Powyżej: transport przedstawiony na krótkim filmie
Choć ten transport odbywał się na dystansie zaledwie 3 kilometrów, a znaczna część trasy prowadziła po płycie lotniska, nadal było to jedno z najciekawszych przedsięwzięć zrealizowanych w 2024 roku. Wszystko przez bardzo nietypowy charakter ładunku, w postaci 79-letniego wodnosamolotu Hawaii Mars.
Samoloty tego typu zostały zaprojektowane w latach 30-tych ubiegłego wieku, jako pływające bombowce patrolowe dalekiego zasięgu. Wyprodukowano je w zaledwie siedmiu egzemplarzach, na zlecenie armii Stanów Zjednoczonych, a ten widoczny na zdjęciach, nazwany Hawaii Mars, został ukończony w ostatnich dniach II Wojny Światowej. Jego kariera w amerykańskim wojsku była wyjątkowo krótka, wszak idea bombowców tego typu szybko została uznana za przestarzałą. Za to wodnosamolot świetnie sprawdził się w kanadyjskich służbach ratunkowych, po tym jak na początku lat 60-tych przebudowano go na maszynę gaśniczą. Przez całe dekady był wykorzystywany do gaszenia lasów w prowincji Kolumbia Brytyjska, mając zdolność zrzucania nawet 37 ton wody w ciągu zaledwie 22 sekund.
Widok na transport od boku:
Po wielokrotnych modyfikacjach, dopiero w 2015 roku Hawaii Mars został skierowany na zasłużoną emeryturę. Następnie, latem 2024 roku, postanowiono przekazać go do kanadyjskiego muzeum lotniczego BC Aviation Museum, przylegającego do lotniska w nadmorskim mieście Victoria. Problem w tym, że wodnosamolot nie był w stanie dotrzeć do muzeum o własnych siłach, gdyż jego konstrukcja zupełnie nie przewidywała możliwości poruszania się po lądzie. Maszyna musiała więc wylądować w pobliskiej, morskiej zatoce, by tam zostać podniesionym przez żuraw i trafić na pokład ciężarówki. To natomiast stworzyło ładunek o niezwykle ciekawych parametrach, wszak Hawaii Mars okazuje się samolotem znacznie szerszym niż dłuższym, mając zaledwie 37 metrów długości kadłuba i ponad 60 metrów rozpiętości skrzydeł. Jedynie waga nie była wyzwaniem, gdyż masa nieobciążonego wodnosamolotu zamykała się w mniej niż 40 ton.
Ponad 60-metrowa szerokość uczyniłaby transport wyjątkowo trudnym wyzwaniem. Jednocześnie organizatorom przedsięwzięcia bardzo zależało na niedemontowaniu skrzydeł. Dlatego maszynę postanowiono ustawić bokiem do kierunku jazdy, przygotowując w tym celu specjalną naczepę, z układem podwozia idealnie dopasowanym do kadłuba oraz do jednego z pływaków pod skrzydłami. Powstała ona na bazie prostej ramy, która została oparta na czterech wózkach jezdnych, każdym liczącym po dwie osie na podwójnym ogumieniu. Z przodu podpięto ciągnik Western Star 4900SF, amerykański model typowy dla kanadyjskiego rynku, podstawiony przez lokalną firmę Nickel Brothers Moving. To przedsiębiorstwo specjalizujące się na co dzień w transporcie kompletnych domów.
Nawet w tym bocznym ustawieniu, wodnosamolot nadał transportowi około 37 metrów szerokości. Dlatego opuszczanie nabrzeża oraz manewrowanie w kierunku muzeum zamieniło się w niezwykle precyzyjną operację, a pokonanie 3 kilometrów zajęło ciężarówce cały dzień. Szczególnym problemem był elementy lotniskowego ogrodzenia, obok których przejeżdżano z dosłownie kilkucentymetrowym zapasem. Za to lotnisko było o tyle pomocne, że pozwoliło pokonać część trasy po pasie startowym, zamiast przeciskać się po wąskich drogach. W tym celu wydano stosowne zezwolenie, a także przygotowano stalowe płyty wzmacniające, dzięki którym zestaw mógł przemieszczać się między różnymi nawierzchniami.
Widok na transport od przodu:













