Trzy lata temu prezentowałem Wam nową naczepę kurtynową marki Berger Ecotrail, która trafiła do firmy Transmulde Transport. Lubuski przewoźnik zdecydował się wówczas na niezwykle ciekawą konfigurację, wyposażoną w muldę do przewozu zwojów oraz aż czteroosiowe podwozie. Z tego pierwsza oraz czwarta oś okazały się skrętne, natomiast pierwsza i druga były unoszone.
Dzisiaj wracam do tego tematu, by pokazać Wam czteroosiową „Bergerkę” przy pracy. Jej właściciel, Daniel Wojtowicz, podzielił się ze mną zestawem przykładowych fotografii, a także wyjaśnił jak specjalistyczna naczepa sprawdza mu się w praktyce. Pojawiają się przy tym ciekawe parametry tonażowe, a przy okazji można się przekonać, jak ekonomiczne i ekologiczne jest podnoszenie masy całkowitej.
Najważniejszym elementem wdrażania czteroosiowej naczepy było uzyskanie stosowanych zezwoleń. W tym zakresie trzeba było skorzystać z pomocy wyspecjalizowanego podmiotu, który pozwolił zdobyć między innymi 65-tonowe odstępstwo na pięć konkretnych tras po Niemczech. Na pozostałe niemieckie trasy uzyskano stałe zezwolenie do 41,8 tony, a do tego doszły też dokumenty na 100 ton po Holandii, 90 ton po Belgii, 60 ton po Polsce oraz 48 ton po Francji i Hiszpanii. W Czechach zestaw może swobodnie ważyć 48 ton, bez żadnych specjalnych zezwoleń, a w Danii, Szwecji, Norwegii oraz Finlandii do wykorzystania są jeszcze wyższe limity.
Oczywiście korzystanie z tych zezwoleń musi odbywać się z uwzględnieniem dopuszczalnych nacisków osi. Dlatego czteroosiowa naczepa została uzupełniona o specjalnie zamówiony ciągnik, mianowicie Volvo FH 500 I-Save 6×2, o długiej ramie oraz trzeciej osi wleczonej. Łącznie tworzy to siedmioosiowy zestaw, który stworzył bardzo ciekawy kompromis między ekonomią a ponadnormatywną ładownością. Dzięki lekkiej konstrukcji naczepy mamy bowiem rozsądną masę własną, wynoszącą zaledwie 16,9 tony, a jednocześnie 500-konny silnik z systemem turbo compound pozostaje jak najbardziej wystarczający, paląc niewiele więcej niż w zwykłym transporcie.
Przykładem może być niedawna trasa z portu w Antwerpii do Łodzi, wykonana ze zwojem stali o masie 38,3 tony. Ważący około 55,2 tony zestaw musiał wówczas przejechać przez Bergen op Zoom, Venlo, Hanower oraz Drezno (taki układ wyznaczyły zezwolenia), zrobił przystanek na bazie firmy w Borowinie pod Szprotawą, a następnie przez Wrocław przejechał do Łodzi. Na całej tej trasie średnie życie paliwa wyniosło 32,5 l/100 km. Gdyby natomiast podobna ilość stali miała zostać rozdzielona na dwa mniejsze zwoje, po 19 ton każdy, łączne spalanie przewożących je ciężarówek wyniosłoby około 45-50 l/100 km.
W najbliższym czasie do Transmulde Transport ma dotrzeć kolejna tego typu naczepa. Również będzie ona miała konstrukcję czteroosiową, ale tym razem zostanie podpięta do dwuosiowego ciągnika, Scanii 500S 4×2 ze wzmocnionym mostem napędowym. Czy można więc powiedzieć, że firma trafiła w bardzo dobrą niszę? Odpowiedź na to pytanie nie jest aż taka prosta. Daniel przyznaje, że konkurencja na rynku nie należy do łatwych, przez firmy zaniżające stawki i przeładowujące pojazdy zupełnie do tego nieprzystosowane. Zwłaszcza ostatnie pół roku, z uwagi na branżowy kryzys, dało się w tej kwestii we znaki. Niemniej przedsiębiorstwu z Borowiny udało się wyspecjalizować na tyle, że już co piąty jego ładunek w zwojach przekracza standardowe parametry, wymagając dodatkowych osi i robiąc użytek z zezwoleń. Wszystko wskazuje więc na to, że nowy zestaw też będzie miał co robić.



















