Ten sam zestaw 2 razy utknął w tej samej okolicy – poważna pułapka w oznakowaniu

Jeśli śledzicie media społecznościowe związane z transportem, prawdopodobnie widzieliście już zdjęcia z czarnym Renault Gamy T, opublikowane wczoraj przez popularny serwis Bielskie Drogi. Pojazd ten wywołał bowiem niemałą sensację, dwukrotnie blokując się wczoraj na obrzeżach Czechowic-Dziedzic, w dokładnie tej samej okolicy, w ciągu zaledwie kilku godzin. Za pierwszym razem było to efektem desperackiej próby zawracania, za drugim zaś efektem dojechania do końca ślepej ulicy.

Omawiane zdjęcia, krążące od wczoraj w sieci:

Cała sprawa może stanowić przestrogę przed nieopatrznym wjeżdżaniem na nieprzystosowane do tego ulice, bezkrytycznym słuchaniem nawigacji satelitarnej i niesprawdzaniem miejsc, które już z daleka mogą wyglądać na nieprzejezdne. Łatwo się bowiem domyślać, że uwiecznione na zdjęciach sytuacje wywołały finansowe straty oraz skutkowały olbrzymim opóźnieniem. Muszę jednak podkreślić, że w tej całej historii kryje się dodatkowe, drugie dno, mianowicie bałagan panujący w polskim oznakowaniu…

Przyglądając się omawianym zdjęciom, postanowiłem sprawdzić, jakie zakazy musiał załamać kierowca omawianego zestawu, by znaleźć się w tak ciasnych miejscach. Zweryfikowałem to na Google Street View, gdzie znajdują się zapisy z kwietnia 2024, a więc sprzed roku. I choć spodziewałem się przy tym czegoś zupełnie innego, okazało się, że kierujący „Renówką” wcale nie musiał wjechać pod żaden zakaz. Najpierw utknął bowiem na ulicy Krętej w Czechowicach-Dziedzicach, która na wjeździe od strony drogi krajowej nr 1 nie ma żadnego zakazu (a przynajmniej nie było go w kwietniu 2024 roku). 3,5-tonowe ograniczenie pojawia się dopiero później, wymagając skręcenia na niewielkim skrzyżowaniu w lewo, ale kierowca pojechał w tym miejscu prosto, a więc zakazu nie złamał. I tutaj też trafił na pułapkę, gdyż jadąc prosto trafił na ulicę Świerkowicką, mającą ślepy charakter. Problem jednak w tym, że informacja o tym ślepym charakterze nie pojawia się z wyprzedzeniem, przy wspomnianym, niewielkim skrzyżowaniu, lecz dopiero 250 metrów dalej, gdy nie ma już żadnego pola do manewru. Najwyraźniej ktoś po prostu zapomniał ustawić odpowiedniego znaku przy przebudowie sąsiedniej drogi krajowej nr 1.

Pierwsza próba zawracania odbyła właśnie po przejechaniu tych 250 metrów. Kierowca zapewne zobaczył wówczas opóźnioną informację o ślepej ulicy i zdał sobie sprawę z zaistniałej pułapki. Po raz drugi utknął natomiast w momencie, gdy spróbował dojechać do końca ślepej ulicy, zapewne mając nadzieję, że gdzieś po drodze trafi na przestrzeń wystarczającą do zawracania. Takiego miejsca jednak tam nie ma i w końcu zestaw zatrzymał się przy niewielkim mostku, prowadzącym między gęsto porośnięte drzewa.

Ten dalszy przejazd ślepą ulicą był wyjątkowo złym pomysłem, znacznie komplikując całą sprawę i dodatkowo blokując pojazd. O ile bowiem z wcześniejszego fragmentu dałoby się jeszcze jakoś szybko wycofać, przy pomocy choć jednej osoby, to wyjazd z końca drogi wymagał naprawdę poważnej akcji. Ponadto już na ulicy Krętej kierowca mógł zauważyć, że droga przed nim jest podejrzanie wąska i może okazać się nieprzejezdna. Tutaj powinien się więc zatrzymać, sprawdzić co będzie kryło się przed nim i ewentualnie wezwać pomoc. Mówiąc więc krótko, kierujący podjął całą serię złych decyzji, generując w ten sposób poważne straty. Jeśli jednak  po drodze nie natrafił na żaden zakaz, a informacja o ślepej ulicy pojawiła się po fakcie, urzędnicy też powinni mieć z czego się tutaj tłumaczyć…

1. Zjeżdżamy z DK1 (zakazu nie ma):

2. Wjeżdżamy na ulicę Krętą (znak pokazuje, że jadąc dalej prosto zakazu nie będzie):

3. Jedziemy prosto, by nie złamać zakazu. Informacji o ślepej ulicy nie ma, choć właśnie teraz wjeżdżamy w miejsce, z którego żadnego wyjazdu już nie będzie.

4. Dojeżdżamy do kolejnego skrzyżowania. Wówczas okazuje się, że możemy pojechać wyłącznie prosto, na oznaczoną, ślepą ulicę, choć wcześniej nic tego nie zapowiadało. Możliwość skręcenia w prawo oraz uwolnienia się z pułapki zniknęła po przebudowie drogi nr 1, już kilka lat temu.