MAN F8 z 1987 roku w cenie nowego MAN-a TGX – czy ta oferta znajdzie chętnego?

Zdjęcia pochodzą z ogłoszenia dostępnego pod tym linkiem.

Chcąc kupić MAN-a za około 100 tys. euro netto, możemy mieć dzisiaj następujący wybór: albo zdecydujemy się na fabrycznie nowego, nieźle wyposażonego TGX-a z najnowszym silnikiem D30, współdzielonym ze Scanią lub Internationalem, albo wybierzemy model F8 z samego końca produkcji, z pożądaną niegdyś jednostką D2866 o mocy 360 KM.

Domyślam się, że powyższy wstęp może brzmieć absurdalnie. Przedstawiona w nim alternatywa jest jednak jak najbardziej prawdziwa, gdyż w Słowenii faktycznie wystawiono na sprzedaż MAN-a F8 za kwotę 100 tys. euro netto. Konkretnie jest to ciągnik siodłowy w wersji 19.361, mający mieć za sobą kompletne odrestaurowanie i wręcz oferowany jako pozbawiony przebiegu. Uwagę zwraca też podany rok produkcji 1987, co wskazuje na absolutną końcówkę produkcji tego modelu w Europie. W końcu w 1987 roku u dealerów stały już pierwsze MAN-y z kabinami nowej generacji, znane jako seria F90.

Od strony historycznej trzeba przyznać, że w połowie lat 80-tych taki MAN 19.361 mógł być naprawdę konkretną maszyną, pożądaną przez kierowców w transporcie międzynarodowym. 360-konny wariant dołączył bowiem do oferty dopiero w 1983 roku i był najmocniejszą rzędową, sześciocylindrową wersją z oferty serii F8. Nad nim były już tylko 18-litrowe wersje z olbrzymim silnikiem V10, rozwijającym do 440 KM, ale te rzadko trafiały do „zwykłych śmiertelników”, będąc zarezerwowanymi dla najbardziej wymagających i specjalistycznych zadań, na przykład w transporcie ponadnormatywnym. Nie najgorzej wypadała też przestronności prezentowanej kabiny, choć faktem jest, że w latach 80-tych było to już nadwozie mocno zaawansowane wiekowo, wprowadzone jeszcze w 1967 roku.

Czy natomiast wszystko to może oznaczać, że dzisiaj taki MAN 19.361, przywrócony do idealnego stanu, faktycznie wart jest tyle samo, co fabrycznie nowy ciągnik? Osobiście odpowiedziałbym na to pytanie przecząco. Tym bardziej, że choć w okresie świetności była to naprawdę niezła wersja, to trudno nazwać ją pojazdem mocno poszukiwanym, szczególnie istotnym z historycznego punktu widzenia, czy też unikatowym. Niemniej za włożony tutaj trud, czas i pieniądze należy się oczywiście uznanie i trzymam kciuki, by czerwony klasyk dobrze się sprzedał i znalazł ceniącego go właściciela. W końcu mamy tutaj do czynienia z pięknym kawałkiem dawnego transportu.

Jako ciekawostkę przypomnę, mój ostatni artykuł na temat MAN-a F8 wykonującego transportową pracę na trasach międzynarodowych publikowałem… w 2020 roku, a więc zaledwie 5 lat temu. W materiale wystąpił odrestaurowany, trzyosiowy ciągnik w wersji 22.361, z tym samym silnikiem, co powyżej, należący do białoruskiego przedsiębiorstwa. Zainteresowanych zapraszam pod następujący link: Około 40-letni MAN F8 na „międzynarodówce”, z 40-stopowym kontenerem