Kradzież zestawu przez byłego pracownika firmy – opis zarzutów może robić wrażenie

Polska policja poinformowała o bardzo nietypowej sprawie z udziałem samochodu ciężarowego. Był to drogowy pościg za zestawem z naczepą, który miał zostać skradziony przez byłego pracownika firmy transportowej.

Do zdarzenia doszło w miniony weekend. Bydgoska firma transportowa dokonała wówczas zgłoszenia na policję, informując, że jej DAF XF z chłodniczą naczepą został skradziony i – na co wskazywały informacje z lokalizatora satelitarnego – porusza się w okolicach Tczewa. Przewoźnik od razu udzielił też wyjaśnień, że zestaw został zabrany przez byłego pracownika, który wziął kluczyki z firmowego sejfu i odjechał bez żadnego zezwolenia.

Gdy tczewska policja wysłała na trasę patrol i odnalazł on wskazaną ciężarówkę, cała sprawa jeszcze bardziej się skomplikowała. Kierowca nie zareagował bowiem na sygnały świetlne i dźwiękowe, kontynuując swoją jazdę. Funkcjonariusze musieli więc prowadzić pościg, a następnie stopniowo wyhamowali zestaw z użyciem swojego radiowozu.

Za kierownicą zastano 44-letniego mężczyznę, mieszkańca Bydgoszczy. Natychmiast został on zatrzymany, trafił do policyjnego aresztu, a następnie został doprowadzony do prokuratury. Tam postawiono mu dwa zarzuty: kradzieży mienia o wartości około 163 tys. złotych (na tyle wyceniono ciągnik z naczepą), a także niezatrzymania się do kontroli drogowej. Kara zostanie wyznaczona przez sąd, a tymczasem ciężarówka wróciła już do swojego właściciela.

Co może grozić za powyższe zarzuty? Za samo niezatrzymanie się do kontroli grozi finansowa grzywna lub kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Sąd musi tu też orzec zakaz prowadzenia pojazdów na okres od 1 roku do 15 lat. Za to w przypadku kradzieży sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Standardowo ponownie grozi tutaj finansowa grzywna lub kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Jeśli jednak przewoźnik wykaże, że zestaw był wart więcej niż 163 tys. złotych, przekraczając prawny próg 200 tys. złotych, kierowca będzie odpowiadał za kradzież „mienia znacznej wartości”, z potencjalną karą od 1 roku do 10 lat więzienia. Ponadto dodatkową okolicznością obciążającą może być zabranie kluczyków z firmowego sejfu. Coś takiego może bowiem zostać uznane za „kradzież z włamaniem”, zwiększając prawdopodobieństwo nałożenia kary więzienia i praktycznie eliminując szansę na karę grzywny.

Mówiąc więc krótko, 44-latek narobił sobie naprawdę bardzo poważnych problemów. Dlaczego natomiast były pracownik firmy zdecydował się na zabranie zestawu i dlaczego nie zatrzymał się do kontroli? Policyjny komunikat nie podał żadnych informacji na ten temat, więc najwyraźniej nie było dla tej sprawy prostego, szybkiego wytłumaczenia.

Oryginalny fragment komunikatu KPP w Tczewie:

W miniony weekend dyżurny tczewskiej jednostki Policji otrzymał zgłoszenie o kradzieży pojazdu ciężarowego. Właściciel firmy z Bydgoszczy poinformował, że były pracownik zabrał kluczyki z sejfu, a następnie odjechał samochodem. Dzięki zamontowanemu w pojeździe nadajnikowi GPS możliwe było  ustalenie jego lokalizację. Na miejsce skierowani zostali funkcjonariusze z referatu patrolowo-interwencyjnego oraz zespołu wywiadowczego. Policjanci podjęli próbę zatrzymania kierującego, używając sygnałów świetlnych i dźwiękowych. 44-letni mężczyzna nie reagował i kontynuował jazdę. Po pościgu funkcjonariusze zatrzymali pojazd, wykorzystując bezpieczne wyhamowanie. Podczas działań policjanci musieli zadbać nie tylko o własne bezpieczeństwo, ale również o innych uczestników ruchu drogowego. Tego typu interwencje wymagają dużego doświadczenia, opanowania i szybkiego podejmowania decyzji. Przebieg zdarzenia pokazuje profesjonalizm i skuteczność funkcjonariuszy. Mężczyzna został zatrzymany i trafił do policyjnej celi. Wartość odzyskanego zestawu ciężarowego oszacowano na 163 500 złotych. Pojazd wrócił już do właściciela. 44-latek został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty kradzieży oraz niezatrzymania się do kontroli drogowej. Policjanci przypominają, że za niezatrzymanie się do kontroli grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. O dalszym losie mieszkańca Bydgoszczy zadecyduje sąd.