Unijna skarga na normy CO2 wobec naczep – producenci próbują zatrzymać absurd

W nawiązaniu do tekstów: Rynek naczep czeka cała masa absurdów – co dalej z normami emisji CO2? oraz Pięć ciężarowych marek spełniło normy CO2 na 2025/2026, dwie nadal walczą o uniknięcie kar

Poziom emisji CO2 jest wprost proporcjonalny do tego, ile kopalnianego paliwa musi zostać zużyte w silniku spalinowym danej ciężarówki. Tym samym wyznaczenie norm emisji CO2 dla naczep i przyczep – czyli pojazdów pozbawionych silników spalinowych – może wydawać się absurdalnym pomysłem. A jednak, Bruksela postanowiła takie normy nałożyć, co właśnie skutkowało skargą złożoną do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Cała grupa niemieckich producentów, obejmująca tak znane marki, jak Fliegl, Kögel, Krone, Langendorf, Schmitz Cargobull, Schwarzmüller, System Trailers oraz Wecon, postanowiła zaskarżyć unijne zasady w europejskim trybunale. Firmy domagają się zniesienia norm emisji CO2 dla naczep i przyczep, uznając je za niesprawiedliwe, nierealistyczne i stanowiące bezpośrednie zagrożenie dla branży oraz całej gospodarki.

By zrozumieć tę skargę, trzeba cofnąć się do opisu unijnych wymogów. Te odnoszą się do wpływu danej naczepy lub przyczepy na emisję CO2 występującą w pojeździe ciągnącym. Komisja Europejska oczekuje, by w okresie 2025-2030 średni poziom tego wpływu zmalał o 10 procent (dla naczep) lub 7,5 procenta (dla przyczep). Ma to objąć wszystkie pojazdy na maksymalnie trzech osiach, z nadwoziami przypominającymi prostopadłościan i z dopuszczalną masą całkowitą powyżej 8 ton. Oznacza to, że nowe zasady obejmą między innymi naczepy kurtynowe, furgonowe oraz chłodnicze. Jeśli producenci takich redukcji nie osiągną, mają płacić unijne kary za każdy pojazd dostarczony na rynek.

Jak natomiast odpowiadają na to producenci? Zdaniem wymienionych marek, które zdecydowały się złożenie skargi, osiągnięcie tej 10-procentowej redukcji jest tak trudnym zadaniem, że może przełożyć się na ograniczenie ładowności lub przestrzeni ładunkowej w pojazdach. To z kolei może skutkować sytuacją, w której nowe naczepy w mniejszym stopniu obciążą ciągniki, ale będą wymagały wykonywania większej ilości tras. Ewentualnie producenci mogą trzymać się obecnych konstrukcji, godząc się z unijnymi karami. Tutaj jednak wyliczono, że na dłuższą metę mogłoby to skutkować 40-procentowym wzrostem cen naczep i przyczep, obciążając firmy transportowe.

Jako ciekawostkę dodam, że kilka dni temu w Holandii zaprezentowano naczepę, która pozwala ograniczyć emisję CO2 w ciągniku o całe 12 procent. Jest to tak zwana naczepa pasowa, przeznaczona do przewozu ziemniaków luzem. Wystarczy jeden rzut oka na ten pojazd, by zdać sobie sprawę jak ogromnych zmian w konstrukcji oraz jak dużych wyrzeczeń w zakresie możliwości przewozowych wymagałoby osiągnięcie podobnej redukcji CO2 w „firance” lub chłodni. Poniżej zamieszczam przykładowe zdjęcia, a więcej na ten temat przeczytacie tutaj: Aerodynamiczna, ultralekka naczepa do ziemniaków – spalanie ciągnika o 12% w dół

Źródło: TrailerTotaal.nl