
Transport stalowych rur to temat, o którym sporo dyskutowano w 2025 roku. Było to związane z wypadkiem na holenderskiej autostradzie A4, gdzie ciągnik siodłowy z naczepą został zmuszony do bardzo gwałtownego hamowania, rury przesunęły się na kabinę, a kierowca zginął w zmiażdżonym nadwoziu. Dzisiaj natomiast o tym przypominam, gdyż również w Polsce doszło do zdarzenia z tego typu ładunkiem, choć o wyraźnie innym charakterze.
Wszystko wydarzyło się w poniedziałkowe popołudnie, około godziny 15.30, na węźle Jędrzejów Północ. Dwa zestawy z naczepami, każdy przewożący ładunek pięciu rur o masie ponad 2 ton każda, zjeżdżały tam z drogi ekspresowej S7 na drogę krajową 78. Właśnie wtedy, na ostrym łuku należącym do węzła, w pierwszym z zestawów doszło do zerwania pasów. W efekcie dwie rury stoczyły się z naczepy, w jedną z nich czołowo uderzył osobowy Mercedes-Benz Klasy C.
Na szczęście tym razem obyło się bez ofiar śmiertelnych. Kierujący drugim zestawem zdołał też zatrzymać się w bezpiecznej odległości od zdarzenia, a przy wyhamowywaniu jego zestawu nie doszło do żadnych problemów. Niemniej 40-latka kierująca Mercedesem została ranna i wymagała transportu do szpitala. To, czy 59-letni kierowca ciężarówki odpowie za kolizję, czy też za wypadek, może więc zależeć od powagi jej obrażeń oraz czasu hospitalizacji.
W połączeniu ze sprawą z ubiegłego roku nie da się ukryć, że mówimy tutaj o ładunku mającym szczególnie niebezpieczny charakter. Warto potraktować to jak przestrogę, zarówno w kwestii technik mocowania, jak i używanego sprzętu. Przy okazji może się też przypomnieć informacja o nowych przepisach z Norwegii, wchodzących w życie za dwa tygodnie. By ograniczyć zagrożenia związane z przewozem potencjalnie niestabilnych towarów, a jednocześnie uporządkować kwestię odpowiedzialności za ich mocowanie, Norwegowie postanowili nakazać stosowanie w takich transportach pisemnych instrukcji mocowania ładunku.












