
Państwowa Straż Pożarna pochwaliła się nowością, która w strażackich barwach może budzić pewne zaskoczenie. To dwa ciągniki siodłowe Volvo FH 500 z kabinami Globetrotter XL, podpięte do pełnowymiarowych naczep marki Wielton.
Prezentowany zakup został dokonany w ramach projektu „Zwiększenie skuteczności prowadzenia długotrwałych akcji ratowniczych”. Jak sama nazwa wskazuje, chodzi tu o pracę na przykład przy zwalczaniu klęsk żywiołowych, gdy konieczne są dostawy dużych ilości sprzętu lub pomocy humanitarnej, często na międzymiastowych lub nawet międzynarodowych trasach. Przez lata przyzwyczailiśmy się do oglądania w takich zadaniach typowo terenowych wozów kwatermistrzowskich lub niskich ciągników wypinanych spod strażackich cystern, co oczywiście nie było optymalnym wyborem na dalsze dystanse. Stąd przetarg na dwa dalekobieżne ciągniki z uniwersalnymi naczepami, przeznaczone dla komend miejskich w Warszawie oraz Rzeszowie.
Co typowe dla takich przetargów, zwycięzcą została jedna ze strażackich firm zabudowujących. Mowa o przedsiębiorstwie Bocar spod Częstochowy, które skompletowało, doposażyło i dostarczyło oba zestawy. W przypadku ciągników sięgnięto przy tym po Volva FH, wyposażone w 13-litrowe silniki o mocy 500 KM oraz najwyższe kabiny Globetrotter XL. Co też ciekawe, okazały się to „FH-acze” najnowszej generacji, uwzględniające ubiegłoroczne zmiany w wyposażeniu, ale pozbawione wydłużonych przodów Aero. Volvowski konfigurator nadal przewiduje taką opcję, ale wśród cywilnych klientów nie widuje się jej często. Ponadto strażackie ciągniki wyróżniły się osłonami na reflektory, dodatkowymi reflektorami i niebieskimi światłami uprzywilejowania. Te ostatnie mogą zostać wykorzystane w sytuacjach szczególnie kryzysowych. Jeśli natomiast chodzi o naczepy, to zdecydowano się na produkty marki Wielton z kurtynami bocznymi oraz ukrytymi za nimi burtami. Na tylnych zwisach naczep zamontowano 2-tonowe windy rozładunkowe marki Dhollandia ze składanymi platformami.
Na koniec dochodzimy do szczególnie ciekawego tematu, czyli ceny. Jako że mowa o zakupie zrealizowanym ze środków publicznych, a więc de facto z pieniędzy podatników, jego wartość musiała zostać podana do publicznej wiadomości. Strażacki komunikat wskazał przy tym kwotę łącznie 2 279 928 złotych brutto za oba zestawy. Po podzieleniu przez dwa, przeliczeniu na euro i odjęciu podatku VAT, oznacza to około 218 tys. euro netto za jeden zestaw. To natomiast może wydawać się ceną wyjątkowo wysoką, wszak przewoźnicy przyzwyczajeni są do wydatków rzędu 100 tys. netto za ciągnik oraz 30 tys. euro netto za kurtynową naczepę. Dlatego też sprawa szybko zaczęła zdobywać rozgłos, wywołując w mediach społecznościowych bardzo duże kontrowersje. Od razu zrodziło to też pytania, za co strażacy zapłacili aż tak dużo i czy omawiane zestawy naprawdę nie mogły być tańsze?
Pewne odpowiedzi na te pytania można znaleźć po zajrzeniu do warunków przetargu, oficjalnie dostępnych na stronie Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie. Przede wszystkim dowiadujemy się tam, że jednym z głównym kryteriów uwzględnianych przy wyborze oferty były specyficzne warunki gwarancyjne. O ile bowiem cywilni klienci na nowe ciężarówki zwykle otrzymują po 12 miesięcy ochrony, a za przedłużenie do 36 miesięcy muszą zapłacić co najmniej kilka tysięcy euro, to strażacy oczekiwali minimum 24 miesięcy gwarancji i przyznawali dodatkowe punkty za przedłużenie do 60 miesięcy. Firma Bocar spełniła maksymalne oczekiwania, więc nowe ciągniki i naczepy będą objęte gwarancją przez całe 5 lat.
Druga sprawa to wyposażenie pojazdów. Oczywiście jednym z najdroższych elementów każdego zestawu była winda montowana pod naczepą, ale uwagę może też zwracać wyposażenie ciągników. Strażacy oczekiwali między innymi klimatyzacji postojowej, pneumatycznego zawieszenia obu osi, zewnętrznej osłony przeciwsłonecznej, co najmniej 10-calowego wyświetlacza dotykowego z systemem Android Auto, dwóch foteli z podgrzewaniem, wentylowaniem i ciemną tapicerką, a także dodatkowego zwalniacza, uzupełniającego hamulec silnikowy. Tak wyposażonych pojazdów raczej nie dało się znaleźć na pierwszym lepszym stocku. Poza tym wymagano elementów typowo strażackich, jak między innymi ustawienie prędkości maksymalnej na 100 km/h i związane z tym sygnały świetlno-dźwiękowe, właściwe dla pojazdu uprzywilejowanego. Do każdej kabiny musiał trafić jeden radiotelefon stały, dwa radiotelefony przenośne, specjalistyczne latarki, a także dodatkowy tablet z uchwytem na desce rozdzielczej. Przewidziano też obecność przyłączy do instalacji, które stale utrzymują naładowanie akumulatorów i ciśnienie w układzie pneumatycznym na optymalnym poziomie. Mowa tu o instalacjach, do których zwykle podpina się w remizach wozy ratowniczo-gaśnicze, by strażacy jadący do pożaru nie musieli czekać na przykład na napompowanie powietrza.














