Witam w majowym artykule z serii „Sesja Miesiąca”, przygotowywanej we współpracy z fotografem Heńkiem Anielskim (Ciężarówki w obiektywie spottera). Staramy się tu prezentować samochody ciężarowe od jak najciekawszej strony, wyszukując egzemplarze z interesującą historią lub wyróżniającymi się modyfikacjami. Zwieńczeniem projektu są doroczne kalendarze ścienne, a wszystkie dotychczasowe sesje możecie przejrzeć pod tym linkiem. Jeśli natomiast macie swoją kandydaturę pojazdu do opisania, zachęcamy do przekazania jej mailowo, pod adresem [email protected].
Dzisiejszy artykuł rozpoczniemy od przywołania problemu, który szczególnie często wymienia się we współczesnym transporcie. Mowa tutaj o niedoborze młodych kierowców ciężarówek, skutkującym niebezpiecznie szybkim starzeniem się całej grupy zawodowej. Sytuacja ta rodzi oczywiście liczne dyskusje, dotyczące między innymi zarobków, wizerunku, infrastruktury, a także sprowadzania kierowców z Azji lub Afryki. Dlaczego natomiast wspominam o tym we wstępie do „Sesji Miesiąca”? Otóż właśnie zdałem sobie sprawę, że będzie to już trzecia „Sesja” z rzędu, w której poznamy historię młodego kierowcy (po marcowej historii Damiana oraz kwietniowej Bartosza). Trudno więc o bardziej wymowny przykład na to, że pod warunkiem pozostawienia w pracy pewnego miejsca na pasję, transport wciąż potrafi fascynować kolejne pokolenia.
Po tym nieco zbyt długim wstępie przenosimy się do firmy Ja-Tiw Usługi Transportowe z Adamowa w województwie łódzkim. Przedsiębiorstwo to zostało założone w 2014 roku, gdy Tadeusz Sroka, kierowca z ponad 20-letnim doświadczeniem, zdecydował się na zakup własnego ciągnika. W jego ręce trafiła wówczas używana Scania R420 Euro 4, pozbawiona wtrysku AdBlue, a za to wyposażona w dwie turbiny. Wariant ten znany był niegdyś jako problematyczny i niestety taki też okazał się w praktyce. Niemniej sam pomysł z pójściem na swoje jak najbardziej wypalił i już w 2016 roku w firmie pojawił się kolejny ciągnik oraz kolejny kierowca. Tym nowym pojazdem znowu była używana Scania R420, choć już w znacznie lepszej wersji Euro 5, a nowym kierowcą okazał się sam Jakub Sroka, syn Tadeusza.
Jakub skorzystał z możliwości wcześniejszego uzyskania kategorii C+E, odbywając w tym celu rozszerzony, pełny kurs na kwalifikację wstępną. Dzięki temu za kierownicą jednego z rodzinnych ciągników zasiadł już w wieku 19 lat. Zaczął od wspomnianej Scanii R420, z niej przesiadł się na wczesne Volvo FH 500 czwartej generacji, a następnie, w 2022 roku, dostał w swoje ręce kolejną Scanię, tym razem R450 Euro 6 Highline z kabiną nowej generacji. Od tej „euro szóstki” zaczęła się też jego poważniejsza przygoda z tuningiem. Ciągnik trafił bowiem do firmy jako zupełnie standardowy, używany egzemplarz w kolorze srebrnym, a po trzech latach wyróżniał się już gustownym oklejeniem, dodatkami oświetleniowymi, kilkoma zmienionymi panelami nadwozia oraz zmodyfikowanym wnętrzem. W ogromnej mierze było to zasługą własnoręcznej pracy Jakuba, wykonywanej w chwilach wolnych od jazdy.
W 2025 roku, gdy prace przy Scanii R450 można było już uznać za zakończone, nadszedł czas na kolejne zmiany. Jakub przekazał swój były ciągnik ojcu, natomiast on sam otrzymał zaszczyt skonfigurowania i objęcia pierwszej fabrycznie nowej ciężarówki w firmie. Wybór ponownie padł na Scanię, ale tym razem nie był to żaden z powszechnie spotykanych wariantów. Na zamówieniu pojawiła się bowiem wersja 560S Super CS20 Normal, wyposażoną w najmocniejszy wariant rzędowego silnika, wysoko umieszczoną kabinę o płaskiej podłodze, a jednocześnie tylko niewielkie podwyższenie dachu, idące w parze z brakiem ospojlerowania.
Wybór tej konkretnej specyfikacji wiązał się między innymi ze specyfiką pracy panów Sroka, polegającej na międzynarodowym transporcie zbóż oraz kruszyw. Przy takiej pracy, wykonywanej oczywiście z wywrotkami, istotna jest zarówno dynamika, jak i niska masa własna, natomiast 560-konny silnik z serii Super zapewnił atrakcyjne osiągi przy masie o nawet 400 kilogramów mniejszej niż w „V-ósemce”. Jeśli zaś chodzi o kabinę, to dach typu Normal idealnie zagrał się z wywrotką marki Bodex o pojemności 60 m3, a w połączeniu z płaską podłogą zapewnił też nadspodziewanie komfortowe miejsce pracy. Sam Jakub przyznaje, że przy jego wzroście 173 centymetrów odmiana CS20 Normal wydaje się wręcz wygodniejsza niż popularna kabina CR20 Highline z poprzedniego ciągnika. Tunel nie przeszkadza tutaj bowiem w poruszaniu się po wnętrzu, a 180 centymetrów wysokości wewnętrznej jest w pełni wystarczające.
Patrząc na ciągnik dzisiaj nie da się też ukryć, że niższy wariant nadwozia wiązał się z planami tuningowymi. Dysponując ciągnikiem od nowości Jakub postanowił bowiem stworzyć projekt idealnie wpisujący się w nurt „oldschoolowego tuningu”. Dlatego na pozbawionym spojlerów dachu szybko pojawił się klasyczny bagażnik dachowy, na jakim kierowcy z lat 70-tych wozili swoje bagaże w dalekie trasy. Za kabiną pojawiła się też narożnikowa drabinka, dająca dostęp do tego bagażnika. Cała ta konstrukcja powstała własnymi siłami Jakuba. Ponadto młody kierowca zaangażował się w modyfikacje wnętrza, w którym zaczęło królować połączenie alcantary, skóry oraz kultowego, duńskiego pluszu. Kierowca zakupił w tym celu tapicerki foteli, pokrycie podłogi, wypełnienie boczków drzwiowych oraz firanki, a resztę prac wykonał własnoręcznie. Z zewnątrz wszystko to zwieńczyło aluminiowe orurowanie sprowadzone z Grecji, dodatki oświetleniowe w kolorze pomarańczowym, duża tablica z nazwą firmy, dokładka pod zderzak przedni oraz powiększona osłona przeciwsłoneczna.
W tak przygotowanym ciągniku, jeszcze przed 30. urodzinami, Jakub doczekał 10-lecia swojej pracy w transporcie. Jego trasy prowadzą obecnie głównie do Niemiec oraz do Czech, najczęściej trwają od poniedziałku do piątku, a jazda często odbywa się w godzinach nocnych. Każdy dzień jest tu więc okazją, by nacieszyć się oświetleniem ciągnika, zarówno tym zewnętrznym, jak i wewnętrznym. Ponadto szara Scania 560S nierzadko porusza się w towarzystwie drugiego, również bardzo atrakcyjnego ciągnika, czyli wspomnianej Scanii R450. Innymi słowy, ojciec i syn często sobie tutaj towarzyszą, przez co firma Ja-Tiw może robić podwójne wrażenie na drodze. Jak na razie plany są też takie, by trzymać się tego rodzinnego układu, nie zwiększając ani liczby ciągników, ani liczby kierowców.
Pełna sesja zdjęciowa:





















































