Zdjęcie ma charakter przykładowy.
Katalońska policja, znana jako Mossos d’Esquadra, poinformowała o wystrzale ogumienia, który doprowadził do niecodziennych konsekwencji. Kierowca może odpowiedzieć nie tylko za przyczynienie się do karambolu, a też za fałszowanie dokumentacji.
Cała sprawa zaczęła się od zgłoszenia z hiszpańskiej autostrady AP-7, z gminy Fogars de la Selva nieopodal Barcelony. Po przybyciu na miejsce funkcjonariusze zastali tam siedem rozbitych samochodów, a także pozostałości uszkodzonej, ciężarowej opony. Świadkowie zeznali, że to właśnie ta opona skutkowała gwałtownym hamowaniem pojazdów, przyczyniając się do karambolu. Dlatego funkcjonariusze postanowili przeszukać okolicę, rozglądając się za samochodem ciężarowym z uszkodzonym ogumieniem.
Około 3 kilometry za miejscem zdarzenia znaleziono ciężarówkę, której kierowca zajmował się wymianą koła na osi napędowej. Potwierdzono, że to właśnie z tego zestawu pochodziło uszkodzone ogumienie, a przy okazji zwrócono uwagę na naklejkę z legalizacji tachografu. Wpisany tam rozmiar ogumienia okazał się mniejszy niż ten faktycznie zastosowany na pojeździe. To z kolei uznano za manipulację, która wpływała na zapisy tachografu i pozwalała jechać szybciej niż było to oficjalnie dozwolone.
W następstwie wszystkich tych ustaleń, 49-letni kierowca został aresztowany. Mężczyzna ma odpowiedzieć za manipulację tachografu, co w Hiszpanii uznawane jest właśnie za formę fałszerstwa. Grozi za to kara grzywny oraz kara pozbawienia wolności na okres od 6 miesięcy do 3 lat. Ponadto mężczyzna może zostać oskarżony za spowodowanie kolizji siedmiu samochodów, w związku z pozostawieniem uszkodzonej opony na jezdni, bez zgłoszenia tego służbom.
Przy tak poważnych zarzutach należy się dodatkowe wyjaśnienie. Trzeba tutaj cofnąć się do wyroku hiszpańskiego Sądu Najwyższego nr 672/2020, według którego zapisy tachografu są formą oficjalnych dokumentów, a więc każda forma ich manipulacji powinna być traktowana jako fałszerstwo. To z kolei oznacza zarzuty z kodeksu karnego, z możliwą karą więzienia. Co więcej, znane są już przypadki, w których kierowcy faktycznie usłyszeli tego typu wyroki. O pierwszej takiej sprawie mówiło się już w 2020 roku, gdy hiszpański kierowca, przyłapany na manipulacji czasu pracy, otrzymał grzywnę na 1080 euro oraz karę 6 miesięcy więzienia.












