UE przygotuje nową listę czynów zakazanych w transporcie – czy da się pogodzić interesy wschodu i zachodu?

mercedes_atego_euro6_823_test_40ton_16

Już wkrótce w Unii Europejskiej miała pojawić się nowa kwalifikacja poważnych naruszeń przepisów w transporcie drogowym. Firmy dopuszczające się tych naruszeń miały mieć poważnie utrudniony dostęp do klientów na terenie Europy, co wymusiłoby na nich zmianę sposobu działania lub po prostu wycofanie się z rynku. Dzięki temu chciałoby się ograniczyć pogarszanie warunków socjalnych w transporcie, walczyć z nadużyciami w postaci nielegalnego kabotażu, a przy okazji polepszyć kontrolę nad przewozami.

Parlament Europejski postanowił jednak zatrzymać nowe przepisy, o czym zadecydował na swoim wtorkowym posiedzeniu. Całą sprawę zablokowała komisja ds. transportu i turystyki europarlamentu, według której nowe przepisy mogłyby szkodzić przewoźnikom, a ponadto nie uwzględniono w nich żądań kierowców. Trudno się tutaj zresztą nie zgodzić, że taka lista wykroczeń musi być wręcz idealnie dopracowana, aby nie szkodzić firmom z poszczególnych części Europy, a jednocześnie odpowiednio zadbać o ich pracowników. Z jednej strony mamy bowiem firmy z Zachodu, które podkreślają, że w odrzuconej we wtorek kwalifikacji naruszeń przepisów zabrakło kilku istotnych zapisów, które utrudniłyby na przykład otwieranie fikcyjnych firm na wschodzie Europy i zatrudniania tam kierowców za bardzo niskie stawki do pracy wykonywanej faktycznie na Zachodzie. Tymczasem firmy z naszej części Europy miały obawy, że nowe przepisy zniszczą je przez nakładanie dodatkowych wydatków w postaci na przykład dodatków na hotele dla kierowców. Dla wielu przedsiębiorstw takie zmiany oznaczałyby konieczność całkowitej zmiany systemów pracy i utratę konkurencyjności.

Komisja Europejska oczywiście nie porzuca pomysłu i przygotuje kolejną wersję takiej kwalifikacji czynów zabronionych. Osobiście czekam na nią z bardzo dużym zainteresowaniem, bo pogodzenie interesów Zachodu i Wschodu będzie bardzo trudne.