Z myślą o firmach regularnie łamiących przepisy, we francuskim prawie funkcjonuje szczególna kara. Jest to możliwość nałożenia wielomiesięcznego zakazu wykonywania kabotażu na terenie całej Francji, przez całą flotę danego przedsiębiorstwa. Następstwa tego typu zwykle obejmują po kilka lub kilkanaście firm w skali roku, poprzedzane są dłuższymi dochodzeniami i leżą w gestii prefektów regionów (jednostek administracyjnych, które obejmują po kilka departamentów).
Jak donosi francuski magazyn branżowy „Les Routiers”, w ostatnich dniach decyzje o zakazie kabotażu otrzymało aż czterech przewoźników. Trzech z nich zostało objętych zakazami 12-miesięcznymi, obowiązującymi od 1 grudnia bieżącego roku i nałożonymi przez prefekta regionu Centre-Val de Loire. Wśród nich znalazła się bardzo duża, litewska firma Hoptrans, mniejsze, rumuńskie przedsiębiorstwo KPO Trade Invest, a także słowacki oddział sporej, włoskiej firmy Torello. Czwarty przewoźnik otrzymał zakaz 6-miesięczny, mający obowiązywać od 1 stycznia przyszłego roku i nałożony przez prefekta regionu Occitanie. W tym przypadku wskazuje się na bułgarską firmę Petko Angelov.
Czym wymienione firmy „zasłużyły” sobie na francuskie zakazy? Bezpośrednią przyczyną wydania decyzji była duża liczba typowo transportowych wykroczeń, dotyczących przede wszystkim kabotażu lub czasu pracy kierowców. Litewska firma miała postępowania za 29-krotne złamanie transportowych przepisów między kwietniem 2024 roku a marcem 2025 roku, słowacki oddział włoskiej firmy miał złamać przepisy 14-krotnie między marcem 2024 roku a marcem 2025 roku, a w przypadku firmy rumuńskiej mowa była o 12 sprawach między lutym 2023 a styczniem 2025 roku.
Ukaraniu słowackiej działalności towarzyszył też szczególny rozgłos, poprzedzony aferą w lokalnych mediach. Przedsiębiorstwo to miało bowiem otrzymać stały kontrakt na wykonywanie dostaw do jednej z francuskich sieci supermarketów. W efekcie na francuskich drogach pojawiło się około 30 ciągników na słowackich rejestracjach, które regularnie widywano na lokalnych trasach z marketowymi naczepami. Coś takiego przyciągnęło uwagę lokalnych przewoźników, branżowych dziennikarzy i w końcu też służb kontrolnych.
Dla wyjaśnienia dodam, że postępowania w tego typu sprawach nie bazują na kontrolach francuskiej żandarmerii lub policji, lecz na kontrolach prowadzonych przez francuską inspekcję transportową DREAL. To służba o dosyć nietypowych uprawnieniach, gdyż nie może ona ściągać ciężarówek bezpośrednio z drogi, lecz ograniczona jest do kontrolowania pojazdów, które są już zatrzymane. Funkcjonariuszy DREAL jest też naprawdę niewielu, przez co liczby dotyczące ich kontroli mogą wydawać się zaskakująco niskie.












