OFERTY PRACYKONTAKT
665
Opublikowane 28 Kwiecień, 2018

Kuchnia Truckera: flambirowane żeberka, placki ziemniaczane z gulaszem oraz roladki schabowe

Czas na kwietniowe propozycje z “Kuchni Truckera”. Tym razem będą to aż trzy przepisy, jako że przed nami szczególny okres – od poniedziałku aż do czwartku w Europie będą obowiązywały liczne zakazy ruchu samochodów ciężarowych, skutkujące albo kilkudniowym urlopem, albo wielogodzinnymi postojami na parkingach.

Pierwsze dwa przepisy zostały wykonane przy ciężarówce, w czasie weekendowego postoju na brytyjskim parkingu Ashford International Trukstop. Trzecia propozycja to natomiast danie przygotowywane w słoikach, idealne do zabrania w trasę.

Wszystkie przepisy przygotował Marcin Kucharzyk, autor strony “Kuchnia Truckera”. Więcej jego propozycji możecie znaleźć na tym facebookowym profilu lub pod adresem www.kuchniatruckera.pl.


1. Flambirowane żeberka duszone w warzywach

Weekend spędzony na Ashfordzie zaowocował flambirowanymi żeberkami duszonymi w warzywach. Flambirowanie to dolanie alkoholu do gotującej się potrawy i podpalenie oparów. Cały proces, który robi się na samym końcu gotowania, trwa 30-40 sekund, w tym czasie wypala się parujący alkohol i w potrawie pozostaje smak dolanego trunku, ale bez procentów. Do moich żeberek użyłem whisky Grant’s.

Niestety nie wyszły zdjęcia z płonącej potrawy, ponieważ wszystko było robione w słońcu i prawie w ogóle nie widać było ognia nad żeberkami. Do tego kolega, który drugim telefonem nagrywał ten proces, za wcześnie wyłączył kamerę i nagrało się kilka minut przed, ale niestety samo podpalanie już nie, więc musicie wierzyć mi na słowo, że się udało 😉

Flambirowane żeberka duszone w warzywach – skład:

✓ Marynata: 0,5 l piwa jasnego, 50 gramów whisky, łyżeczka soli, płaska łyżka stołowa papryki słodkiej wędzonej, pieprzu kajeńskiego i cukru, pełna łyżka stołowa czosnku niedźwiedziego;
✓ 1 kg żeberek mięsnych;
✓ 20-30 dkg salami;
✓ 2 duże cebule;
✓ 5 pomidorów;
✓ 2 gałązki selera naciowego;
✓ 1 duża marchewka;
✓ 100 g whisky.

Flambirowane żeberka duszone w warzywach – przygotowanie:

Dzień wcześniej przygotować marynatę, wyczyścić i pokroić żeberka na mniejsze porcje, zalać marynatą i wstawić na noc do lodówki. Zamarynowane żeberka przełożyć na gorącą patelnię i obsmażyć z każdej strony na niewielkiej ilości oleju. Podsmażone żeberka przełożyć do większego garnka, dolać trochę marynaty, dodać pokrojonej w półplasterki marchewki i selera naciowego i dusić pod przykryciem 30-40 minut. Następnie posiekać również w półplasterki cebulę, pokroić w kostkę salami i dodać do duszenia. W międzyczasie sparzyć pomidory wrzątkiem, obrać ze skóry, pokroić na ćwiartki i dodać do żeberek. Dusić do zmięknięcia marchewki. Na koniec odlać cały sos do osobnego naczynia, żeberka rozgrzać na dużym ogniu, podlać whisky i podpalić opary. Jak ogień zgaśnie wlać z powrotem sos. Podawać z ziemniakami. Żeberka z ziemniakami wystarczyły do nakarmienia pięciu głodnych kierowców. Smacznego.

Zdjęcia:

2. Grubo tarte placki ziemniaczane z Gulaszem

Po sobotnich flambirowanych żeberkach kolega Paweł (ten sympatyczny człowiek w okularach, pozdrawiamy!) nabrał ochoty na gotowanie w niedzielę i stwierdziliśmy, że przygotujemy grubo tarte placki ziemniaczane z gulaszem drobiowym w sosie pieczarkowym.

Paweł był tak nakręcony na weekendowe gotowanie, że w niedzielę rano poleciał na targ, gdzie kupił 2 kg ziemniaków, 2 piersi z kurczaka, jajka, pieczarki i nawet tarkę do ziemniaków. Zrobił też większość roboty, bo posiekał pieczarki, obrał i utarł ziemniaki, a dla mnie zostawił tylko samo gotowanie. Po wszystkim umył jeszcze gary. Bądź jak Paweł 😉

Grubo tarte placki ziemniaczane z gulaszem – skład:

✓ 2 kg ziemniaków
✓ 2 filety z kurczaka
✓ 2 jajka
✓ 3 łyżki mąki
✓ 1 duża cebula
✓ przyprawy: sól, pieprz, oregano, mielony kminek, pieprz kajeński.

Grubo tarte placki ziemniaczane z gulaszem – przygotowanie:

Posiekane pieczarki usmażyć na oleju, potem odsączyć z tłuszczu. To samo z cebulą. Następnie pokroić filet w kostkę, posolić, popieprzyć i po krótkiej chwili delikatnie podsmażyć z każdej strony, odlać tłuszcz. Przełożyć cebulę, pieczarki i mięso do garnka, zalać wodą, dodać mielony kminek, oregano i pieprz kajeński. Dusić ok 20-30 minut. Na koniec w pół szklance wody bardzo dokładnie wymieszać łyżkę mąki, wlać zawiesinę do gulaszu i podgotować aż sos zgęstnieje.

Ziemniaki utrzeć na grubej tarce, wsypać łyżkę soli, dobrze wymieszać i odstawić na około 30 minut, żeby podeszły wodą. Wycisnąć maksymalnie dużo wody, wsypać dwie łyżki mąki, wbić dwa jajka i wszystko dobrze wymieszać. Nakładać placki na gorącą patelnię i smażyć z każdej strony po kilka-kilkanaście minut, w zależności od grubości nałożonego placka, do zarumienienia się. Smacznego.

Zdjęcia:

3. Roladki schabowe z boczkiem w sosie pieczarkowym

Ostatni z przepisów do słoików w trasę to roladki schabowe z boczkiem w sosie pieczarkowym. Danie trochę bardziej skomplikowane i wymagające więcej pracy niż duszona biała kiełbasa, ale warte poświęcenia czasu, bo smakuje wybornie. Polecam wszystkim paniom gotującym w trasę dla swoich mężczyzn, którym skończyły się pomysły na urozmaicenie posiłków.

Roladki schabowe z boczkiem w sosie pieczarkowym – skład:

✓ 1 kg schabu bez kości
✓ 2 opakowania wędzonego boczku w plasterkach
✓ 4 ogórki kiszone
✓ 1 słodka czerwona papryka (ostatnio kupuję tylko długą, wąską – jest słodsza i bardziej soczysta od zwykłej)
✓ 0,7 kg pieczarek
✓ przyprawy: 2-3 liście laurowe, 4 kulki ziela angielskiego, łyżeczka estragonu, sól, pieprz.

Roladki schabowe z boczkiem w sosie pieczarkowym – przygotowanie:

Schab pokroić w równe plastry i rozbić jak na kotlety. Z 1 kg wyszło mi 14 plastrów. Lekko posolić i popieprzyć z obu stron. Ogórki kiszone odsączyć i pokroić w ćwiartki, paprykę w paski na długość ogórka. Na desce ułożyć plaster boczku, na nim plaster rozbitego i doprawionego schabu, położyć na krawędzi po jednym kawałku ogórka i papryki i zawijać jak świstak w sreberka ;). Nie trzeba używać żadnych wykałaczek bądź nitki do wiązania, ponieważ boczek skleja roladki tak, że się nie rozpadają. Jak widać na jednym ze zdjęć, miałem za mało boczku i kilka roladek jest bez niego, co potem utrudniło mi podsmażenie, bo schab się rozwijał. Podsmażyć roladki z każdej strony na oleju do zarumienienia się boczku i schabu. Obrać i pokroić w półplasterki pieczarki, podsmażyć na osobnej patelni do odparowania wody. Zarumienione i wystygnięte roladki przełożyć na deskę i pokroić na pół – łatwiej będzie nakładać do słoika. Do większego garnka lub głębokiej patelni przełożyć podsmażone pieczarki, na nich ułożyć roladki, zalać wodą żeby przykryć, dodać przyprawy i dusić 30-40 minut. Na koniec zaciągnąć mąką, żeby zagęścić sos – dla niewtajemniczonych: pół szklanki wody, łyżka mąki, dokładnie wymieszać, wlać do sosu i zagotować.

PS. Kluczem do aromatu i smaku jest… estragon! Nigdy wcześniej go nie używałem, ale od tej pory będzie częstszym gościem w mojej kuchni!

Zdjęcia:

Ten wpis ma 24 komentarzy

  1. dono napisał(a):

    Ha, widać, że to fejki. Nie stoją tam żadne browary. Kierowcy na weekendzie przy wodzie mineralnej. Dowcip toku.

  2. Jan napisał(a):

    wszystko pięknie tylko mnie jakoś nie bawi
    gotowanie i jedzenie na parkingu na którym ktoś wcześniej
    sikał na koło czy robił inne historie…
    po drugie stojąc czasem obok takich “parkingowych kucharzy” bardzo często po tym ich wielkim gotowaniu pozostaje jedna wielka kałuża wody… bo przecież kucharze muszą gdzieś umyć gary… o innym syfie nie wspominam
    rzadko który po sobie idealnie posprzata…
    następna sprawa to brak kultury u większości parkingowych kucharzy..
    ich jakoś nie interesuje że obok stoi ktoś kto chce po prostu odpocząć od pracy a nie słuchać wrzasków pod swoją kabiną i często odpalonej na cały regulator ulubionej muzyki kucharza…

    • Adam napisał(a):

      Są ludzie którzy mają jakąś pasję. Fakt, też po nocy w trasie, drażnią mnie pijackie gawędzie pod oknami. Wystarczy tylko wychylić się i grzecznie powiedzieć o co chodzi. Skutkuje. Przecież nikt nie robi tego z premedytacją. W naszym fachu to nawet Rumun czy Węgier zrozumie o co chodzi.

      Inna sprawa, to kwestia diety. Przetworzone, gotowe dania w słoikach to dobre dorywczo, na szybko. Nic nie zastąpi “domowej” kuchni. Nie zawsze jest możliwość stanąć tam gdzie jest dobre jedzenie. Gotując samodzielnie masz duży wpływ na to jaki tłuszcz, ile soli, no i robisz wszystko świeże. Nie odgrzewane.

      Dbam o zdrowie. Na zabieranie roweru, bieganie, czy inne aktywności fizyczne jestem leniwy. Wystarczy spacer “na miasto”. Ale dwa razy w roku robię badania. Krew i mocz. Zabrzmi to jak banał ale właściwie jedzenie to podstawa zdrowia.

    • ABC napisał(a):

      Bez przesady.

    • Andriej Warholja napisał(a):

      Po deszczu też są kałuże, Precz z deszczem!!!

    • Kamil napisał(a):

      Może to jakiegoś rodzaju sport extremalny, może chłopaki lubią taki dreszczyk emocji pod tytułem, ciekawe kto i co tutaj przed nami robił itp.
      Ludzie mają różne fobie i perwersje także wszystko możliwe …

  3. Grzesiek napisał(a):

    Uroki przerzutów.Ja jeżdze po kraju to lodówka u mnie wyłączona.Rano zajade do sklepu,swieże pieczywo i nabiał.Na obiad albo w domu albo w ulubionym zajezdzie za 15 zł.

    • Jan napisał(a):

      poza tym Twoim krajem też jest pełno sklepów ze świeżym pieczywem i nabiałem
      tu nie chodzi oto kto gdzie jeździ tylko jak organizuje sobie życie
      jedni wolą nabrać z Polski 100kg zapasów i później robić wielkie gotowania i inne historie na środku parkingu
      a inni tak jak ja zaopatrują się w jedzenie tam gdzie są bez tej całej parkingowej kucharskiej patologii kartonowej… – której szkoda 10 € na porządny obiad w knajpie
      ale później wielcy z nich bohaterzy

      • Adam napisał(a):

        Janie, to nie tak że szkoda czy nie szkoda 10 € na obiad. Tu jeszcze chodzi o JAKOŚĆ. W większości autohofów czy innych zajazdów, jedzenie to masówka. W moim odczuciu tak samo warta jak jedzenie puszek. Jako uzupełnienie, od czasu do czasu może być. Ale regularne żywienie się przesolonymi daniami, smażeniem na zużytym oleju, głęboko mrożonymi produktami… Naprawdę daleko temu do wartościowemu, domowemu, jedzeniu.

        Inna sprawa, to pasja. Jedni zbierają monety, inni podkładki pod kufle. Fajnie mieć jakieś hobby i trzeba to uszanować.

  4. pete379 napisał(a):

    To kiedy autorska książka kucharska w wersji papierowej? Bo jakby coś to ja biorę w ciemno.

  5. ABC napisał(a):

    Kucharze z restauracji na parkingu Ashfort powinni przyjsc na korepetycje.

  6. Tomek napisał(a):

    Niedługo skończy się gotowanie w kabinie. Od czerwca wchodzi unijny pakiet drogowy. Będzie nas wreszcie stać, żeby zjeść w restauracji, jak ludzie.

    • Szef Kuchni Truckera napisał(a):

      Jedzenie w przydrożnej knajpie to wyznacznik prestiżu społecznego? Nawet jakbym zarabiał dwa razy więcej, to i tak gotował bym w weekendy. Wolę świeżo przygotowane domowe jedzenie niż kotleta podgrzewanego trzy razy.

      • Tomek napisał(a):

        Zgadzam się, dlatego ja biorę sobie jedzenie przygotowane przez moją żonę. Ale co do świeżości to nie dał bym głowy, czy paczkowane mięso z marketu jest takie zdrowe…A raczej w warunkach jakie mamy wątpię czy wozisz zamrożone mięso od tzw. “rzeźnika” 😉

  7. Smok77 napisał(a):

    Tomek juz czas wstawac. Przestan snic. Pozdrawiam tych co lubia w weekend wyjsc poza kabine oraz tych co nawet w upal w kabinie i potrzeby swoje tez w kabinie zalatwiaja do butelki.

    • Jan napisał(a):

      czasem lepiej nasikac do przysłowiowej butelki i później wylać to do kibelka niż naszczac bezczelnie na koło walnąć drzwiami i zadowolony z siebie pojechać dalej
      tak samo z palaczami… 99% nie wrzuci po spaleniu tego peta choćby do słoika z wodą tylko najlepiej przez okno żeby było pewnie śmieszniej prosto komuś na szybę
      to kwestia kultury osobistej

  8. Kamil napisał(a):

    Gotowanie na zaszczanym, brudnym i śmierdzącym parkingu – nie dziękuję …

    • Andriej Warholja napisał(a):

      1. Masz rację, lepiej odgrzewać chemiczne słoiki w kabinie. A nie czekaj, też dupa, bo zaraz napiszesz, że kabina będzie walić jedzeniem, czyli najlepiej nie jeść w trasie.
      2. Nie szczaj pod naczepę, to nie będzie smrodu na parkingu.
      3. Lejesz równiez przed kabiną? Pogratulować.
      4. Nie wiem jak Ty, ale ja nie kładę jedzenia na oszczanym asfalcie.
      5. Chodzisz po oszczanym parkingu, a potem w tych samych butach włazisz do kabiny?
      6. Weź koło i je*nij się w czoło.

  9. Randy napisał(a):

    Fajnie sobie umieć tak upichcić w trasie. Ja akurat cienki jestem z tego. Zawsze zazdroszczę kolegom po fachu co tak gotują

  10. Stefan napisał(a):

    Ooo kurczę jak o michę chodzi to coraz więcej tu ludzi zagłada ?? A tak na marginesie jak ktoś przeczyta i zechce mi wyjaśnić co to zaznaczy ;;; fimbrowane;; jak to rozumieć ostatnio książek nie czytam i słownictwo mam ubogie ?

Odpowiedz





Dane wpisane w formularzu będą przetwarzane w celu dodania komentarza zgodnie z naszą polityką prywatności.