Wielki niedobór kierowców ciężarówek: problem z całego świata czy wielki mit?

Na łamach „RMF24” pojawił się wczoraj artykuł zatytułowany Braki kierowców są coraz większym problemem. Znamy najnowsze dane. Publikacja powołuje się na dane Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska” (TLP), mówiąc o niedoborze 150 tys. pracowników. Pojawia się też stwierdzenie, że nawet zarobki w wysokości 10 tys. złotych netto nie są w stanie przyciągnąć polskich kierowców na trasy międzynarodowe. Dlatego też TLP skarży się na utrudnienia w rekrutowaniu kierowców spoza Unii Europejskiej, mówiąc o rekordowo długich okresach oczekiwania na wizy oraz karty pobytu.

Takie doniesienia nie są oczywiście niczym nowym. Słyszymy je od lat, nie tylko w Polsce, ale po prostu na całym świecie. Szczególnie wymowny jest fakt, że o kryzysowym braku kierowców mówi się zarówno w Niemczech – gdzie wielu polskich kierowców przenosi się za pracą – jak i w Indiach – skąd wielu kierowców przenosi się za pracą do Polski.  Niemcy podliczyli na początku bieżącego roku, że obecnie brakuje im od 40 do 60 tys. wykwalifikowanych kierowców. Przewidziano też, że wkrótce liczba ta może ulec zwielokrotnieniu, jako że już 39 procent niemieckich kierowców ma powyżej 55 lat i wkrótce odejdzie na emerytury. Taka struktura wiekowa mocno wyróżnia się na tle innych branży, gdzie średnio 25 procent osób ma powyżej 55 lat (szerzej omawiałem to zjawisko w tym artykule). Za to indyjski Minister Transportu ogłosił wiosną bieżącego roku, że jego kraj pilnie potrzebuje 2,2 miliona zawodowych kierowców, by nadążyć za tempem rozwoju gospodarczego w kraju. Hindusi zaczęli się więc zastanawiać, jak zrewolucjonizować system szkoleniowy oraz jak przyciągnąć młode osoby do zawodu, który miał dotychczas bardzo zły wizerunek, kojarząc się z niskimi zarobkami.

Tymczasem w Stanach Zjednoczonych pojawiło się ostatnio zupełnie inne podejście do tego tematu. Szereg tamtejszych, transportowych mediów, takich jak „Land Line Magazine”, „FreightWaves” oraz „Commercial Carrier Journal” nagłośnił dyskusję o tym, czy niedobór kierowców faktycznie istnieje, czy może jest tylko szkodliwym mitem, napędzanym przez największe firmy transportowe. Wszystko w związku z raportem opracowanym przez Narodową Akademię Nauk, Inżynierii i Medycyny (NASEM) na zlecenie amerykańskiego kongresu, na potrzeby nowych regulacji dotyczących rynku pracy.

W raporcie NASEM zwrócono uwagę na olbrzymie pola do poprawy w zakresie wynagrodzeń oraz warunków pracy kierowców ciężarówek. Odniesiono to do znaczenia tych grup zawodowych dla społeczeństwa, a jednocześnie do sytuacji w samej branży transportowej. Krytyczne wnioski szybko zostały poparte przez amerykańskie związki zawodowe, a także przez tamtejsze stowarzyszenie małych firm transportowych oraz kierowców-przewoźników. W ten sposób po mediach rozlała się fala publikacji o zupełnie innym charakterze, niż te podawane w ostatnich latach przez organizację ATA, zrzeszającą największych przewoźników w Ameryce Północnej.

Komentatorzy zaczęli zwracać uwagę, że niedobór kierowców to temat szczególnie eksploatowany przez firmy, w których rotacja pracowników wynosi nawet 90 procent lub więcej. Tym samym zmagają się one nie tyle z brakiem kierowców, co z brakiem osób zgadzających się na określone warunki pracy. Zauważono też, że wielki niedobór kierowców wskazywany jest jako wygodne wyjaśnienie dla najróżniejszych inicjatyw: zwiększania mas pojazdów, obniżania wymogów wiekowych, sprowadzania pracowników z innych kontynentów, a nawet wdrażania autopilotów. Ponadto zaczęto wyciągać statystyki, według których liczba Amerykanów z prawem jazdy CDL (tamtejszy odpowiednik C+E) stale rośnie, będąc dziś na wyraźnie wyższym poziomie niż przed 2020 rokiem. Wszystko to razem posłużyło za argumenty dla dwóch stwierdzeń: olbrzymi niedobór kierowców może być kreowany jako mit, a branża transportowa po prostu potrzebuje naprawy, by warunki pracy w dużych firmach znowu stały się finansowo atrakcyjne, przeciągając osoby dysponujące już odpowiednimi uprawnieniami.