Zdjęcie opublikowało Freiwillige Feuerwehr der Stadt Kleve.
Ciągnik siodłowy przeciągany bokiem po pianie gaśniczej to nietypowy widok, który można było ostatnio zobaczyć na niemiecko-holenderskim pograniczu. Wszystko przez próbę wykonania zbyt ciasnego manewru.
MAN TGS z cysterną paliwową pojawił się w sobotni poranek na stacji benzynowej w niemieckiej miejscowości Kleve. Kierowca zestawu wjechał przy tym w ciasną przestrzeń za budynkiem stacji, stanowiącą dojazd do kilku prywatnych garaży. Tam też postanowił wykonać zawracanie, prawdopodobnie po to, by uniknąć cofania ze stacji wprost na ulicę. Jak jednak pokazała praktyka, do bezpiecznego wykonania tego manewru zabrakło co najmniej kilkudziesięciu centymetrów.
Podczas zawracania tylny zwis naczepy zaszedł na garaże, uszkadzając dwie bramy oraz fragment murowanej konstrukcji. Pojawiło się wręcz niebezpieczeństwo zawalenia budynku z uwagi na pęknięcie sięgające samego końca jednego z garaży. Za to sama cysterna została zablokowana w miejscu, tworząc zestaw złamany o ponad 90 stopni, a w jej wnętrzu wciąż znajdował się pełny ładunek benzyny. Dlatego na miejsce wezwano straż pożarną, ochotnicze pogotowie techniczne (THW), a także lokalne przedsiębiorstwo pomocy drogowej.
Szukając sposobu na uwolnienie pojazdu, ratownicy zdecydowali się na dosłowne przesunięcie MAN-a, dociągając jego oś napędową do budynku stacji. W ten sposób chciano zyskać wspomniane kilkadziesiąt centymetrów dla naczepy. Jak jednak przeprowadzić taki manewr z użyciem ciężkiego, w pełni załadowanego zestawu? Główną rolę odegrał ciężki holownik pomocy drogowej, zabudowany na bazie klasycznej Scanii serii 3 Torpedo. Podpiął on MAN-a za tylny kraniec ramy, wykorzystując do tego dwie wyciągarki. By natomiast ułatwić holownikowi zadanie, z pomocą przyszła woda ze środkiem pianotwórczym, którą strażacy pokryli miejsce zdarzenia. Dzięki temu oś napędowa MAN-a miała zapewniony pewien poślizg i można było przesuwać ją bokiem.
Całą akcję udało się zakończyć bez zawalenia garażu i bez rozszczelnienia cysterny. Łącznie uczestniczyło w niej 13 strażaków i 15 ochotników z THW, a czas działania wyniósł niemal pięć godzin.
A skoro już o pianie mowa, to od razu na myśl może przychodzić słynne wydarzenie z 1 listopada 2011 roku, z portu lotniczego Warszawa-Okęcie. Tam co prawda nie przeciągano po placu żadnej ciężarówki, lecz przyziemiano potężnego Boeinga 767, w którym doszło do awarii podwozia. Ważąca ponad 100 ton maszyna musiała wylądować i wyhamować dosłownie na kadłubie, a niezbędny do tego celu poślizg zapewniła właśnie piana gaśnicza, którą pokryto niemal całą długość pasa startowego. Ta akcja też zakończyła się sukcesem i przysporzyła światowej sławy polskiemu pilotowi, Tadeuszowi Wronie.


















