trochę ruszyć i zobaczyć na przykład „diabelski most” w Tarragonie oraz rzymski amfiteatr. Tym, których nie interesuje podziwianie zabytków, polecam zwiedzanie innych rzeczy. W okolicy może być bowiem fajny obiekt sportowy, tak jak na przykład skocznia w Lahtilub, czy jedyna na świecie obrotowa śluza w Falkirk. Jeżeli ktoś jest fanem motoryzacji w okolicy może być np jakiś zlot ,ja miałem okazje być na takim w Gallivare. Jeśli będziecie mieli trochę szczęścia to może uda się Wam zobaczyć jakieś kultowe auta.

Gallivare w Szwecji:

Koleją zaletą jednośladu, który mamy ze sobą jest przydatność na przykład podczas awarii naszego auta. Jeżdżę „tandemem” marki MAN i na osi wleczonej w ciężarówce wystrzeliła mi opona. Na szczęście była możliwość na wjechanie na pas remontowany, wyłączony z ruchu. Koło zapasowe, lewarek, klucz miałem, lecz niestety przedłużka do klucza była kiepskiej jakości i się wygięła. Wsiadłem więc na rower i znalazłem serwis MAN-a. Niestety nie mieli na sprzedaż klucza, ale pożyczyli mi używany. Dałem euro w zastaw i po zmianie koła pojechałem oddać.

Czasami też zdarzają się awarie roweru, na przykład przebita dętka. Wtedy najlepiej mieć zapasową, ale zdarzają się sytuacje nie do przewidzenia. Przejeżdżałem rowerem we Frankfurcie nad Menem przez park. W tylne kolo wkręciła mi się gałąź, która wyłamała mi tylną przerzutkę. Pękła na pół prowadnica i nie można było jechać w żaden sposób, tylko pchać… a ciężarówka była zaparkowana 25 km dalej. Na szczęście w plecaku miałem taśmę izolacyjną. Za pomocą taśmy i gałęzi zrobiłem prowizorkę mocowania przerzutki i dojechałem do ciężarówki.

Wymiana koła i prowizoryczna naprawa roweru:

Teraz jedyny minus a właściwie niedogodność, która wynika z chęci posiadania roweru w trasie. Mianowicie, gdzie ten rower przewozić? Jeżeli ktoś ma „paleciarę” to ten problem odpada. Moja ciężarówka niestety takiej nie posiada, a rower zajmuje dużo miejsca. W większości trzymam więc rower na przyczepie lub w zabudowie ciężarówki. Gdy jednak ładunek pod sam sufit i drzwi to nie ma takiej możliwości. Wtedy odkręcam siodełko i koła, zawijam w stretch i kładę na górne łóżko, gdzie wszystko mocuje ekspandorami.

Są rowery składane, które zajmują mało miejsca, ale mają wadę, mianowicie koła 20 cali. Rower, którym jeździłem miał 26 cali, a po uszkodzeniu przerzutki kupiłem pierwszy lepszy rower, który miał mocowane koła oraz siodełko na motylki. Umożliwia szybki montaż i demontaż, ale już koła mają już tylko 24 cale.

Wszystkich, których zainspirowałem, by zabrać rower w trasę, mogę podpowiedzieć co warto zabrać ze sobą wybierając się na przejażdżkę. Podstawa to zapięcie rowerowe. Może nie takie jak łańcuch powyżej, ale pamiętajmy, że jak będziemy daleko od ciężarówki, a ktoś nasz rower sobie pożyczy, będzie problem z powrotem do auta. Oświetlenie czyli lampki tył i przód, naładowany telefon lub power bank z kablem, nieduży plecak z butelką wody i dodatkowym, odpowiednim ubraniem, bo nie zawsze jest słonecznie i ciepło. Jeździłem nawet w mrozie i śniegu (najgorszy jest deszcz), wtedy koniecznie trzeba wziąć rękawiczki.. Ja mam motocyklowe, bo chronią od zimna oraz w razie upadku. Dobrze jest mieć ze sobą motocyklową kominiarkę (chroni szyje i uszy przed zimnem) oraz jakąś lekką wiatrówkę. Dobrze jest mieć dętkę, pompkę oraz narzędzia do wymiany dętki. Poza tym ‚trytki’ i taśmę izolacyjną. Bardzo istotną sprawą jest to, aby zaparkować bezpiecznie ciężarówkę, zakluczyć i zapamiętać gdzie stoi, aby czasem w nocy nie dzwonić do spedytora żeby podał namiary z GPS 😉

Szczerze zachęcam i polecam jeżdżenie rowerem w wolnej chwili na pauzie. Tym sposobem zwiedziłem 31 państw, zamiast się objadać z nudów, spożywać alkohol i skracać sobie życie. Warto zabrać rower, żyć zdrowiej i przy okazji zwiedzić prawie tyle co podróżnik. Jak już będziecie w fajnym miejscu, które Was zaciekawi, dobrze jest też posiadać kijek do „selfie” by zrobić fotkę i mieć pamiątkę.

Lahti:

Tarragona:

Budapeszt:

Falkirk w Szkocji:

Malmo: