Powyżej: fabryka w Trnawie widziana z powietrza
Fabryka w słowackiej Trnawie to jeden z najważniejszych zakładów w koncernie Stellantis, zdolny wyprodukować nawet 400 tys. samochodów osobowych rocznie. Naprawdę trudno być więc zaskoczonym, że obiekt ten wymaga ogromnej liczby transportów i wypadałoby go wyposażyć w odpowiednio duży parking dla oczekujących ciężarówek, z odpowiednim zapleczem dla kierowców. A jednak, patrząc na najnowsze doniesienia z Trnawy, wokół takich oczywistych spraw wciąż nie brakuje absurdów.
Choć łączny teren fabryki zajmuje 193 hektary, zaplecze parkingowe przed bramą zakładu jest stosunkowo niewielkie. To oczywiście utrudnia oczekiwanie na rozładunki, a także może tworzyć problemy z odbywaniem pauz po rozładunkach. Regularnie widuje się ciężarówki parkujące na tyłach zestawów, zastawiające alejki lub wypełniające inne prowizoryczne przestrzenie. Dlatego też wielu kierowców zaczęło parkować na skraju ulicy Automobilovej, otaczającej zakład i znajdującej się w bezpośrednim sąsiedztwie bram dla ciężarówek. Wykorzystują do tego utwardzone pobocze oraz znajdujący się tuż obok, bardzo szeroki chodnik. I powiedzmy to sobie szczerze – nikt raczej nie robi tego dla przyjemności, lecz po prostu z musu, nie mając po prostu lepszej alternatywy.

To szerokie pobocze sprawiło, że stojące ciężarówki nie blokują przejazdu. Zwykle nie ma też problemu z poruszaniem się po chodnikach, na których ruch pieszy jest zresztą minimalny. Niemniej pauzujące ciężarówki zaczęły komuś przeszkadzać i sprawa zwróciła uwagę władz gminy Zavar, przy której znajduje się fabryka. Władze te – choć chodnik nie leży na ich terenie i nie podlega bezpośrednio gminie Zavar – uznały, że pauzujących pojazdów trzeba się pozbyć, uniemożliwiając im parkowanie wokół zakładu. Zgłoszono się więc w tej sprawie do władz fabryki, wywierając w ostatnich miesiącach wielokrotne naciski w tej sprawie.
Ostatecznie władze fabryki przystały na oczekiwania władz gminy, godząc się na otoczenie fabryki metalowymi słupkami. Obiekty te zaczęły być rozstawiane w ubiegłym tygodniu, na tyle gęsto, by całkowicie uniemożliwić zatrzymywanie się na poboczach i przy chodnikach. Co więcej, słupków ma być na tyle dużo, że będą rozstawiane przez całe trzy tygodnie, szczelnie wypełniając pobocza wokół zakładu. Następnie teren ma też zostać oczyszczony ze śmieci, które niestety pozostawiła po sobie część kierowców ciężarówek. Wszystko natomiast po to, by – jak oficjalnie głosi gminny komunikat – zwiększyć bezpieczeństwo pieszych i rowerzystów.
Na zdjęciach możecie zobaczyć, jak wyglądają pierwsze ze słupków, ufundowane i rozstawione przez fabrykę. A tymczasem pozwolę sobie jeszcze na mały komentarz. Oto bowiem dochodzimy do sytuacji, w której fabryka ewidentnie nie chciała zainwestować dodatkowych środków i dodatkowej przestrzeni w stworzenie takiej ilości miejsc parkingowych dla ciężarówek, która byłaby wystarczająca dla realnych potrzeb. Ewidentnie nie chciano też inwestować w śmietniki znajdujące się przy tych prowizorycznych miejscach postoju, nie mówiąc o innych formach zaplecza. Za to fabryka przystała na pomysł zainwestowania dodatkowych środków i dodatkowej przestrzeni w wyeliminowanie ciężarówek parkujących przy chodnikach na samym skraju strefy przemysłowej. Brzmi to po prostu absurdalnie i tworzy sytuację, w której władzom gminy i fabryki bardziej zależy na garstce przypadkowych rowerzystów niż na osobach wykonujących ciężką pracę na rzecz koncernu. Wszystko to dokłada więc kolejną cegiełkę do ogólnoeuropejskiej dyskusji pod tytułem „dlaczego brakuje nowych kierowców i dlaczego osoby wykonujące już ten zawód tak często postanawiają z niego zrezygnować?”. Po raz kolejny mamy tutaj bowiem dowód na to, że kierowca ciężarówki zwykle traktowany jest jako absolutnie ostatnie ekonomicznego ekosystemu.















