Powyżej: zdjęcie z marcowego wydania
Najnowsza, szósta generacja, z zaokrąglonym nadwoziem o przydomku ProCabin, całkowicie zdominowała doniesienia o przekazaniach Mercedesów Actrosów L. Na rynku pojawiła się też jednak alternatywa, w postaci przejściowych egzemplarzy starego modelu, dostępnych u autoryzowanych dealerów w ramach specjalnej, końcowej serii. Jeden z takich samochodów trafił ostatnio do Sebastiana Lamparskiego, kierowcy-przewoźnika spod Golubia-Dobrzynia w województwie kujawsko-pomorskim, a w tym artykule przyjrzymy się tej ciężarówce nieco bliżej.
Cała historia zaczęła się cztery lata temu, w 2022 roku, gdy Sebastian zakupił swojego poprzedniego Actrosa. Jako że miał to być jego pierwszy własny ciągnik, rozpoczynający działalność „na swoim”, zdecydował się wówczas na używany egzemplarz, rocznik 2016 z przebiegiem nieco ponad pół miliona kilometrów. Żółty Mercedes szybko okazał się wdzięcznym narzędziem pracy, nie wykazywał większych problemów eksploatacyjnych, a do tego miał umiarkowane, bardzo równe spalanie. Pod koniec 2025 roku na liczniku pojawił się już jednak okrągły milion i Sebastian zaczął myśleć o kupieniu czegoś nowszego. Ponownie przymierzał się przy tym do Mercedesa i rozglądał się za jakimś świeżym egzemplarzem używanym modelu Actros L. Fabrycznie nowego ciągnika raczej nie rozważał, gdyż wydawało się to poza finansowym zasięgiem. Wszystko uległo jednak zmianie, gdy handlowiec zaprezentował pewną szczególną ofertę.
Nowy ciągnik jeszcze u dealera, na tle najnowszej generacji:
Tą ofertą był właśnie nowy stary Actros L, a więc egzemplarz z ostatniej, pożegnalnej serii produkcyjnej odchodzącego modelu. Jak się okazało, polscy dealerzy dostali przydział na 300 takich pojazdów, dostępnych na zasadzie stockowej. Ciężarówki te okazały się znacznie tańsze od nowych Actrosów L ProCabin, a przy tym wciąż oferowały wszelkie zalety pojazdu nieużywanego, na czele z atrakcyjnym, producenckim pakietem finansowym, ubezpieczeniowym oraz serwisowym. Co więcej, jak przystało na kończące sprzedaż „przejściówki”, na wyposażenie trafiło tu już kilka nowych elementów, pochodzących z najnowszego modelu. Wszystko to wyglądało na tyle atrakcyjnie, że Sebastian zaczął porównywać raty leasingowe świeżych egzemplarzy używanych oraz egzemplarza fabrycznie nowego. Rozpoczął też negocjacje z dealerami, prowadząc je w placówkach z dwóch różnych części kraju. Ostatecznie wygrała zaś opcja fabrycznie nowa, w ramach oferty od podtoruńskiego dealera Kujawski Truck Center.
Jak przystało na samochody stockowe, pochodzące z mocno ograniczonej puli, oferta przewidywała z góry narzuconą konfigurację. Na szczęście pokryła się ona jednak z wymaganiami Sebastiana, któremu zależało na lusterkach zamiast kamer, pneumatycznym zawieszeniu kabiny, reflektorach LED oraz aktywnym tempomacie. Do tego pożegnalna seria zaoferowała między innymi białą kabinę typu BigSpace, lakierowane plastiki, szerokie koła, zintegrowaną klimatyzację postojową, fabryczną nawigację, komfortowy fotel kierowcy, komfortowe łóżko dolne oraz zbiorniki na 1390 litrów paliwa. Wśród elementów z najnowszej generacji pojawił się nowy wzór tapicerki foteli, nowy typ tabletów na desce rozdzielczej oraz automatyczny hamulec awaryjny w wersji Active Brake Assist 6, stosowanej od 2025 roku. Ponadto z zewnątrz uwagę mogą zwracać dodatkowe radary „martwego pola”, umieszczone na narożnikach zderzaka.
Pamiątkowe zdjęcia z dotychczasowym ciągnikiem:
Od strony napędowej mamy tutaj wersję 1848, a więc ciągnik z 476-konnym wariantem 12,8-litrowego silnika. Ten silnik to 3. generacja jednostki OM 471, wprowadzona w 2021 roku i występująca także w najnowszych Actrosach L ProCabin. Za to w przypadku skrzyni biegów pojawia się pewne rozróżnienie – Actros L Sebastiana otrzymał jeszcze przekładnię typu G281-12, natomiast Actrosy L ProCabin mają nowy typ G291-12, o szerszym zakresie przełożeń. W połączeniu z poprawioną aerodynamiką, ta nowa skrzynia ma przyczyniać się do 3-procentowej oszczędności na paliwie. Biorąc jednak pod uwagę dużą różnicę w cenie zakupu, Sebastian był gotowy zrezygnować z tej oszczędności. Tym bardziej, że nawet w roczniku 2016 nie miał obiekcji wobec spalania.
Biały Mercedes wyjechał od autoryzowanego dealera w połowie marca. Sebastian osobiście wsiadł za jego kierownicę i jeździ już po trasach międzynarodowych. Co natomiast z żółtym, milionowym egzemplarzem? Tutaj bohater artykułu stanął przed kolejnym dylematem, znanym zapewne wielu kierowcom-właścicielom: zostawić sobie stary ciągnik i zatrudnić na niego kierowcę czy też pozbyć się starszego pojazdu i dalej mieć tylko jeden zestaw? Początkowo kusiła ta pierwsza opcja, z wizją wysłania dotychczasowej ciężarówki na trasy krajowe. Gdy jednak na starszy ciągnik pojawił się zdecydowany klient, zwyciężyła wizja pozostawienia sobie jednego zestawu i oszczędzenia sobie wszystkich problemów mogących wynikać z powiększania firmy. W ubiegłym tygodniu żółty Mercedes wyjechał więc w stronę nowego domu, znajdującego się około 4000 kilometrów od Golubia-Dobrzynia, aż w Jordanii.
Pierwsze zdjęcia z tras nowym ciągnikiem:

















