Scania oraz MAN z nowymi, wspólnymi silnikami diesla – plan na nadchodzące normy

Ledwie pięć lat dzieli nas od wejścia w życie nowych norm dla samochodów ciężarowych. Od 2025 roku gamy pojazdów poszczególnych marek będą musiały emitować o 15 proc. mniej CO2, niż emitują w roku bieżącym. W największym skrócie oznacza to zaś, że będą musiały zużywać o 15 proc. mniej oleju napędowego.

Jaki pomysł mają na to producenci? Swój plan przedstawiła w tym tygodniu volkswagenowska grupa Traton, do której należą marki MAN, Scania. Prezes grupy mówił o dwóch zasadniczych projektach, dzięki którym nowe normy powinny zostać spełnione. Mowa tutaj o udoskonaleniu silników diesla oraz o seryjnej produkcji pojazdów elektrycznych.

W przypadku diesli mowa o 13-litrowych jednostkach, które mają charakteryzować się znacznie niższym apetytem na paliwo. Pierwsze egzemplarze udoskonalonych silników powinny pojawić się już pod koniec 2020 roku. Wówczas trafią one do ciężarówek marki Scania. Nieco później zobaczymy je natomiast w ciężarówkach marki MAN.

Druga sprawa to natomiast pojazdy elektryczne. Tutaj Traton chwali się aż miliardem euro zainwestowanym w rozwój elektrycznych układów napędowych. Również i ta technologia ma być wspólna, będąc dzielonym między Scanie oraz MAN-y. Prawdopodobnie dojdą też do tego rozwiązania z wodorem oraz pantografami, testowane już obecnie przez Scanię.

Czy natomiast wszystko to oznacza, że MAN oraz Scania wkrótce będą oferowali dokładnie te same silniki? Na to wygląda. Oficjalnym celem grupy Traton jest bowiem zunifikowanie napędów do poziomu 80 procent. Innymi słowy, cztery na pięć elementów układów napędowych ma być wykorzystywanych zarówno w Scaniach, jak i w MAN-ach.

Podkreśla się jednak, że unifikacja nie obejmie nadwozi. Te nadal mają być oddzielnymi projektami, dzięki czemu Scania oraz MAN zachowają nieco ze swojej specyfiki.