Słowacka policja otrzymała w ubiegłym tygodniu wezwanie do kradzieży paliwa z dwóch samochodów ciężarowych. Szybko okazało się, że sprawcy nie będzie trzeba daleko szukać, gdyż auto osobowe z bańkami na paliwo stało zaparkowane ledwie kilkadziesiąt metrów dalej.
Kradzieże miały miejsce na parkingu przy niewielkiej stacji benzynowej, na przełęczy Dargov, przy słowackiej drodze nr 19, między Koszycami a granicą z Ukrainą. Po przybyciu na miejsce funkcjonariusze zastali tam dwa ciągniki z wywrotkami – Volvo FH oraz Mercedesa Actrosa – w których sforsowano korki paliwa i wypompowano olej napędowy.
Zdjęcia okradzionych zestawów:
Jednych z pierwszym kroków podjętych przez policjantów było przejrzenie nagrań z monitoringu. Wówczas okazało się, że złodziej nie zdołał przysłonić swojej tożsamości i można w nim rozpoznać osobę zatrzymywaną już za wcześniejsze przestępstwa. Sprawca był też na tyle zuchwały, że postanowił zatrzymać się na noc w domku na wynajem, położonym zaledwie kilkadziesiąt metrów od miejsca kradzieży. Co więcej, zaparkował przed tym domkiem swojego Forda Focusa, w którym umieścił zbiorniki ze skradzionym paliwem. Jeden z nich leżał zupełnie na widoku, na tylnej kanapie. Jakby natomiast tego wszystkiego było mało, podczas kradzieży zapomniał o jednym z korków na zbiornik. Pozostawił go na miejscu przestępstwa, co stanowiło dodatkowy dowód.
Mężczyzna został zatrzymany i oskarżony o kradzież mienia. Może się jednak okazać, że uniknie poważniejszych następstw, z uwagi na bardzo pobłażliwy charakter słowackich przepisów, złagodzonych reformą z 2024 roku. Otóż jeśli wartość skradzionego paliwa nie przekraczała 700 euro, a więc było to mniej niż około 460 litrów, sprawa zostanie potraktowana jako zwykłe wykroczenie. Maksymalna kara w takim przypadku wynosi zaledwie 331 euro. Dopiero przy wartości łupu powyżej 700 euro można na Słowacji mówić o przestępstwie, zagrożonym wyższą grzywną lub karą pozbawienia wolności na okres od 3 miesięcy do 5 lat.














