OFERTY PRACYKONTAKT
665
Opublikowane 20 Październik, 2015

Wspomnienia z trasy do Iranu w barwach PEKAES Warszawa – część 2

Marzenia się spełniają – Wspomnienia z pierwszej jazdy do Iranu

Część 2

2 stycznia, niedziela.

Wstając o godzinie 9.00 widzę, że obok mnie stoi „Renówka” ze Starachowic. Po krótkiej rozmowie z kierowcą, który wraca z Iraku, pytam się czy nie widział Fiata z przyczepą oraz chłodni. W odpowiedzi usłyszałem, że chyba nie widział, ale pewien nie jest. Więc po małym śniadaniu znowu ruszam w drogę. W miejscowości Szeged tankuję do pełna za talony, ponieważ w Jugosławii paliwo jest droższe i tam nigdy nie tankujemy. Na przejściu granicznym Węgier i Jugosławii, w miejscowości Rőszke spotykam kierowcę również ze Starachowic, który wraca z Iraku i znowu te same pytania. Niestety nie widział. I teraz to już nic nie wiem. Ale zaglądając w książkę, w której są wpisywane wszystkie samochody wjeżdżające na teren Jugosławii widzę że są wpisane dwa samochody: jeden z przyczepą, a drugi z chłodnią. Te samochody jadą do Iraku. Po odprawie ruszam więc w dalszą drogę, a jadąc tak się zastanawiam: tych moich kolegów musiałem minąć gdzieś na Węgrzech, parkowali zapewne na jakimś innym parkingu. A więc jadę sobie już spokojnie, teraz oni muszą mnie dogonić. Jadąc wąską betonową drogą, wjeżdżam do małej miejscowości o trochę dziwnej nazwie Palić. Po obu stronach drogi stoją małe chatki i jeszcze mniejsze chlewiki z trzodą jak świnie, owce i kozy. A przy tym jeszcze są małe spichlerze z kukurydzą w kolbach, stojące na podwyższonych palikach które miały około pół metra wysokości, ogrodzone siatką aby mógł spokojnie przewiewać wiatr. Te małe spichrze są niedużych rozmiarów, około 2 metry szerokości i 4-5 metrów długości. Natomiast wysokości były różne, dochodzące nawet do około 3 metrów. Wszystkie były zapełnione, wyglądało to ciekawie. Tutaj głównie uprawia się kukurydzę. I tak dojeżdżam do skrzyżowania gdzie prosto jedzie się na Novi Sad, a w lewo do Belgradu.

opowiadania ciezarowka do iranu - 1

Ja skręcam na Belgrad i po ujechaniu paru kilometrów wjeżdżam na olbrzymi most nad Dunajem który ma około 2 kilometrów długości i jest bardzo wysoki, natomiast rzeka jest niesamowicie szeroka w porównaniu z naszą Wisłą. Jeden brzeg jest bardzo stromy i wysoki, a drugi niski i zarośnięty drzewami i krzewami.

opowiadania ciezarowka do iranu - 2

Pogoda ładna, śniegu nie ma, jest tylko lekki mróz. Jedzie się ładnie, na drodze  nie ma dużego ruchu. Tutaj w Jugosławii obowiązuje samochody ciężarowe z przyczepami 70 km/godz. Jadę zgodnie z przepisami nie muszę się spieszyć . Przejeżdżając przez Belgrad zatrzymuję się na parkingu i szykuję sobie dobry obiad.

opowiadania ciezarowka do iranu - 3

Moim celem jest dzisiaj dojechać do Bułgarii, aby tam zanocować. Posilony ruszam dalej. W małych górkach za Belgradem zaczyna pojawiać się śnieg. Jadąc tą betonową równą drogą dojeżdżam do miasta Nisz, które położone jest w dolinie opasanej górami i gdzie znajduje się rozjazd. Jedna droga prowadzi do Bułgarii, druga prowadzi do Grecji. Jeżdżąc do Syrii, Jordanii, Iraku czy Kuwejtu w latach 1980-82, gdy w Turcji panował Stan Wojenny, jeździliśmy do Volos w Grecji. Stamtąd olbrzymim promem, który zabierał 130 tirów i około 20 aut osobowych, płynęliśmy 44 godziny (przy dobrej pogodzie) przez morze Śródziemne do miejscowości Latakia w Syrii. A dalej, już na kołach, przez Liban do Iraku lub Kuwejtu. Ale ja jadąc do Iranu muszę skręcić na drogę do Bułgarii. Przy zjeździe z obwodnicy zatrzymuje mnie milicja. Sprawdzają tarczkę tachografu, szybkość jest dobra , ale okazuje się że  tachograf  nie odmierza czasu na tarczce. Muszę zapłacić mandat, policjanci nie dają się przekonać – mówią że gdyby to był to ktoś inny, a nie Polak, to płacił by 500 dinarów, podczas gdy ja mam tylko zapłacić 200 dinarów. No i nie mam wyjścia więc płacę. Złorzecząc wsiadłem do samochodu i spojrzałem jeszcze raz na ten pognieciony mandat. Oczom nie wierzyłem, że na mandacie widnieje liczba 100 dinarów. A więc dlatego mandat został celowo tak pognieciony. Oni sami zaraz szybko odjechali. To byli spekulanci ci milicjanci. Puściłem za nimi parę słówek i ruszyłem w dalszą drogę. Do granicy pozostało mi jeszcze około 180 kilometrów.

Droga teraz  jest bardzo wąska, wykuta w skałach. Po lewej stronie potężne ściany wysokich skał, po prawej stronie, w dole płynie górska rzeka a wzdłuż tej rzeki są tory kolejowe. Są to bardzo ładne widoki.

opowiadania ciezarowka do iranu - 4

Droga wiedzie również przez wykute tunele w tych skałach które są bardzo wąskie, a przy mijaniu się z drugim samochodem ciężarowym trzeba bardzo zwolnić, aby nie pourywać lusterek lub nie rozerwać plandeki ocierając się o skały. Wyjeżdżając z tych gór, w małej miejscowości, po lewej stronie, na zboczu tych potężnych skał, został postawiony samolot pasażerski, który jest przebudowany na restauracje. Dziwne, ale i ciekawie wygląda samolot stojący na zboczu olbrzymiej kamiennej góry.

opowiadania ciezarowka do iranu - 5

Niestety tak dużymi samochodami nie można blisko podjechać, ponieważ nie ma tam tak dużego parkingu. A pozostawiając samochód oddalony i nie mając go na widoku, można mieć kłopoty, a samochód jak to się mówi opędzlowany. Tutaj w Jugosławii często się to zdarzało.

Jest już późno, gdy dojeżdżam do granicy Jugosłowiańskiej w Kalotinie. Przede mną nie ma nikogo, odprawa idzie szybko. Celnicy jeszcze tutaj świętują. Do granicy Bułgarskiej tylko 100 metrów! Wjeżdżając na granicę Bułgarską  okazuje się, że  przy odprawie muszę płacić dodatkowo 30 lewa, bo jest już po północy. Co kraj to inny obyczaj, choć tutaj odprawa również idzie szybko. I teraz już tylko zjazd na parking. Jest już godzina 1.30, mam już na dzisiaj dosyć jazdy. Umyłem się i robię sobie dobrą kolację, smażąc 4 jajka na boczku z cebulą, a do tego przygotowuję chleb z masłem i ciepłą herbatę. Po zjedzeniu tej kolacji ze spokojem kładę się spać, Na zegarze jest już 2.10 Przejechałem 570 km i przepracowałem 17 godzin.

Orientacyjna trasa dzisiejszego dnia:

Autorem tekstu jest Adam Frąckowiak, którego osobę przedstawiałem we wstępie dostępnym TUTAJ. Seria tekstów o transporcie do Iranu powstaje dzięki pomocy Niezależnego Forum Nowego Tomyśla i okolic.


Kolejny odcinek: Wspomnienia z trasy do Iranu w barwach PEKAES Warszawa – część 3

Poprzednie odcinki – TUTAJ


Ten wpis ma 4 komentarzy

  1. Robert napisał(a):

    Tacho w roku ’83? cos tu nie gra

  2. szkoda ze nie ma poczatku opowiesci tylko z Wegier a nie z Polski

  3. Zitm napisał(a):

    Poszukaj w znajdziesz początek opowiadania.

Odpowiedz





Dane wpisane w formularzu będą przetwarzane w celu dodania komentarza zgodnie z naszą polityką prywatności.