Trzy różne ciężarówki, jedna trasa do Rumunii – porównanie we flocie „Dżangłery”

Widzimy się na Dżangłerze to popularna, transportowa strona na Facebooku. Każdego dnia bawi nas swoimi memami, a także angażuje się w organizację branżowych akcji i wydarzeń. Od dwóch lat jej twórcy prowadzą też firmę transportową, zbierając dotychczas flotę siedmiu zestawów. I to właśnie ta flota dotarła teraz do szczególnego momentu w życiu każdego mniejszego przewoźnika.

Dotychczas „Dżangłera” stawiała wyłącznie na ciągniki siodłowe z koncernu Volvo. W ostatnim czasie podjęto jednak decyzję o spróbowaniu czegoś nowego. Najpierw zamówiono Scanię serii R nowej generacji, a następnie wzięto na testy najnowszego Mercedesa Actrosa, powszechnie zwanego „bezlusterkowcem”.

Czy były to decyzje słuszne? Pełna odpowiedź na to pytanie pojawi się zapewne za kilka lat. By jednak wstępnie sprawdzić Scanię oraz Mercedesa, przewoźnik przygotował małe porównanie. Pod hasłem „Dżangłera Fuel Challenge” trzy ciężarówki wysłano w identyczną, niełatwą trasę. Każda miała do przewiezienia po 24 tony ładunku ze Zgorzelca do Rumunii. Trasa wiodła przy tym przez Barwinek, Słowację, Węgry, przejście graniczne Patea, miasta Baia Mare oraz Vatra Dornei, aż do Piatra Neamt na północnym wschodzie kraju. Łączny dystans to 1590 kilometrów, w większości przez tereny górzyste.

Pierwszą ciężarówką, która wyruszyła w drogę, był testowy Mercedes-Benz Actros 1848. To cześć demonstracyjnej floty „Cybertrucków”, którą od pewnego czasu można spotkać u polskich dealerów. Kolejna była Scania R450 Highline – najnowszy firmowy nabytek, który dopiero co został odebrany. Co też ważne, samochód ten jako jedyny w porównaniu miał konfigurację typu low deck. Trzecim pojazdem było zaś Volvo FH 500 z 2018 roku. Samochód ten pracuje w „Dżangłerze” od nowości i jest jednym z kilku takich egzemplarzy w firmie.

W czasie przejazdu mierzono dwa zasadnicze czynniki – zużycie paliwa oraz czas przejazdu. Trzeba też zaznaczyć, że nie było to porównanie o profesjonalnym, laboratoryjno-badawczym charakterze, lecz test bardziej życiowy, na zasadach, które zwykle stosują małe firmy transportowe. Jak wspomniałem, dwa ciągniki były „standardami”, a jeden „low deckiem”. Każdym samochodem jechał inny kierowca, a ruch na drogach oraz warunki pogodowe mogły oczywiście się różnić. Niemniej, żeby warunki były bardziej porównywalne, każda ciężarówka ruszała w trasę w niedzielę wieczorem, mając wyznaczony taki sam harmonogram.

 

A jak wypadły wyniki? Mercedes-Benz Actros 1848 dojechał do Piatra Neamt w czasie 25 godzin 8 minut i zużył 29,1 l/100 km. Scania R450 potrzebowała 25 godzin i 5 minut, a także 29,9 l/100 km. Volvo FH było natomiast najszybsze i najbardziej paliwożerne, potrzebując 23 godzin 56 minut oraz równo 32 l/100 km.

Jako że samochody nie były w stu procentach porównywalne, należy się też kilka zdań w obrony oraz dodatkowych zarzutów. Dla przykładu, Mercedesowi można zarzucić, że był to samochód demonstracyjny. Wiele osób jest zdania, że „demówki” zwykle miewają lepsze osiągi. Scania wymaga zaś obrony, jako że tworzyła zestaw typu mega. Małe koła oznaczają wyższy opór toczenia i należy wziąć na to poprawkę przy ocenianiu spalania. Volvo może natomiast bronić się faktem, że to egzemplarz z 2018 roku, a więc sprzed tegorocznych zmian w układzie napędowym. Udoskonalone wersje Euro 6 Step D podobno naprawdę mocno zyskały na ekonomiczności.

Jak natomiast test wpłynie na przyszłość firmy? Jak zapewne się domyślacie, akcje modelu FH straciły w firmowych oczach. Wiadomo też, że w najbliższych dniach do floty dojdzie kolejna Scania. Jeśli natomiast chodzi o Mercedesa, to na pewno nie zabraknie rozmów z handlowcami.