Słowacki zestaw obok dwóch chińskich chłodni: Scania, Dongfeng oraz FAW

Źródło zdjęcia: pakostransport.com

Słowacka firma transportowa Pakos Transport opublikowała dzisiaj zdjęcie, które można nazwać bardzo symbolicznym. Jest to bowiem pokaz chińskiej rewolucji w transporcie, której co dzień co prawda nie widzimy, ale za naszą wschodnią granicą jest ona już w pełnym rozkwicie.

Fotografia została wykonana na urzędzie celnym w Moskwie i przedstawia trzy ciągniki z naczepami. Po naszej lewej stronie stoi Scania serii S ze wspomnianej, słowackiej firmy, a więc europejska ciężarówka należąca do europejskiego przewoźnika. Dodam, jednego z nielicznych i ostatnich przewoźników, którzy wciąż jeżdżą do Rosji, robiąc to w ramach oficjalnych wyjątków od wojennych sankcji. Obok stoją natomiast dwie chińskie ciężarówki należące do chińskich przewoźników. W jasnobrązowym egzemplarzu możemy rozpoznać Dongfenga KX (opisywanego pod tym linkiem), ten błękitny to FAW J7 Eagle (opisywany pod tym linkiem), a tablice w obu przypadkach wskazują na zarejestrowanie w mieście Qingdao na wschodnim wybrzeżu Chin. Tutaj od razu wyjaśnię, że Qingdao oddalone jest od Moskwy o około 8 tys. kilometrów, co można porównać z dwukrotnością dystansu między Moskwą a Madrytem.

Qingdao na mapie:

Z dzisiejszego punktu widzenia cała ta sprawa ma już bardzo konkretne wyjaśnienie, odnoszące się oczywiście do wojny na Ukrainie. W wyniku wspomnianych sankcji Rosjanie przestawili swoją gospodarkę na dostawy z Chin, zarówno w zakresie pojazdów i maszyn, jak i owoców lub mięsa. W efekcie rosyjskie sklepy zalały się chińską żywnością, a rosyjscy dealerzy chińskimi ciężarówkami. Chińczykom udało się też uzyskać umowy, które pozwalają im kursować po Rosji na swoich rejestracjach, na coraz szerszą skalę, a dodatkowe usprawnienie zapewniła też konwencja TIR, do której Chiny dołączyły już w 2016 roku. I tak oto doszło do sytuacji, gdy przewoźnicy z najdalszych zakątków Chin coraz częściej docierają do Rosji lub na Białoruś. Trudno się też dziwić, że korzystają ze sprzętu własnej produkcji, skoro Rosja jest już pełna autoryzowanych serwisów obsługujących FAW-y, Dongfengi, Sitraki czy Fotony.

Co natomiast mnie w tym wszystkim zastanawia, to możliwy dalszy rozwój tej sytuacji. Czy w najbliższych latach można się spodziewać rozszerzenia działalności chińskich przewoźników także na Unię Europejską? Czy trzeba będzie z tym czekać do końca wojny, czy może zmiany nadejdą szybciej? Czy do nas też będą jeździły ciągniki chińskich marek i czy za kierownicami będziemy spotykali chińskich kierowców? Na dzień dzisiejszy wiadomo tyle, że chińscy kierowcy mają problemy z wjechaniem do Unii Europejskiej, w związku z ograniczeniami wizowymi. Konieczne są więc przepinki lub przesiadki, o czym pisałem w następującym, ubiegłorocznym artykule: Dwa zestawy z Chin w tranzycie przez Polskę, bez przepinek, na chińskich tablicach. O jakichkolwiek planach zmian w tym zakresie, na przykład na zasadzie umów międzynarodowych, na razie się nie wspomina. Czas jednak pokaże, kiedy i jak może się to ewentualnie zmienić.

Zdjęcie chińskich zestawów w Polsce, z białoruskimi kierowcami: