Unia Europejska naciska na producentów ciężarówek, narzucając im, by już w ciągu pięciu lat wersje elektryczne stanowiły blisko połowę sprzedaży nowych samochodów ciężarowych. W odpowiedzi na to producenci przygotowali całe gamy elektryków, ale przewoźnicy nie chcą ich kupować, z uwagi na bardzo wysokie ceny oraz ograniczoną praktyczność. Sytuacja pozostaje więc patowa i wszyscy czekają co wydarzy się dalej. Jest bowiem niewykluczone, że w ramach promowania elektryków władze pójdą w stronę sztucznego zawyżania kosztów jazdy ciężarówkami spalinowymi, na przykład podnosząc ceny oleju napędowego (szersze wyjaśnienie tutaj).
Tymczasem z Ameryki docierają przykłady na jeszcze większe skomplikowanie całej sytuacji. Tam próby narzucenia przesiadki na ciężarówki elektryczne skończyły się bowiem serią pozwów sądowych, a także postawieniem producentów ciężarówek przed sprzecznymi wymogami. Doszło wręcz do tego, że jeden ze stanów zaskarżył producentów, natomiast inny stan sam został przez producentów zaskarżony. Z europejskiego punktu widzenia można potraktować to jako przestrogę, więc spójrzmy co dokładnie się wydarzyło.
Źródło problemu, czyli wymagania
Poprzednia amerykańska administracja miała podobne podejście, jak władze Unii Europejskiej, licząc na szybką elektryfikację transportu. Dlatego władze federalne zgodziły się na propozycję władz stanowych z Kalifornii, zakładającą, by do 2035 roku co najmniej 75 procent ciężkich samochodów ciężarowych miało napęd na prąd.
W odpowiedzi na to amerykańska „wielka czwórka” – tworzona przez koncerny Paccar (Peterbilt i Kenworth), Volvo (Volvo i Mack), Daimler (Freightliner i Western Star) oraz Volkswagen (International) – zawarła porozumienie nazwane Clean Truck Partnership. Jego celem miało być solidarne dążenie w stronę elektryfikacji ciężarówek, by spełnić w ten sposób wymagania z Kalifornii, a przy okazji też promować bezemisyjne ciężarówki na rynkach innych stanów.
Sytuacja zmieniła się jednak po dojściu władzy Donalda Trumpa. Nowa administracja natychmiast wycofała się z proelektrycznej polityki poprzedników i zniosła zgodę dla kalifornijskich wymogów. W efekcie procentowe normy z Kalifornii powinny zostać odwołane.
Odpowiedz nr 1, czyli Nebraska
Pomimo zmiany wprowadzonej przez Trumpa, producenci ciężarówek postanowili utrzymać w mocy porozumienie Clean Truck Partnership. Uznali, że nie zaprzestaną dążenia do elektryfikacji transportu, dalej rozwijając technologie, w które zainwestowano już miliony. To z kolei wzbudziło ostry sprzeciw władz stanu Nebraska.
Politycy z Nebraski stwierdzili, że dalszy nacisk na rozwój ciężarówek elektrycznych narazi przewoźników na dodatkowe koszty, a jednocześnie wprowadzi na rynek pojazdy nieodpowiadające realnym potrzebom firm. Tym samym porozumienie Clean Truck Partnership uznano za szkodliwe dla obywateli oraz gospodarki. Zażądano jego rozwiązania i zwrócono się w tej sprawie do sądu.
Dwa dni temu, 11 sierpnia 2025 roku, Nebraska ogłosiła swój sukces. Prokuratura stanowa zawarła bowiem porozumienia z producentami ciężarówek, skłaniając ich do uznania porozumienia Clean Truck Partnership za nieważne. Innymi słowy, producenci mieli zgodzić się na porzucenie swoich elektrycznych założeń.
Odpowiedź nr 2, czyli Kalifornia
Pomimo zmiany wprowadzonej przez Trumpa, Kalifornia postanowiła utrzymać swoje wymagania. Nie przestano więc wymagać, by do 2035 roku co najmniej trzy czwarte kalifornijskiego rynku ciężkich ciężarówek stanowiły wersje elektryczne. Co więcej, władze Kalifornii nie przestały nawet wymagać spełniania mniejszych celów ekologicznych, wyznaczających określony odsetek elektryków dla każdego kolejnego roku modelowego. Za niespełnienie tych norm dalej moją grozić finansowe kary.
Dla producentów ciężarówek – planujących swoje inwestycje, premiery oraz moce produkcyjne z większym wyprzedzeniem – stworzyło to patową sytuację. Władze Kalifornii zaczęły bowiem oczekiwać spełnienia norm, które według władz ogólnokrajowych powinny zostać zniesione. Dlatego wszystkie cztery koncerny postanowiły udać się z tą sprawą do sądu. Oczekują tam wyjaśnienia sytuacji i wskazania przepisów, za którymi mają podążać. Chcą też zmusić Kalifornię do przyjęcia stanowiska zgodnego ze stanowiskiem federalnym.
Informacja o zawiązaniu pozwu pojawiła się ledwie wczoraj, 12 sierpnia 2025 roku. Tym samym nie wiadomo jeszcze jak będzie wyglądała odpowiedź Kalifornii i jaka przyszłość czeka tamtejszy rynek samochodów ciężarowych.












