Odebranie licencji na transport za „check engine”, luźne nakrętki i brak serwisowania

Inspektor DVSA przy pracy, zdjęcie przykładowe

„Check engine” świecący się od około miesiąca, niedokręcone koło w naczepie, zjazdy do warsztatu rzadziej niż co kilka tygodni, wyciek oleju i przedmioty na przedniej szybie – domyślam się, że wiele osób zawodowo związanych z transportem nie będzie czymś takim zszokowanych. Tym ciekawsza wydaje się więc niedawna sprawa z Wielkiej Brytanii, opisana w oficjalnym, rządowym komunikacie z 1 maja bieżącego roku.

Komisarz ds. Ruchu Drogowego (ang. Traffic Commissioner) – czyli brytyjski urzędnik odpowiedzialny za postępowania przeciwko firmom transportowym – wydał bardzo poważną decyzję w sprawie niewielkiego przewoźnika z hrabstwa Staffordshire. Firma dysponująca czterema zestawami, specjalizująca się w transporcie z udziałem ruchomych podłóg, została całkowicie pozbawiona licencji na wykonywanie przewozów drogowych. Ponadto osoba zarządzająca w niej transportem została pozbawiona swoich kompetencji zawodowych na okres 12 miesięcy. Mówiąc więc krótko, przedsiębiorstwo w trybie natychmiastowym straciło prawo do dalszej działalności w branży.

Tak poważne następstwa okazały się skutkiem postępowania w sprawie tak zwanej „utraty dobrej reputacji”. To natomiast zaczęło się od negatywnego wyniku dwóch kontroli, przeprowadzonych przez brytyjską inspekcję DVSA. Pierwszy z tych kontroli miała miejsce w kwietniu 2025 roku, na drodze, natomiast drugą przeprowadzono już w siedzibie firmy, trzy miesiące później, w lipcu 2025 roku.

Choć sprawy o „utratę dobrej reputacji” zwykle rozbijają się o czas pracy kierowców, tym razem obiekcje dotyczyły głównie stanu technicznego. Podczas kwietniowej kontroli – tej przeprowadzonej na drodze – DVSA zauważyło kontrolkę silnika, która świeciła się na desce rozdzielczej w ciągniku siodłowym. W oparciu o komputer diagnostyczny zdołano też ustalić, że kontrolka ta świeciła się już od ponad miesiąca, po raz pierwszy wyrzucając błąd w marcu 2025 roku. Za to w przypadku naczepy uwagę inspektorów zwróciły nakrętki kół, co swoją drogą jest traktowane w Wielkiej Brytanii wyjątkowo poważnie (stąd ogromna popularność plastikowych wskaźników dokręcenia na tamtejszym rynku). W przypadku jednego z kół dokręcenie miało być zbyt słabe, co – podobnie jak w przypadku wspomnianej kontrolki – uznano za poważną usterkę i niezdatność pojazdu do kontynuowania trasy.

Po takich wynikach drogowej kontroli, DVSA zdecydowało się na wspomnianą kontrolę w siedzibie firmy. Ta została przeprowadzona w lipcu i skupiła się na dokumentacji technicznej. Inspektorzy przyjrzeli się dwóm rodzajom raportów – tym, które sporządzać muszą kierowcy, a także tym, które co sześć tygodni muszą być wypełniane przez firmowych mechaników (lub mechaników z warsztatu, z którego korzysta dana firma). Tutaj zauważono, że usterki zgłaszane przez kierowców nie były później odnotowywane przez mechaników. Okazało się też, że do jednej z naczep przypisano tylko jeden raport mechanika w ciągu ośmiu miesięcy.

Trzecim gwoździem do firmowej trumny okazało się przejrzenie raportów z obowiązkowych, dorocznych badań technicznych, przeprowadzanych w oficjalnych stacjach kontroli. Tutaj okazało się, że cztery zestawy należące do omawianego przewoźnika miały w 2025 roku tylko 50-procentowy poziom zdawalności. Zaważyły przy tym dwa problemy: wyciek płynów eksploatacyjnych oraz przedmioty leżące na desce rozdzielczej, przysłaniające widok przez przednią szybę i nieusunięte przed poddaniem pojazdu badaniu.

Jak już wspomniałem, wszystko to razem doprowadziło do postępowania przed Komisarz ds. Ruchu Drogowego, w sprawie “utraty dobrej reputacji”. Komisarz przeprowadził przesłuchania osób zatrudnionych w firmie, dokonał dodatkowej analizy dokumentów, a w połowie lutego bieżącego roku wydał swoją decyzję. Było nią właśnie odebranie licencji na wykonywanie drogowego przewozu towarów, a także 12-miesięczne zawieszenie uprawnień osoby pełniącej rolę zarządzającego transportem.