Witam w kolejnym artykule z serii „Sesja Miesiąca”, przygotowywanej we współpracy z fotografem Heńkiem Anielskim (Ciężarówki w obiektywie spottera). Staramy się tu prezentować samochody ciężarowe od jak najciekawszej strony, wyszukując egzemplarzy z interesującą historią lub po wyróżniających się modyfikacjach. Zwieńczeniem projektu są doroczne kalendarze ścienne, a wszystkie dotychczasowe sesje możecie przejrzeć tutaj. Jeśli natomiast macie swoją kandydaturę pojazdu do opisania, zachęcamy do przekazania jej mailowo, pod adresem [email protected].
Volvo FH drugiej generacji, popularnie zwane „chińczykiem”, zdobyło w Polsce olbrzymią popularność. Wiele przedsiębiorstw przez lata opierało swoje floty właśnie na tym modelu, wyrażając przy tym bardzo pochlebne opinie. Gdy natomiast „chińczyki” poprzekraczały już milionowe przebiegi i zdążyły solidnie na siebie zarobić, wielu przewoźników skorzystało ze świetnej renomy tego modelu panującej na rynkach eksportowych. Kilkunastoletnie „FH-acze” okazały się bowiem wartościowym oraz poszukiwanym towarem. I tutaj też dochodzimy do sytuacji, w której wyróżnił się Maciej Pieńkowski z Siedlec. Kiedy bowiem wyprzedawał on swoje stare Volva, jedno z nich postanowił zachować, nadając mu rolę firmowego ulubieńca.
Maciej to jedna z tych osób, których życie naprawdę kręci się wokół samochodów ciężarowych. Firmę Pieńkowski Transport założył w 2014 roku, mając wówczas zaledwie 22 lata. W ten sposób kontynuował rodzinne tradycje, wszak jego ojciec przez lata też był przewoźnikiem, jeżdżąc z naczepami chłodniczymi na Wschód. Co więcej, żona Macieja, Patrycja, również okazuje się zajmować transportem, prowadząc firmę Eurotrans Rychlik z 13 zestawami kurtynowymi. Za to sam Maciej postanowił wyspecjalizować się w silosach, mając obecnie 32 naczepy tego typu. Łączy je głównie z ciągnikami marek Volvo oraz Mercedes, a przez lata korzystał właśnie z „chińczyków”.
Na początku bieżącej dekady w firmowej flocie można było spotkać jeszcze kilka „euro piątek”, powoli kończących już eksploatację. Wśród nich było między innymi Volvo FH 440 Globetrotter XL z początku 2008 roku, naprawdę wdzięczna i zadbana maszyna, którą aż żal było sprzedawać. Dlatego w 2023 roku, gdy ciągnik ten miał około 1,1 miliona kilometrów, Maciej podjął nietypową decyzję. Uznał, że 15-letnie wówczas Volvo posłuży mu za bazę dla tuningowego projektu, zostanie technicznie odświeżone, a jednocześnie stanie się w firmie ciągnikiem zapasowym, mogącym zastąpić jakiś nowszy pojazd lub ściągnąć go z trasy na jednoosiowej lawecie.
Realizacja tego planu zaczęła się w firmowym warsztacie, gdzie przeprowadzono znakomitą większość prac. Objęło to między innymi wypiaskowanie i lakierowanie ramy, by pozbyć się ognisk korozji. Przy okazji zdemontowano też silnik, co było okazją do pewnych poprawek, między innymi w zakresie uszczelnienia. Pełen remont jednostki napędowej absolutnie nie był potrzebny, wszak jeden milion kilometrów to dla 13-litrowego, 440-konnego Euro 5 co najwyżej rozgrzewka. To samo można było powiedzieć o skrzyni biegów, która trafiła tutaj już w zautomatyzowanej wersji typu I-Shift.
Kolejnym etapem była wymiana przodu nadwozia na ten pochodzący z nowszej wersji, produkowanej od drugiej połowy 2008 roku. Oznaczało to zmianę reflektorów na dzielone, montaż nowocześniejszej atrapy chłodnicy oraz wymianę osłony przeciwsłonecznej. Domyślam się, że część osób może wyrazić dezaprobatę dla takiego unowocześnienia. Pamiętajmy jednak, że nie rozmawiamy tutaj o historycznym zabytku, lecz kilkunastoletniej „euro piątce”, która po prostu miała dobrze wyglądać. Poza tym pojazd otrzymał górne i dolne orurowanie, nakładki na „poliki”, obudowę tylnego podestu z blachy ryflowanej oraz ozdobną tablicę na przewody.
Gdy wszystkie elementy i dodatki były już skompletowane, również we własnym warsztacie przeprowadzono prace lakiernicze. Volvo otrzymało jasnoszary lakier, dodatki utrzymano w kolorze czarnym, a jaskrawe oznaczenia firmowe oraz piasty dodały do tego kontrastu. Za to we wnętrzu sprawy poszły w kierunku tuningowej klasyki, a więc kolorystyki beżowo-brązowej. Położono przy tym skórzaną tapicerkę, polakierowano plastiki, a także zamontowano wiele pikowanych paneli. Na kierownicy i na tylnej ścianie motywem przewodnim stał się szwedzki łoś inspirowany włoskim znaczkiem Ferrari, a przy okazji dokonano też kolejnego unowocześnienia, wymieniając fotele na nowsze. Modyfikacją wnętrza zajął się podsiedlecki warsztat Mar-Truck Tir Shop.
Zgodnie z planem, po wszystkich tych zmianach FH 440 otrzymało bardzo spokojne życie, ze średnimi rocznymi przebiegami zredukowanymi do około 2000 kilometrów. Pojazd zachował też stary tachograf, mając przed sobą raczej lokalne kursy i weekendowe przejażdżki niż zarobkową międzynarodówkę. Co jednak ciekawe, na europejskich drogach jak najbardziej można spotkać Volvo z firmy Pieńkowski Transport, które ma dokładnie tę samą kolorystykę i podobne dodatki. Jest to Volvo FH 500 I-Save z 2024 roku, które Maciej postanowił utrzymać w takim samym stylu, dla osiągnięcia bliźniaczego efektu. W tym przypadku co prawda obyło się bez tuningowanego wnętrza, ale za to pojawił się idealnie dopasowany silos, z jasnoszarym zbiornikiem, czarną ramą i jaskrawymi dodatkami. Ten zestaw wiedzie jak najbardziej pracowite życie, więc niestety nie mógł załapać się na zdjęcia.
Pełna sesja zdjęciowa:
















































