O transporcie w mediach: zarobki do 17 tys. zł, ale chętnych do pracy nie ma

Powyżej: nagłówek omawiany w artykule

Ogólnoinformacyjne media uwielbiają nagłówki mówiące o zarobkach kierowców ciężarówek. Spójrzmy więc co pojawiło się w takiej publikacji z ubiegłego tygodnia, na łamach popularnego portalu „Dziennik.pl”.

Czwartkowy artykuł został zatytułowany „Płacą 14 000 zł, a brakuje rąk do pracy. Kryzys na rynku kierowców”. Dalej w tekście pojawia się uściślenie, że mowa o zarobkach netto, a ponadto wymieniane są też inne kwoty: od 10 do 17 tys. złotych złotych w transporcie międzynarodowym, a także od 4,5 do 6,5 tys. złotych w transporcie lokalnym, z codziennymi powrotami do domu.

Niejeden kierowca będzie zapewne zaskoczony takim przedstawieniem swojego zawodu. W końcu te kilkanaście tysięcy złotych na rękę to rzecz naprawdę niełatwa do osiągnięcia na polskiej umowie, zwłaszcza w obecnej sytuacji na rynku. Jeszcze trudniej to zrobić jeśli chcemy mieć jakiekolwiek życie prywatne, a nie tylko mieszkać w kabinie, całymi miesiącami obsługując „przerzuty”.

Dla tych zaskoczonych dodam, że pisanie o tak wysokich zarobkach, z nagłówkami oderwanymi od rzeczywistości, stało się już typowe dla tekstów nagłaśniających niedobór pracowników w branży i legitymizujących sprowadzanie kierowców z Azji. Omawiany przypadek tylko to potwierdza, wszak w dalszej części artykułu „Dziennika.pl” mamy wzmianki o kierowcach z Gruzji, Kazachstanu i Filipin, a także promowanie rozwiązań technologicznych, które ułatwiają wdrażanie takich osób do pracy. Ot branżowy marketing.

Abstrahując już od tych zarobków, podkreślę, że problem ze starzeniem się grupy zawodowej faktycznie istnieje i nabiera palącego charakteru. Pisałem o tym między innymi w najbliższym tekście: Młodzi kierowcy ciężarówek: w Beneluksie ich najwięcej, w Polsce poniżej średniej. Dopóki jednak infrastruktura drogowo-parkingowa, zasady ruchu drogowego oraz po prostu społeczeństwo nie przestaną traktować kierowców ciężarówek jako „zła koniecznego”, nawet obietnice kilkunastotysięcznych zarobków nie rozwiążą problemu u źródła. Najwyższa spora, by władze krajowe oraz unijne zdały sobie z tego sprawę.