Zdjęcia pochodzą z ogłoszenia dostępnego tutaj.
MAN F90 V10 miał niegdyś podobną pozycję rynkową do tej, jaką ma obecnie Volvo FH16 780. W momencie debiutu, w 1989 roku, była to najmocniejsza seryjna ciężarówka w Europie, przeznaczona głównie do ciężkich, specjalistycznych zastosowań, choć sporadycznie spotykana też jako zwykły, dwuosiowy ciągnik do transportu dalekobieżnego. I właśnie taka rzadko spotykana konfiguracja, łącząca silnik V10 z układem dalekobieżnego ciągnika, czeka teraz na klienta.
Prezentowany pojazd trafił do oferty holenderskiej firmy MANA Bedrijfswagens, jednego z autoryzowanych dealerów marki MAN w Holandii. Choć mowa tutaj o roczniku 1992, a więc już 34-letnim, ogłoszenie otrzymało hasło „nieuwstaat”, czyli z niderlandzkiego „w nowym stanie”. Uwagę zwraca też minimalny przebieg, podawany jako 260 tys. kilometrów, a patrząc na zdjęcia pojazdu, można uwierzyć, że przed wynikiem tym nie było żadnego miliona. Co natomiast najważniejsze, to ogólne parametry techniczne tego ciągnika, typowe dla wersji o oznaczeniu bocznym 19.502. Mamy tutaj ciągnik siodłowy typu 4×2 na standardowym niegdyś, 3,5-metrowym rozstawie osi, a do tego dochodzi silnik typu V10 z dwiema turbinami, o astronomicznej pojemności 18,3 litra. Jednostka ta rozwijała dokładnie 500 KM i współpracowała z 16-biegową przekładnią marki ZF, działającą na zasadzie „przebitki”.
Tak szczególny egzemplarz, w unikalnej konfiguracji, został wyceniony na 84 900 euro netto. Można więc powiedzieć, że po 34 latach od wyjechania z fabryki, typowa wersja MAN-a F90 osiągnęła podobną cenę do tej, jaką mają fabrycznie nowe MAN-y TGX we flotowych, niezbyt bogatych konfiguracjach. Można mieć tu jednak nadzieję, że F90 już tej wartości nie straci, a co najwyżej będzie ją zyskiwać, wszak była to jedna z ostatnich ciężarówek V10 w europejskiej historii.
A skoro już o historii mowa, to na koniec podam małe wyjaśnienie. Otóż MAN F90 był pierwszą europejską ciężarówką, która weszła do – jak to wówczas określano – „klubu 500”. Gdy bowiem F90 19.502 wchodził do sprzedaży, żaden inny model nie miał w seryjnej ofercie 500-konnej jednostki. Niemniej już kilka miesięcy później uległo to zmianie, jako że Renault pokazało wówczas model AE500 Magnum, rozwijający 500 koni mechanicznych z 16,4-litrowego silnika marki Mack. Rok później Volvo poszło zaś o kolejny krok dalej, przebijając 500-konną granicę za sprawą modelu F16 510. Dlatego już w 1994 roku, gdy MAN pokazał model F2000, Niemcy znowu postanowili pójść na rekord. Wówczas, również z udziałem jednostki typu V10, jako pierwsi pokazali ciągnik o mocy 600 koni mechanicznych.
Dzisiejsza sytuacja na rynku jest jedynie cieniem tego dawnego wyścigu na konie mechaniczne. Na polu walki pozostało bowiem tylko dwóch szwedzkich producentów – Scania i Volvo Trucks – którzy regularnie przebijają się o niewielkie wartości. Aktualnie ich rywalizacja skończyła się na 780 koniach w wykonaniu Volva, choć niewykluczone, że Scania wkrótce na to odpowie.
Dla przykładu, tak brzmiał F90 19.502 z seryjnym wydechem:




















