Po kilku latach naprawdę niezliczonych zapowiedzi, MAN przekazał do klienta pierwszy elektryczny egzemplarz modelu TGX. Co natomiast wyróżniło to przekazanie na tle innych elektryków, to fakt, że mowa o ciągniku typu low deck.
Przez ograniczony zasięg oraz utrudniony dostęp do ładowarek, elektryczne ciągniki pozostają sprzętem nadającym się głównie na stałe trasy. To natomiast stawia je w kręgu zainteresowania logistyki kontraktowej, w tym na przykład stałych dostaw do fabryk motoryzacyjnych. A że branża automotive zdominowana jest przez naczepy typu mega, MAN postanowił, że elektryczny model eTGX już od dnia pierwszego będzie dostępny w wersji typu low deck.
Pierwszy seryjnie wyprodukowany egzemplarz modelu eTGX trzymał właśnie tę obniżoną konfigurację. Trafił przy tym do niemieckiego przewoźnika Elflein Transport i będzie wykorzystywany na zlecenie firmy Dräxlmaier Group, wytwarzającej podzespoły elektryczne dla samochodów. Jego stałą pracą będą dostawy do fabryki marki Porsche w Lipsku.
Siodło prezentowanego ciągnika znajduje się na poziomie zaledwie 95 centymetrów. Mimo to przy podwoziu udało się zamontować stosunkowo duży zestaw sześciu baterii, o użytecznej pojemności 480 kWh. Coś takiego powinno zapewnić około 400 kilometrów zasięgu na jednym ładowaniu. Maksymalna moc tego ładowania to 375 kW, co oznacza możliwość przywrócenia 100 kilometrów zasięgu w ciągu około 20 minut. Co też ciekawe, MAN eTGX jest dostępny w dwóch wersjach osiągów, oferujących 450 lub 544 KM mocy stałej, a Elflein Transport zdecydowało się na słabszy z nich.















