Powyżej: przy okazji nagrywania tego materiału znaleziono telefon
Dwa tygodnie temu zapowiadałem holenderską sprawę sądową, w ramach której polski kierowca ciężarówki miał odpowiedzieć za autostradowe najechanie. Głównym dowodem obciążającym był przy tym telefon kierowcy, znaleziony w pobliżu wraku i mający uruchomioną aplikację z serialami. Dzisiaj możemy natomiast usłyszeć o wyroku w tej sprawie, ogłoszonym przez holenderski sąd z rejonu Zeeland-West-Brabant.
Przypomnę, że do zdarzenia doszło w nocy z 22 na 23 listopada. Adam S., 49-letni kierowca z Polski, prowadził wówczas MAN-a TGX z naczepą, jadąc autostradą A16 w kierunku holendersko-belgijskiej granicy. Niestety nie zauważył przy tym Mercedesa Actrosa z naczepą, który kilka sekund wcześniej zatrzymał się przy prawej krawędzi jezdni. MAN najechał przy tym na lewy tylny narożnik naczepy Mercedesa, uderzając ją przy prędkości 82 km/h i pchając cały zestaw w stronę krawędzi autostradowego mostu. Czując to kierowca Mercedesa zaciągnął hamulec ręczny, otworzył drzwi i wyskoczył z kabiny, obawiając się, że jego ciągnik może zostać zepchnięty do wody. Wtedy też doznał poważnego, otwartego złamania kostki. Gdy natomiast na miejscu trwała akcja ratunkowa, uwieczniana przez lokalną agencję medialną, fotograf przypadkiem natknął się na uszkodzony telefon z aplikacją Netflix, odtwarzającą serial „Vikingowie”.
Prokuratura potwierdziła, że telefon należał do kierowcy MAN-a, a oglądanie serialu miało miejsce podczas jazdy. Biegli zdołali też wyliczyć, że 49-latek nie spoglądał przez to na drogę przez co najmniej 8 sekund. Dlatego, pomimo dobrej przejrzystości powietrza i widoczności na co najmniej 200 metrów do przodu, nie zauważył stojącego zestawu, najeżdżając na niego bez żadnego hamowania.
Sąd zgodził się ze stwierdzeniem, że sprawca zdarzenia dopuścił się rażącej nieuwagi na drodze. Uznano też, że obrażenia kierowcy najechanego zestawu można sklasyfikować jako ciężkie, jako że wymagają one skomplikowanej rehabilitacji i do dziś uniemożliwiają mężczyźnie wykonywanie zawodu. Dlatego też sprawca został oskarżony o spowodowanie wypadku z ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu. Za to jako okoliczności łagodzące wskazano, że polski kierowca nigdy nie miał problemów z prawem w Holandii, wykazywał głęboką skruchę, a ponadto sam został poważnie ranny w wyniku najechania.
Ostatecznie sąd zdecydował się na zawieszoną karę trzech miesięcy pozbawienia wolności. To zawieszenie będzie ciążyło na kierowcy przez najbliższe dwa lata. Ponadto nałożono na niego sześciomiesięczny zakaz prowadzenia pojazdów. Zwykle w takich przypadkach holenderskie sądy nakazują też wykonanie prac społecznych, ale tutaj z tego rezygnowano, jako że oskarżony ma stałe miejsce zamieszkania na terenie Polski.











