Pięć marek spełniło normy CO2 na 2025/2026, dwie nadal walczą o uniknięcie kar

Unijne normy w zakresie emisji CO2 są obecnie głównym wyzwaniem dla europejskich producentów ciężarówek. Jeśli bowiem firmy nie zdołają tych wymagań spełnić, spotkają się z gigantycznymi karami. Jak natomiast producenci radzą sobie z tym obecnie? Organizacja badawcza International Council on Clean Transportation (ICCT) postanowiła to sprawdzić, przedstawiając to w swoim raporcie.

W chwili obecnej producenci walczą o zrealizowanie unijnych celów na okres 2025/2026. Wymagają one, by ciężarówki dostarczane do klientów w okresie od 1 czerwca 2025 roku do 30 czerwca 2026 roku miały emisję CO2 na poziomie średnio 15 procent niższym niż w przypadku pojazdów z okresu od 1 czerwca 2019 roku do 30 czerwca 2020 roku.

Tutaj wyjaśnię, że emisja CO2 przez silniki spalinowe jest wprost proporcjonalna do użycia paliwa. Jednym z podstawowych sposobów na spełnienie powyższych oczekiwań byłoby więc 15-procentowe ograniczenie spalania we wszystkich modelach występujących w ofercie. Jest też jednak inna droga, mianowicie zwiększanie sprzedaży pojazdów elektrycznych. W ich przypadku nalicza się zerową emisję CO2, co wyraźnie obniża średnią całej marki.

Zdaniem ICCT, pięć marek „wielkiej siódemki” zdołało już spełnić omawiane wymogi. W kolejności alfabetycznej są to: DAF, Man, Renault Trucks, Scania oraz Volvo Trucks. Za to dwie kolejne marki, Mercedes-Benz Trucks oraz Iveco, nadal walczą o spełnienie celu. Według wyliczeń ICCT, w przypadku Mercedesa jest już do tego bardzo blisko, tym bardziej, że firma rozkręca obecnie dostawy elektrycznych Actrosów. W przypadku Iveco sytuacja ma wyglądać wyraźnie gorzej, między innymi dlatego, że Włosi dostarczyli w 2024 roku tylko 16 ciężkich elektryków. Iveco musi więc szybko rozpocząć dostawy nowego modelu S-eWay, pokazanego wiosną bieżącego roku.

Nowe Iveco S-eWay z zasięgiem 600 km, opisywane tutaj:

Raport ICCT ma wstępny charakter. W pełni oficjalne raporty, składane przez samych producentów, mają pojawić się w roku 2027. Wówczas unijne władze dokonają ich weryfikacji i podejmą decyzje o ewentualnych karach. Te ostatnie mają wynosić nawet… 100 milionów euro za każdy nieosiągnięty procent normy, w każdym roku. Jeśli więc któryś z producentów zdoła obniżyć emisję CO2 o 12 zamiast 15 procent, za każdy rok z taką sytuacją zapłaci nawet 300 milionów euro finansowej kary. To też może być sytuacja groźna dla przewoźników, wszak tak wysoka kara może przełożyć się na wzrost cen.

Normy na okres 2025/2026 to dopiero rozgrzewka. Prawdziwa próba nadejdzie w okresie 2030/2031, gdy emisja będzie musiała obniżyć się o 45 procent w stosunku do okresu 2019/2020. W kolejnych latach będzie jeszcze gorzej, z 65-procentową normą na okres 2035/2036 oraz 90-procentową na okres 2040/2041. To dlatego producent ciężarówek tak próbują promować elektryki i tak mocno apelują o rozwój stacji ładowania. Wyjaśniałem to tutaj: Producenci ciężarówek: albo sprzedaż elektryków, albo drogie paliwo, albo kary