
Komenda Główna Państwowej Straży Pożarnej przypomniała dzisiaj o 33. rocznicy pożaru lasu pod Kuźnią Raciborską. Wydarzenie to, prawdopodobnie wywołane iskrą z hamującego pociągu, po dziś dzień nazywane jest jednym z najpotężniejszych pożarów w powojennej Europie, obejmując ponad 9 tys. hektarów przy silnych wiatrach i temperaturach dochodzących do 40 °C. Nadal wrażenie robi też skala akcji gaśniczej, w której uczestniczyło ponad tysiąc wozów strażackich, pięćdziesiąt cystern kolejowych, trzydzieści samolotów, liczne śmigłowce, a nawet pojazdy gąsienicowe. Działania te rozpoczęły 26 sierpnia 1992 roku, sytuację opanowano 30 sierpnia, a dogaszanie pożaru zakończyło się dopiero w połowie września. Niestety nie obyło się też bez ofiar śmiertelnych – podczas działań zginęło dwóch strażaków, pochodzących z Raciborza oraz z Kłodnicy pod Kędzierzynem-Koźlem.

Historyczne zdjęcia oraz filmy, prezentujące walkę z żywiołem, wiele mówią o zmianach w garażach polskich strażaków. Szczególnie symboliczne jest przy tym zdjęcie jednego ze spalonych wozów, które regularnie pojawia się w mediach i wręcz zaskakuje faktem, że wykonano je właśnie latem 1992 roku. Sylwetka pojazdu ze zdjęcia wydaje się bowiem pochodzić z kompletnie innej epoki, w tym wręcz ze wczesnych lat powojennych. I nie ma w tym żadnej pomyłki, gdyż tym charakterystycznym wozem, wiozącym do akcji strażaków z OSP Sławięcice pod Kędzierzynem-Koźlem, był Magirus-Deutz Mercur 125A. Model ten wywodził się jeszcze z 1951 roku i pozostał w produkcji do początku lat 60-tych, a omawiany egzemplarz prawdopodobnie dotarł do Polski w ramach zachodnich darów. Jako ciekawostkę mogę też dodać, że od Magirusa-Deutza z tej samej epoki, choć akurat od mocniejszego modelu Jupiter, zaczęła się w 1958 roku historia przedsiębiorstwa Pekaes Warszawa (więcej na ten temat tutaj).
Słynne zdjęcie spalonego wozu z OSP Sławięcice:

Obecna flota OSP Sławięcice:

Magirus-Deutz spod Kędzierzyna już w 1992 roku mógł uchodzić za pełnoprawny zabytek, a przy tym był w Polsce dosyć egzotycznym widokiem. Czym więc jeździła większość ratowników walczących z pożarem lasu? Tutaj odpowiedź jest prosta: wszelką maścią Starów oraz Jelczy. Polskie ciężarówki kompletnie dominowały wówczas w akcji i obok siebie można było wręcz zobaczyć znaczną część historii krajowej, ciężkiej motoryzacji, od Starów 26 i 660, przez Stary 244 i 266, po Jelcze serii 300. W większości wyglądało to na sprzęt z lat 70-tych oraz 80-tych, choć część z tych pojazdów mogło też być praktycznie nowa, jako że nadal trwała produkcja wielu z wymienionych modeli. Za to sprzętu zachodnich marek, dzisiaj dominującego w remizach, nie było widać jak okiem sięgnąć. Wszystko to doskonale pokazuje nagranie, które opublikowała Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Kaliszu.
Film przedstawiający dziesiątki wozów w akcji:











