
Powiedziałbym, że kierowca ciężarówki powinien dostać Nagrodę Nobla, bo uratował życie innym. Jak widać, zderzył się z autobusem, ale w ostatniej chwili skręcił w prawo i uszkodził własny pojazd. To jedna z nielicznych sytuacji, gdy ktoś zrobił coś takiego. Zazwyczaj zderzenie jest czołowe, a skutki tego są tragiczne.
Powyższe słowa padły z ust jednego ze strażaków, którzy zostali wysłani do wczorajszego wypadku na słowackiej drodze nr 59. Spójrzmy więc, jak doszło do tego zdarzenia i jak zachowanie kierowcy ciężarówki wpłynęło na skalę tragedii.
Wszystko wydarzyło się w nocy z niedzieli na poniedziałek, 16/17 lutego, około godziny 3 w nocy. Volvo FH ze słowackiej firmy transportowej, wykonujące przewóz drewna stosowego, poruszało się wówczas po drodze nr 59 i dojechało do miejscowości Liptovská Osada. Tymczasem od strony polskiej granicy, oddalonej o około 80 kilometrów, najechał liniowy autokar, jadący na trasie z Krakowa do Budapesztu. Zaraz po wyjeździe z miejscowości, na krótkiej prostej między dwoma łukami, autokar ten zjechał na przeciwną stronę jezdni, wprost pod wspomniany zestaw z drewnem. Kierowca ciężarówki stanął więc wówczas przed dramatycznym wyborem: zderzyć się z autokarem czołowo czy zaryzykować wjechanie do rowu, między przydrożne drzewa.
Jak już wiemy z relacji strażaków, kierowca wybrał ten drugi scenariusz, kładąc załadowany zestaw w rowie. Nadal nie pozwoliło to na całkowite uniknięcie wypadku, gdyż autokar uderzył w ciągnik na wysokości lewego zbiornika, a następnie trafił też w naczepę. Ograniczyło to jednak uszkodzenia autokaru do lewego przedniego fragmentu nadwozia, oszczędzając część zajmowaną przez pasażerów i nie odcinając dostępu do drzwi. Było to o tyle istotne, że chwilę później pojazd stanął w płomieniach i pasażerowie musieli natychmiast go opuścić.
Niestety, życia kierowcy autokaru nie udało się uratować. Zginął on w zmiażdżonej części nadwozia, rozbitej na naczepie. Uratowali się za to wszyscy spośród 25 pasażerów, w porę, o własnych siłach ewakuując się z płonącego wraku. Z tego 23 osoby odniosły tylko niegroźne obrażenia, a dwie osoby w poważniejszym stanie trafiły do szpitali. Kierowcy ciężarówki nic poważnego się nie stało i pomagał on w udzielaniu pierwszej pomocy.
Przyczyny wypadku pozostają nieznane i słowackie służby prowadzą w tej sprawie dochodzenie. Sprawa wywołała też olbrzymi rozgłos w słowackich mediach, a z uwagi na relację strażaków kierowcę ciężarówki okrzyknięto tam bohaterem. On sam stwierdził w wywiadzie, że „każdy, kto wykonuje jego zawód, zachowałby się w tej sytuacji w ten sam sposób”.














